Skocz do zawartości




Zdjęcie

Diabelski cmentarz na Syberii


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
11 odpowiedzi w tym temacie

#1

kpiarz
  • Postów: 1986
  • Tematów: 388
  • Płeć:Kobieta
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

W obwodzie irkuckim leży tajemnicze miejsce zwane Diabelskim Cmentarzem. Miejscowi zauważyli, iż niewielka i niczym niewyróżniająca się polana stanowi szczególne zagrożenie dla zwierząt, których szczątki zalegały na całej jej powierzchni. Nigdy nie pędzili przez nią swej trzody, gdyż wiedzieli, jak tragiczne może mieć to konsekwencje. Wtargnięcie na Diabelski Cmentarz zakończyło się także niewesoło dla ludzi, którzy próbowali odkryć jego tajemnice. Według niektórych, powodem takiego stanu rzeczy jest zalegające pod ziemią ciało, być może fragment bolidu tunguskiego, dla innych wydobywające się spod ziemi gazy, zaś jeszcze dla innych, zemsta strąconego w podziemia demona…

Lato 1930 roku było na Wschodniej Syberii bardzo suche. W potężnej zazwyczaj szerokiej miejscami na parę kilometrów Angarze, jedynej rzece wypływającej z Bajkału, tu i ówdzie zaczęło prześwitywać dno. Brakowało paszy dla zwierząt. Z kołchozu w Rożkowie pędzono więc stada bydła do rzeźni w Bracku. Droga wiodła brzegiem rzeki Kowy, lewym dopływem Angary, przez wioski Ujar i Karamyszewo. Podczas jednego z postojów przepadły dwie krowy. Kołchoźnicy wyruszyli na poszukiwania: ślady racic zaginionych sztuk doprowadziły ich do kolistej polany o średnicy około jednej czwartej kilometra. Pokrywały ją szczątki różnych zwierząt: jeleni, wilków, saren, a także ptaków, znajdujące się w różnym stadium rozkładu. Ziemia wewnątrz kręgu była zupełnie naga, zaś gałęzie drzew zwisające nad polaną wyglądały jak zwęglone pożarem. Dwadzieścia metrów od ostatnich zarośli spoczywały zwłoki przepadłych krów. Psy, które towarzyszyły pasterzom, wbiegły na polanę, ale natychmiast zawróciły z przeraźliwym skowytem. Kołchoźnicy dowiedzieli się później, że tubylcy nazywają to miejsce Diabelskim Cmentarzem.

Jedenaście lat później Sergiusz Kuliukin, lekarz z wioski Kosoj Byk, usłyszał w niewielkim koczowisku oddalonym o 25 kilometrów od ujścia Kowy opowieść starego myśliwego, który twierdził, że w pobliżu znajduje się „polana śmierci”. Bez powodu padają w jej obrębie zwierzęta: zabłąkane bydło i przelatujące ptaki. Ludzie wywlekają z polany za pomocą długich haków martwe krowy, których mięso ma niespotykanie czerwoną barwę. Myśliwy nigdy nie widział takiego odcienia u innych zwierząt.

Siemion Poliakow, mieszkaniec Karamyszewa wspominał: – Mój ojciec gnał byka i przypadkowo znalazł się w pobliżu Diabelskiego Cmentarza. Buhaj wybiegł na polanę, przewrócił się i natychmiast spłonął. Bił od niego bardzo silny żar.

Iwan Jermakow z tej samej wsi pamiętał, że w to miejsce przyprowadził go ojciec w 1927 lub 1928 roku. – Blisko podchodzić nie pozwolił, ale widziałem z daleka, że drzewa wokół były sczerniałe, a polana cała usłana kośćmi i czaszkami zwierząt. Zdaniem ojca coś tu upadło z nieba i nadal znajduje się pod ziemią. Wcześniej była w ziemi dziura, ale zasypały ją gałęzie, piasek naniesiony wiatrem… Zdarzyło się to dziesiątki lat wcześniej.

Miejscowy agronom Włodzimierz Saliagin, który zginął na froncie w 1942 roku, również donosił o jamie na środku polany i próbował bezskutecznie zmierzyć jej głębokość przy użyciu liny z węzłami.

Jan Briuchanow, zaprowadzony na to miejsce przez doświadczonego myśliwego w 1952 roku, zastał już je mocno zmienione. Straszliwa moc polany wyraźnie osłabła. Briuchanow zanotował: „Karamyszewo od Diabelskiego Cmentarza dzielą niecałe dwie godziny marszu. Wokół rosną gęste krzewy. Polana ma kształt podobny do litery L, jej wapiennej barwy powierzchnię porasta rzadko zadziwiający kolorowy mech. Tuż obok niej płynie jakiś ruczaj, zapewne dopływ potoka Kamkambory…

Nowy etap badań Diabelskiego Cmentarza rozpoczął się niewiele ponad dwadzieścia lat temu. To niewiarygodne, ale w przeciągu jednej dakady zginęły lub przepadły bez wieści aż siedemdziesiąt trzy osoby próbujące ustalić, co właściwie dzieje się w lesie nad Kową. Trzy ekspedycje po prostu nie powróciły z tajgi. U innych poszukiwaczy znikały w tajemniczych okolicznościach mapy, na których zaznaczali oni strefę badań.

Stosunkowo najbardziej pomyślnie zakończyła się wyprawa ufologów z Władywostoku podjęta w 1991 roku. Opowiada jej uczestnik Aleksander Rempel: „W pobliżu skały nad rzeką Deszembą, gdzie stoją pamiątkowe słupy pozostawione przez tych, którzy zamierzali zbadać Diabelski Cmentarz w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, założyliśmy główną bazę. Drugiego dnia zlokalizowaliśmy stary szlak pasterski, gdyż nowy przeniesiono o trzy kilometry na północ, aby ominąć z dala śmiercionośny punkt. Dzień później, po przejściu około siedmiu kilometrów łagodnym stokiem wzgórza, natknęliśmy się słup, a raczej pień drzewa bez gałęzi i korony. Ktoś odarł je z kory i wyrył oblicze szatana. Poniżej znajdowała się strzałka skierowana na prawo. W tym miejscu wskaźnik promieniowania elektromagnetycznego wprost gorzał malinowym blaskiem. Tak jasno nie świecił nigdy nawet pod liniami wysokiego napięcia.

Rozdzieliliśmy się na dwie grupy. Jedna poszła zgodnie z kierunkiem wskazywanym przez strzałkę, druga została na miejscu i jej zadaniem było utrzymywanie łączności. Pod wieczór członkowie pierwszego oddziału poczuli mrowienie i kłucie w całym ciele. Byli także bardzo pobudzeni. O dziesiątej wieczorem zbliżyliśmy się do polany. Otaczały ją czarne szkielety drzew, a w trawie jaśniały białe i pożółkłe kości. Łączność została zerwana, nasze radio milczało. Zmrok szybko zapadał, postanowiliśmy więc rozbić obóz w odległości kilometra od Diabelskiego Cmentarza, a następnego dnia rozpocząć prace badawcze. Nie chcę wspominać tej nocy, ani snów, które mnie wówczas nawiedziły. Rano nikt z naszej szóstki nie powiedział słowa, ale zgodnie zwinęliśmy namioty i ruszyliśmy w drogę powrotną. Na drzewach zostawialiśmy znaki w postaci nacięć i napisów tuszem „1991 W” (litera oznaczała nasze rodzinne miasto). Wzdłuż szlaku umieściliśmy również dziesięć foliowych torebek z zapiskami, trasę zaś skrupulatnie nanieśliśmy na mapę, której kopię wraz ze szczegółowym opisaniem marszruty zostawiliśmy w najbliższej ziemiance. Więcej nikt z nas nie wybrał się na Diabelski Cmentarz, choć snuliśmy takie plany. Los jednak zadecydował inaczej”.

Następnego lata wyprawa z Nabiereżnych Czelnów wyruszyła w kierunku fatalnej polany. Nigdy więcej nie widziano już żadnego z jej uczestników. Od tego czasu poniechano ekspedycji w głąb tajgi nad Kową.

Istnieje wiele hipotez usiłujących wyjaśnić fenomen Diabelskiego Cmentarza. Jedna z częściej przytaczanych głosi, że w tym miejscu upadł odłamek obiektu znanego pod nazwą Meteorytu Tunguskiego. Osobliwa polana leży na trasie jego przelotu, a według niektórych uczonych właśnie w tamtej okolicy przybysz z kosmosu wykonał pierwszy ze swoich zwrotów. Inni badacze poszukują rozwiązania zagadki we wnętrzu Ziemi. Diabelski Cmentarz leży na granicy pokładów węgla kamiennego, a w takich złożach zdarzają się podziemne pożary. Jednak trujące gazy nigdy nie wydostają się na powierzchnię w ściśle określonym punkcie, zatem ich działanie musiano by odczuć także w dalszej okolicy. Ponadto wątpliwe jest, by mogły one występować w stężeniu aż tak silnym, o skutkach piorunujących.

Na Syberii jest co najmniej kilka miejsc o równie zagadkowym oddziaływaniu. Najbardziej chyba znane z nich leży na północnym-zachodzie Jakucji w rejonie rzeki Górny Wiluj i nazywane jest Eluju Czerkeczech (Dolina Śmierci). Z kolei nad Wołgą w pobliżu Samary znajduje się zaskakująca anomalia Kir Ugły, słynąca z dziwacznych miraży.

Warto na koniec wspomnieć o pewnej starej legendzie Tunguzów, syberyjskich aborygenów, która bardzo przypomina znaną z kręgu ezoteryki europejskiej opowieść o strąceniu Lucyfera. Kiedy przywódca zbuntowanych aniołów został ostatecznie strącony z nieba do piekieł, napełniając wszechświat swoją tragiczną skargą, z jego korony wypadło kilka drogocennych kamieni. Jeden z nich błyszczy na niebie jako Wenus, nazywana też Lucyferem. Z innego wykonano czarę, do której Józef z Arymatei zebrał krew z boku Ukrzyżowanego (był to Święty Graal, którego kilka wieków później bezskutecznie poszukiwali rycerze Okrągłego Stołu). Tunguski mit opowiada o walce stoczonej w przestworzach przez Ekszeri, władcę tajgi, z szatanem pod postacią węża o imieniu Dżabdar. Tam, gdzie na Ziemię spadły zerwane podczas zmagań łuski gada, do dzisiaj dzieją się rzeczy niezwykłe.

Autor: Autor: Wojciech Grzelak
Źródło: Infra

Link :

http://wolnemedia.ne...arz-na-syberii/
  • 14



#2

Monolith

    ótta

  • Postów: 1248
  • Tematów: 2
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Warto na koniec wspomnieć o pewnej starej legendzie Tunguzów, syberyjskich aborygenów,

Aborygeni to nie tylko Australia?




Artykuł ciekawy, tak samo jak sama sprawa z ową katastrofą :)








  • 0

#3

kpiarz
  • Postów: 1986
  • Tematów: 388
  • Płeć:Kobieta
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Zwykle nazwa "aborygeni" dotyczy pierwotnych mieszkańców Australii, ale czasami równiez tym mianem określa
się ludność tubylczą danego regionu.
  • 1



#4

hääel
  • Postów: 36
  • Tematów: 6
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Słowo "aborygeni" pochodzi od łacińskiego zwrotu "ab originis", co znaczy "od początku" i oznacza ludność autochtoniczną, w odróżnieniu od ludności napływowej.
  • 1

#5

daxx
  • Postów: 558
  • Tematów: 116
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

25 lat temu może bym uwierzył w takie opowieści. Sam zaczytywałem się o ekspedycjach na tereny katastrofy tunguskiej. Z biegiem czasu jednak zacząłem się zastanawiać - zawsze w takich przypadkach doniesienia są przed dziesiątek lat, im bliżej naszych czasów tym mniej doniesień - nagle jakby aktywność tajemniczych zdarzeń osłabła. Tutaj mamy ostatnią informację, że ktoś tam był w latach 80tych. Od tej pory minęło 30 lat i co? Nie ma chętnych zbadać to zjawisko?

Podobnie było jak oglądałem dawno temu program nie do wiary na TVN. Pamiętam jak kiedyś szukali skarbów templariuszy w jakiejś tam studni w pobliżu jakiegoś kościoła. Wypompowali hektolitry wody ze studni, doszli do dna, na dnie odkryli jakąś klapę i stwierdzili, że nie mogą jej otworzyć, ponieważ z pewnością są tam ukryte niesamowite moce i niebezpiecznie jest tam zaglądać i igrać z mocami, których nikt nie zrozumie.

Jak mieli nawiedzony dom, to rozstawili full sprzętu i przez całą noc nic nie zarejestrowano...

Ogólnie - brak konsekwencji lub chęć ukrycia zwykłej prawdy...
  • 0



#6

kpiarz
  • Postów: 1986
  • Tematów: 388
  • Płeć:Kobieta
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

"Stosunkowo najbardziej pomyślnie zakończyła się wyprawa ufologów z Władywostoku podjęta w 1991 roku."
Z artykułu wynika, że ostatnia wyprawa została zorganizowana w 1991 roku. W nastepnym, tj .w 1992 również ekipa
ufologów wyruszyła do tajemniczej polany,ale nikt nie wrócił. Być może teren wokół tego tajemniczego miejsca nie
jest w tej chwili dostępny dla ludzi. Ale to oczywiście są to tylko moje domysły.
  • 0



#7

antietam
  • Postów: 320
  • Tematów: 114
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 34
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Lokalizacja wg. Google:

Mapa


Zdjęcia polany:

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Użytkownik antietam edytował ten post 13.03.2011 - 20:21

  • 0



#8

zunrei
  • Postów: 12
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

spoko artykul, czytajac go przypomnial mi sie pewien odcinek serialu na TELE 5 Czynnika PSI, w owym czynniku byla pewna polana, gdy sie na nia wchodzilo czlowiek szybko podlegal efektowi starosci ;p moze tworcy zaczerpneli pomyslu z diabelskiego cmentarzu ;p

Użytkownik zunrei edytował ten post 28.03.2011 - 23:15

  • 0

#9

Sungrazer
  • Postów: 8
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Odkopuję temat, bo właśnie dotarło w to miejsce dwóch polskich autostopowych podróżników. Warto poczytać ich relację, żeby zobaczyć ile prawdy jest w takich historyjkach (wcześniej wybrali się też na przełęcz Diatłowa i, o dziwo, nic ich tam nie zjadło):

 

 

Operacja Tunguska 19 września 2016.

"Kłamstwo powtórzone sto razy, staje się prawdą" - dr Goebels, ojciec nowoczesnej propagandy.

Diabslski cmentarz.

Hmm...powiedzmy, że pobliskie sosny wydawały lekko niepokojące dźwięki...chyląc się ku upadkowi po wcześniejszym pożarze tajgi.

Powiedzmy, że sam las był dla nas mocno nie przyjazny gdy szukaliśmy tego miejsca...

Powiedzmy również, że dym z papierosa momentami leciał od góry do dołu...

Powiedzmy w końcu...

Że jest to kolejna obalona legenda, która trzęsła światowym dupskiem od niewiadomo ilu lat! Blyat!

Jak by wam to powiedzieć...
Naprawdę szukaliśmy wszelkich znamion, anomalnych właściwości tej polany. Przeszliśmy ją wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu czarciej twarzy na drzewach, kości zwierząt i wreszcie tej sławnej dziury w ziemi.

Naprawdę nie mam pojęcia jakie narkotyki zażywali przed atakiem na cmentarz, ufolodzy z Władywostoku.
Silne. Na pewno!

Nie wiem również jak wcześniej chłopi wyciągali z tej polany padłe bydło za pomocą haków(Sto metrów hak?!WTF?!)

Wiem natomiast jedno...to jedna wielka bujda! Mało tego! Podsycana przez naprawdę poważane media oraz nakręcana przez najważniejszych opiniotwórców tego świata...
To wam wystarczy żeby otworzyć oczy? Wszyscy czytający tego posta, wiedzcie, że ktoś na waszym strachu zarobił grube miliony. Mało tego, zrobił to, siedząc w ciepłych kapciach przed kominkiem.
Można? Można!

A teraz przejdźmy do poranku, 16 września 2016 roku. Dlaczego? A właśnie dlatego żeby wytłumaczyć wszystkim dookoła to kłamstwo które od samego początku epoki internetu jest czymś co mrozi krew w żyłach...

Rozpaliliśmy trzy ogniska. Od samego początku wyprawy tajga jest dla mnie czymś tak nieprzeniknionym, że w końcu doczekałem się spotęgowania nocą strachu przed jej dzikimi mieszkańcami. Zadecydowaliśmy, że odetniemy się maksymalnie od wszelkich możliwości nocnego ataku i rozłożyliśmy się nad przepaścią pośród chaotycznie porozrzucanych bali drzew.

Obudził mnie dźwięk łamania gałązek i dziwne sapanie. Z automatu tak mnie to zamroziło, że nie byłem w stanie nawet się poruszyć. Jak się później okazało, Misza również to usłyszał. (Swoją drogą podziwiam go za ten stoicki spokój podczas gdy opowiada o sytuacji takiej jak ta) Nie był to niedźwiedź, raczej dzik albo coś w stylu parzystokopytnych. Uwierzcie, w tym momencie nie chciałem tego weryfikować. Udało się uspokoić. Bliżej nieokreślony przybysz sobie poszedł a nam udało się zasnąć ponownie.

Wczesnym rankiem zerwaliśmy się na równe nogi, naładowani pozytywną energią. Ogarnęliśmy się w trymiga i po uprzednim zostawieniu plecaków w lesie, ruszyliśmy na północ dzierżąc w rękach saperki a w kieszeniach noże i petardy.

Już po przejściu kilkunastu metrów wpadliśmy na świeży trop zwierza, który wystraszył nas w nocy. Tak jak myśleliśmy...parzystokopytny...duży parzystokopytny! Prawdopodobnie łoś ponieważ jest ich tutaj opór. Ruszyliśmy dalej przedzierając się przez zarośla i pierwsze z bagien a to był dopiero początek.

Misza zadecydował, że będzie mocno kładł nacisk na trzymanie się koordynatów oraz ścieżki ze względu na gęstniejącą coraz bardziej tajgę.

Wydawało mi się, że trwało to wieczność gdy nagle wypadliśmy na przesiekę leśną (około 20 metrów szerokości). Po horyzont druty wysokiego napięcia. Znacznie ułatwiło nam to pokonanie kolejnych 2,5 km na wschód.

Im bliżej właściwego ataku na tajgę tym większe podniecenie pomieszane ze strachem. A jeśli faktycznie jest tam tak, jak opisywał to internet? A jeśli te 75 osób, które przepadły w tej okolicy faktycznie zaszły na tą polanę i znajdziemy tam ich szczątki jednocześnie pozostawiając swoje?! Uwierzcie, że w takiej sytuacji zmysły są niesamowicie wyostrzone a mózg pracuje na takich obrotach, że w ciągu sekundy jest w stanie wytworzyć tyle wizji które doprowadzą cię do obłędu jeśli ich nie opanujesz...nie wiem co w głowie ma Michał robiąc takie rzeczy, niezwykle ważne jednak jest to, że nauczył mnie jak panować nad sobą i swoimi myślami w momentach, w których jest to absolutnie jedyne wyjście. Tak też zrobiłem.

Doszliśmy do momentu właściwego ataku na las okalający polanę. Misz raz jeszcze sprawdził koordynaty, przeliczył odległość, rzucił dwie petardy po czym podniósł saperkę i z uśmiechem ruszył dalej a ja za nim.

Metr za metrem, mozolnie przedzieraliśmy się w kierunku cmentarza. Naprawdę podziwiam jakiekolwiek zwierzęta, które biegają po tych lasach a już w ogóle nie wyobrażam sobie tutaj sztywnej krowy przyzwyczajonej do chodzenia po polanach. Wyobraźcie sobie sami.

Dookoła drzewa, drzewa, krzewy, krzaczki, trawa, gałęzie, muchy, drzewa, ciernie, mech, drzewa. Wszystko tak gęste, że ciężko stawiać kroki. Podnosisz głowę a tam z niezwykłą finezją po zmurszałych pniach, między drzewami, skacze sobie półtonowa krówka wesoło machając ogonkiem. Nieeee! Nie ma opcji!

Tym bardziej nie wyobrażam sobie ludzi niosących to padłe bydło...

Idźmy dalej. Po około godzinie przedzierania się przez las osiągnęliśmy cel. Drzewa łagodnie przeszły w naprawdę uroczą polankę. Powoli wchodząc na teren Diabelskiego Cmentarza co chwilę sprawdzaliśmy kompasy i kamery. Wszystko działa! Szukamy kości...nie znaleźliśmy nic strasznego na skraju polany i w końcu to do nas doszło...

Połamaliśmy właśnie kolejny mit. Nie ma tu niczego strasznego. Czuliśmy się dobrze więc zaczęliśmy penetrować całą polanę. Nic, nic i jeszcze raz nic. Spędziliśmy tam około dwóch godzin. Znaleźliśmy kilka legowisk zwierząt co akurat wskazuje na to że jest to raczej diabelski gościniec dla leśnych stworów a nie cmentarz. Pozostało nam tylko jedno. Zaznaczyliśmy swoją obecność tutaj na jednej z sosen rosnących na południowym brzegu polany tak by następni, którzy będą się tu fatygować od razu zobaczyli, że jesteśmy prawdopodobnie jednymi z pierwszych którzy zweryfikowali to miejsce.

Ciężko było doświadczyć takiego zawodu w miejscu po którym spodziewaliśmy się zupełnie czegoś innego. Odnoszę wrażenie, że twórcy tego mitu w ogóle nie zadali sobie trudu by to sprawdzić. W sumie się nie dziwię. To miejsce jest tak odległe od cywilizacji, że było to ryzyko warte podjęcia, przy tworzeniu takich produkcji. A jednak. Prawda zawsze wyjdzie na jaw. Tym razem dowiodła tego ekipa Autostopem Na Koniec Świata...

Na koniec jeszcze tylko petardka...bum! Pomiędzy małymi brzózkami na polance zobaczyliśmy ciemny kształt uciekający w stronę przeciwnego skraju polany. Zwierzyna była tak bezczelna, że przyszła sobie poodpoczywać niespełna kilkadziesiąt metrów od nas!
Zawinęliśmy się z powrotem. Pamiętajmy, że mimo luzu jakiego doświadczyliśmy, dalej była to tylko polana pośrodku tajgi.

Powrót zajął nam około godzinę. Teraz już wiedzieliśmy co nas czeka i szliśmy w stronę słońca. Plecaki leżały tam gdzie je zostawiliśmy. Bystro spakowaliśmy ekwipunek i zaczęliśmy odwrót w stronę Bolturino. 12 km piechotą. Przez 3 godziny nie przejechała ani jedna maszyna. Lekko zaniepokojony perspektywą kolejnej nocy na skraju lasu poprosiłem Miszę o te magiczne słowa. Skubany...jak on to robi!

Wszystko jest po coś - usłyszałem
Poza tym dzisiaj jest naprawdę dobry dzień - dodał.

Po pięciu minutach nadjechał autobus który wziął nas na rozwidlenie dróg a to oznaczało, że do ostoi spokoju w postaci kafoszki ze znajomymi pozostało nam tylko 60 km.

Zrobiliśmy to w ciągu niespełna dnia. Prawdopodobnie nawet nie zdajemy sobie w tym momencie sprawy z internetowych konsekwencji naszych poczynań ale uwierzcie, dla samego uczucia towarzyszącego ci w momencie dowodzenia, że coś czego boi się naprawdę wielu ludzi na tym świecie to jedna wielka bujda. Tak było z przełęczą Diatłowa, tak jest i teraz. Z tej perspektywy z miłą chęcią chcielibyśmy poszukać złotego pociągu, yeti albo potwora z loch ness(dzięki kolego za pomysł ;)
Czyżby kolejne mity? ;)

Teraz pozostała nam już tylko Tunguska, na szczęście jest to realne miejsce więc można będzie skupić się na tym żeby dostać się tam i poszukać śladów meteorytu a nie gromić mity;)

W dniu dzisiejszym postaramy się dotrzeć do przedsionka Tunguski czyli ust ilimska. Przygodo! Nadciągamy.

Ps: Wybaczcie, że trochę zwlekaliśmy z postem ale z jednej strony nie było jak się połączyć z internetem a z drugiej, fajnie było zobaczyć, że jednak komuś zależy.

Do następnego!

Źródło: https://www.facebook...mnakoniecswiata


  • 4

#10

Panjuzek
  • Postów: 1746
  • Tematów: 14
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

To forum powinno chyba nosić nazwę "Wyjaśniamy Paranormalne". 

 

 Od kilku lat, przez które jetem na tym forum, znalazłem odpowiedzi na większość moich paranormalnych pytań.

 

 Dzisiaj jestem raczej sceptykiem. Mimo że byłem entuzjastą , gdy pierwszy raz zaglądnąłem na to forum.

 

Plusik dla Ciebie @Sungrazer


  • 1



#11

albarash89
  • Postów: 12
  • Tematów: 2
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Hmmmm z czasem mogło się zmniejszy promieniowanie tego miejsca podobnie jak w czarnobylu. Szkoda, że nie wzięli ze sobą czegoś do pomiaru promieniowania. Zaginieni ludzie zaś mogli ginąć w pobliskich bagnach. 


  • 0

#12

TheToxic

    Faber est quisque suae fortunae

  • Postów: 1343
  • Tematów: 48
  • Płeć:Kobieta
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Ja uważam, że komuś zależało żeby nikt tam nie chodził i nie węszył. Dlaczego? Najwidoczniej dlatego, że miał w tym cel.

Rosja non stop prowadzi jakieś badania, nie wyczytałam żeby ktoś zbadał co kryje się pod "piekielną polaną".  Rosja ma pełno bunkrów i podziemnych ośrodków badawczych, więc stawiam na to. Najlepiej legendę rozpuścić, podłożyć parę szkieletów  i wszystkich ogarnia dzika panika a co za tym idzie? Strach. A jak jest strach to i posłuszeństwo.

Ludzie od zawsze w coś wierzyli, zazwyczaj w zabobony. 

 

A tu cytat z badań nad kontrolą umysłu

 

 

W latach 60. i 70. Związek Radziecki aktywnie badał wpływ pól elektromagnetycznych na warunki fizjologiczne i psychologiczne człowieka. Niektórzy autorzy wskazują na zastosowanie wyników badań w nowych broniach, które powstały w USA jak i w ZSRR. Liczba naukowców zajmujących się psychotroniką w Rosji szacowana jest między 200 a 500, stwierdza raport.

 

I cały artykuł

https://ripsonar.wor...ontrola-umyslu/







Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u