Skocz do zawartości




Na forum ruszył nowy konkurs - tym razem zapraszamy do rywalizacji w tworzeniu fotomontaży związanych z tematyką apokalipsy! Zasady konkursu dostępne są tutaj.
 
Temat "Rewolucja na Ukrainie" został ukryty. Decyzja o jego przywróceniu bądź definitywnym usunięciu zostanie podjęta w ciągu 2-3 dni.

Zdjęcie

Albert Einstein – plagiator?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
3 odpowiedzi w tym temacie

  #1 tatik

tatik
  • Zasłużony
  • Postów: 1982
  • Tematów: 291
  • PłećMężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano 10.10.2010 - 15:51

Czy autor jednej z najbardziej znanych teorii fizycznych mógł splagiatować prace innych?

Jak się okazuje, Einstein splagiatował wyniki prac wielu znanych naukowców, tworząc w roku 1905 swoją szczególną teorię względności.

Orędownicy Einsteina działali i działają w sposób zniekształcający prawdę historyczną. Okrzyczany przez magazyn Time „Człowiekiem Stulecia” Albert Einstein (1879-1955) opublikował w roku 1905 długi traktat na temat szczególnej teorii względności (jej rzeczywisty tytuł brzmiał „O Elektrodynamice Ciał w Ruchu”) nie podając żadnych odsyłaczy. Wiele przedstawionych w nim poglądów było znanych Lorentzowi (chociażby transformacja Lorentza) i Poincare’owi, zanim jeszcze Einstein napisał swój słynny traktat.

Charakterystyczne dla Einsteina było to, że nie odkrywał teorii, ale po prostu je zawłaszczał. Wybrał z istniejącego zasobu wiedzy to, co mu się najbardziej podobało, a następnie wplótł do opowieści będącej jego wkładem w teorię względności. Wszystko to odbyło się przy pełnej wiedzy i zgodzie ludzi z jego środowiska i czasów, takich jak na przykład jego wydawcy z Annalen der Physik (Annały Fizyki).

Najbardziej charakterystycznym równaniem wszystkich czasów jest słynne E=mc2. Zwyczajowo jest ono przypisywane wyłącznie Albertowi Einsteinowi (1905), jednak konwersja materii w energię i energii w materię była znana już Isaacowi Newtonowi („Ciała stałe i światło są nawzajem wymienne…”; 1704). To równanie można też przypisać S. Tolverowi Prestonowi (1875), Julesowi Poincare’owi (1900; według Browna, 1967) i Olintowi De Pretto (1904) – wszyscy przed Einsteinem. Ponieważ Einstein nigdy poprawnie nie wyprowadził równania E=mc2 (Ives, 1952), wydaje się, że nie ma niczego, co by łączyło je z czymkolwiek będącym autorstwa Einsteina.

Selektywna prezentacja danych z zaćmienia Słońca w roku 1919 dokonana przez Arthura Eddingtona, która miała rzekomo stanowić dowód słuszności ogólnej teorii względności „Einsteina”, jest z pewnością jedną z największych naukowych mistyfikacji XX wieku. Eddington był znacznie bardziej zainteresowany pasowaniem Einsteina na króla wszechnauk, niż chęcią sprawdzenia jego teorii.

Społeczność fizyków, przypuszczalnie bezwiednie, zaangażowała się w pewien rodzaj oszustwa i cichego spisku, przyjmując postawę biernych gapiów przyglądających się owej hiperinflacji danych i wzrostu reputacji Einsteina. To milczenie było z korzyścią dla wszystkich jego popleczników.

WPROWADZENIE

Nauka ma ze względu na swoją naturę charakter zaściankowy. Chemicy czytają i piszą w zasadzie tylko o chemii, biolodzy o biologii, zaś fizycy o fizyce. I wszyscy konkurują zazwyczaj o tego samego dolara na badania (oczywiście w szerokim tego słowa znaczeniu). To oznacza, że chcąc uzyskać dla siebie więcej pieniędzy, mogą postępować nieuczciwie, aby przekonać sponsorów, że to ich dziedzina wiedzy jest ważniejsza od wszystkich innych. Jeśli sponsorzy dadzą się przekonać, może to oznaczać kłopoty dla innych gałęzi nauki. Jednym ze sposobów takiego postępowania jest stworzenie superbohatera, takiego jak na przykład Einstein.

Pozycja Einsteina jest produktem ubocznym działań środowiska fizyków, jego zwolenników i mediów. Każda z tych grup odnosi ogromne korzyści z wyniesienia Einsteina na ołtarze. Fizycy otrzymują miliardy dolarów na badania, zwolennicy Einsteina są przyzwoicie nagradzani, a korporacyjne media, takie jak magazyn Time, sprzedają miliony egzemplarzy swoich pism w wyniku umieszczenia na okładce wizerunku Einsteina jako „Człowieka Stulecia”. Kiedy wybuchnie skandal, środowisko fizyków, poplecznicy Einsteina i media będą starać się zbagatelizować niekorzystne wiadomości i nadać im pozytywny wydźwięk. Ich niecne praktyki zostaną jednak obnażone, kiedy praca Einsteina „O Elektrodynamice Ciał w Ruchu” zostanie oceniona, tak jak na to zasługuje – jako doskonały plagiat XX wieku.

SZCZEGÓLNA TEORIA WZGLĘDNOŚCI

Jules Henri Poincare (1854-1912) był wielkim naukowcem, który wniósł duży wkład do szczególnej teorii względności. Intemetowa Encyklopedia Filozofii podaje, że Poincare:

(1) „nakreślił wstępną wersję szczególnej teorii względności”;
(2) „stwierdził, że światło ma prędkość skończoną” (w pracy opublikowanej w roku 1904 w 28 numerze Buli. ofSci. Math. Poincare podkreśla: „…cała nowa mechanika, kiedy wzrost bezwładności przy prędkości światła stanie się granicą, której nie będzie można przekroczyć”);
(3) sugerował, że „masa zależy od prędkości”;
(4) „sformułował zasadę względności, zgodnie z którą żaden mechaniczny lub elektromagnetyczny eksperyment nie jest w stanie odróżnić stanu spoczynku od stanu ruchu jednostajnego”;
(5) „wyprowadził transformację Lorentza”.

Jest sprawą oczywistą, że był głęboko zaangażowany w szczególną teorię względności. Nawet Keswani (1965) był zmuszony oświadczyć: „Już w roku 1895 innowator Poincare przypuszczał, że jest niemożliwe określenie absolutnego ruchu” i że „w roku 1900 przedstawił on zasadę względności ruchu, którą nazwał później w swojej opublikowanej w roku 1902 książce Science and Hypothesis (Nauka i hipotezy) prawem względności i zasadą względności”. Einstein nie potwierdził istnienia którejkolwiek z tych wcześniejszych prac teoretycznych, kiedy w roku 1905 pisał swój pozbawiony odsyłaczy traktat. Poza zarysem wstępnej wersji teorii względności Poincare dostarczył najistotniejszą część całego konceptu – sposób traktowania czasu lokalnego. Od niego również pochodzi pomysł synchronizacji zegarów, który jest kluczowy dla szczególnej teorii względności.

Charles Nordman czuł się zobowiązany do napisania: „Okaże się, że większość rzeczy przypisywanych obecnie Einsteinowi opracował w rzeczywistości Poincare” oraz że „…według relatywistów pomiarowe pręty są tym, co tworzy przestrzeń, zaś zegary tym, co tworzy czas. Wszystko to było znane Poincareowi i innym na długo przed Einsteinem i przypisywanie ich odkrycia temu ostatniemu jest niesprawiedliwością”.

Inni naukowcy wcale nie byli tak oszołomieni szczególną teorią względności „Einsteina”, jak to miało miejsce w przypadku zwykłych ludzi. „Kolejną dziwną cechą obecnie słynnej pracy Einsteina z roku 1905 jest brak w niej odsyłaczy do Poincare’a oraz innych autorów” – napisał Max Bom w Physics in My Generation (Fizyka mojego pokolenia). „Odnosi się wrażenie zupełnie nowego pomysłu, ale, jak już próbowałem wyjaśnić, to wcale nie jest prawdą” (Bom, 1956).

G. Burniston Brown (1967) pisze: „Wynika z tego, wbrew powszechnej opinii, że Einstein odegrał tylko podrzędną rolę w wyprowadzeniu użytecznych wzorów ograniczonej lub szczególnej teorii względności, przy czym Whittaker nazywał tę teorię teorią Poincare’a i Lorentza…”

Ponieważ w pewnych kręgach szczególna teoria względności Einsteina była znana jako szczególna teoria względności Poincare’a i Lorentza, ktoś mógłby pomyśleć, że Poincare i Lorentz mieli jakiś związek z jej opracowaniem. Tym, co denerwuje w pracy Einsteina, jest to, że mimo iż Poincare był największym na świecie znawcą teorii względności, odnosi się wrażenie, jakby Einstein nigdy nie słyszał o czymkolwiek wartym wzmianki będącym dziełem Poincare’a!

W publicznym wystąpieniu we wrześniu 1904 roku Poincare wygłosił kilka istotnych uwag na temat szczególnej teorii względności. „Wszystkie te wyniki, jeśli zostaną potwierdzono, oznaczają powstanie zupełnie nowej mechaniki… której charakterystyczną cechą byłoby przede wszystkim to, że nie ma prędkości większej od tej, którą ma światło… ponieważ ciała przeciwstawiłyby się rosnącej bezwładności wynikającej z przyczyn, które będą miały tendencję do przyspieszania ich ruchu, i bezwładność ta urosłaby do nieskończoności przy osiągnięciu prędkości światła… Tym bardziej dla obserwatora niesionego w ruchu postępowym – on nie spodziewa się, by jakakolwiek pozorna prędkość mogła przewyższyć prędkość światła, co byłoby sprzecznością, jeśli przypomnimy sobie, że ten obserwator nie używałby tych samych zegarów, co obserwator pozostający w spoczynku, ale zegarów mierzących w rzeczywistości „. (Poincare, 1905)

EINSTEIN PLAGIATOR

Nadszedł czas, aby powiedzieć wprost, kim był Einstein: – był plagiatorem. Był pozbawiony skrupułów i kradł prace innych, podając je jako własne. To, że czynił to rozmyślnie, wydaje się oczywiste.

Oto fragment z książki Ronalda W. Ciarka, Einstein: The Life and Times (Einstein – życie i czasy), w której brak jest odwołań do Poincare, z wyjątkiem kilku nic nie znaczących cytatów. I tak na stronie 101 czytamy: „Praca O Elektrodynamice Ciał w Ruchu… jest pod wieloma względami jedną z najwybitniejszych prac naukowych, jakie kiedykolwiek napisano. Nawet jej forma i styl są niezwykłe – brak w niej przypisów i odsyłaczy, które dodają wagi najpoważniejszym opracowaniom… [pokreślenie moje R.M.]„.

Dlaczego Einstein miałby przy jego doświadczeniu na stanowisku urzędnika patentowego nie zdawać sobie sprawy z potrzeby podania przypisów i odsyłaczy do swojego artykułu o szczególnej teorii względności? Należałoby się raczej spodziewać, że jako neofita raczej przesadzi w ich ilości, a nie pominie je.

Czyż nie należało się również spodziewać trochę większych standardów ze strony wydawcy, któremu przedstawiono długi elaborat, którego autor nie miał ustalonej pozycji? Najwyraźniej zawiodła kontrola jakości, gdy Annalen der Physik kierował tę pracę do publikacji. Wytrawniejsi wydawcy odrzuciliby taką pracę, nawet jej nie czytając. Jako minimum, należałoby się spodziewać, że wydawca przejrzy literaturę, aby sprawdzić, czy roszczenia Einsteina do pierwszeństwa są uzasadnione.

Max Bom stwierdził: „Uderzające [podkreślenie moje - R.M.] jest to, że ta praca nie zawiera ani jednego przypisu do wcześniejszej literatury” (Bom, 1956). Wyraźnie uwypukla fakt, że brak przypisów jest sprawą nienormalną oraz że nawet jak na standardy początku XX wieku było to bardzo dziwne, wręcz nieprofesjonalne.

Einstein kręcił i gmatwał wszystko, aby uniknąć oskarżeń o plagiat, lecz jego krętactwa były ewidentne.

Bjerknes (2002) przytacza następujący ustęp autorstwa MacKaye’a: „Wyjaśnienie Einsteina jest wielowymiarowym upostaciowieniem poglądu Lorentza… Tak więc teoria Einsteina nie jest zaprzeczeniem bądź alternatywą tej, którą przedstawił Lorentz. To tylko duplikat lub przebranie jej w inne szaty… Einstein utrzymuje, że teoria Lorentza jest prawidłowa, lecz że nie zgadza się z jej wnioskami. Czyż więc to nie oznacza, że teoria Einsteina jest po prostu przefasonowaniem teorii Lorentza, zaś pozorna niegodność w sprawie jest niczym innym jak grą słów?

Poincare napisał 30 książek i ponad 500 prac z dziedziny filozofii, matematyki i fizyki. Einstein pisał prace matematyczne, fizyczne i filozoficzne i jednocześnie utrzymywał, że wkład Poincare’a do fizyki był mu nieznany.

Mimo to wiele pomysłów Poincare’a – na przykład to, że prędkość światła jest górną granicą oraz że masa wzrasta wraz z prędkością – zostało wplecionych w pracę Einsteina „O Elektrodynamice Ciał w Ruchu” bez podania odnośników, skąd pochodzą.

Kradzież koncepcji zawartych w dziełach Lorentza i Poincare’a, której dopuścił się Einstein, aby umieścić je w swojej pracy, podniosła poprzeczkę plagiatorstwa na wyższy poziom. W dobie współczesnej przy tak rozwiniętym przepływie informacji, tego rodzaju plagiat nie przeszedłby łatwo, tym niemniej środowisko fizyków wciąż nie kwapi się do skorygowania tej historii.

W swojej pracy z roku 1907 Einstein przedstawił własny pogląd na plagiatorstwo, stwierdzając: „Wydaje mi się, że natura biznesu polega na tym, że to, co następuje, było już kiedyś częściowo rozwiązane przez innych. Jednakże, z uwagi na fakt, że to, o co tu idzie, jest przedstawiane z nowego punktu widzenia, uważam się upoważniony do zaniechania pedantycznych badań literatury…”

Inaczej mówiąc, Einstein uważa, że plagiat, jeśli się go odpowiednio opakuje, stanowi akceptowalne narzędzie badawcze.

Najbardziej wiarygodne źródło Webster’s New Intemational Dictionary ofthe English Language (Nowy Międzynarodowy Słownik Języka Angielskiego Webstera) (wydanie drugie, pełne, 1947, str. 1878) tak oto definiuje pojęcie „popełnić plagiat”: „Ukraść lub wykraść i podać za swoje (poglądy, słowa, utwory artystyczne etc. stworzone przez kogoś innego), używać poglądów, wyrażeń lub dzieł stworzonych przez kogoś innego bez podania ich źródła [podkreślenie moje - R.M.]. ” Czyż nie to właśnie zrobił Einstein? Powołanie się na innych autorów wiąże się z dwoma zagadnieniami: wyczuciem chwili i stosownością. Powiedzenie światu 30 lat po fakcie, że Lorentz dostarczył podstaw do szczególnej teorii względności, jest nietaktem i w żadnym wypadku nie oznacza powołania się na innych autorów. To, co Einstein napisał po fakcie na temat wkładu Lorentza, nie zmienia faktu, że jest plagiatorem.

Prawdziwa natura plagiatorstwa Einsteina ujawnia się wyraźnie w jego pracy z roku 1935 zatytułowanej „Elementary Derivation ofthe Equivalence of Mass and Energy” („Podstawowe wyprowadzenie równoważności masy i energii”), w której polemizując z Maxwellem napisał: „Problem niezależności tych związków ma charakter naturalny ze względu na transformację Lorentza stanowiącą prawdziwą podstawę szczególnej teorii względności [podkreślenie moje - R.M.]„.

Tak więc Einstein sam przyznał, że transformacja Lorentza stanowiła rzeczywistą podstawę jego pracy z roku 1905. Jeśli ktoś wątpi, że był on plagiatorem, niech zada sobie proste pytanie: „Co Einstein wiedział i kiedy to wiedział?” Plagiat Einsteina był popełniony z premedytacją, a nie przypadkowo (Moody, 2001).

HISTORIA FORMUŁY e=mc²Od kogo pochodzi koncepcja zamiany materii w energię i odwrotnie? Otóż, datuje się ona wstecz co najmniej do Isaaca Newtona (1704). Brown (1967) stwierdził: ”Tak więc powoli wyłaniała się formuła E=mc2, którą w roku 1900 zasugerował Poincare”. Jednej rzeczy możemy być pewni, to nie Einstein wymyślił równanie E=mc2, a jeśli nie on, to kto?Bjerknes (2002) jako ewentualnego kandydata proponuje S. Tovlera Prestona, który „sformułował koncepcje energii jądrowej, bomby atomowej i nadprzewodnictwa w latach siedemdziesiątych XIX wieku na bazie równania e=mc²”.

Oprócz Prestona za jednego z głównych udziałowców równania E=mc2 należy uznać Olinto De Pretto (1904). Tym, co czyni to przypuszczenie prawdopodobnym, jest zbieżność w czasie oraz fakt, że Einstein mówił płynnie po włosku, przeglądał prace włoskich fizyków, zaś jego najlepszym przyjacielem był Michele Besso, szwajcarski Włoch. Najwyraźniej Einstein (1905) miał dostęp do tej literatury i wystarczające umiejętności, aby czytać ją ze zrozumieniem. W artykule „Einsteina E=mc2 was Italian’s idea” („Einsteinowska formuła E=mc2 była włoskim pomysłem”) (Caroll, 1999) widzimy czarno na białym, że De Pretto znacznie wyprzedził Einsteina w sformułowaniu wzoru E = e=mc².

Komentując to, że miał świadomość, iż z niewielkiej masy można wyzwolić ogromną ilość energii, można powiedzieć, że Preston (1875) wiedział i rozumiał to, jeszcze zanim Einstein się urodził. Preston rzeczywiście stosował wzór E = e=mc² w swoich pracach, ponieważ ustalona przez niego wielkość (chodzi o to, że według niego 0,0648 grama materii jest w stanie unieść obiekt o wadze 100000 ton na wysokość 3000 metrów ) wyraźnie wywodzi się z równania E=mc2.

Według Ivesa (1952) wyprowadzenie wzoru e=mc², które przeprowadził Einstein, było wadliwe, ponieważ zamierzał udowodnić coś, co z góry założył. Jest to bardzo podobne do niefrasobliwego posługiwania się równaniami dotyczącymi radioaktywnego rozpadu, które wyprowadził. Okazało się, że Einstein pomieszał kinematykę z mechaniką i wykombinował neutrino. Neutrino może być mityczną cząstką przypadkiem wykreowaną przez Einsteina (Carezani, 1999). Mamy tu dwie możliwości do wyboru: albo jest co najmniej 40 rodzajów neutrin albo w ogóle ich nie ma. Ma tu zastosowanie brzytwa Ockhama (1).

ZAĆMIENIE Z ROKU 1919

Nie ma lepszego przykładu naukowego oszustwa od tego, co stało się w tropikach w dniu 29 maja 1919 roku. Jest absolutnie oczywiste, że Eddington sfałszował dane dotyczące zaćmienia słońca, tak aby potwierdzały tezy Einsteina przedstawione w ogólnej teorii względności. O okolicznościach towarzyszących temu zaćmieniu piszą Poor (1930), Brown (1967), Ciark (1984) i McCausIand (2001). To, co czyni ekspedycje do Sobral i Principe (2) tak podejrzanymi, to żarliwe poparcie, jakiego Eddington udzielił Einsteinowi, co widać w jego oświadczeniu: „Stojąc na stanowisku sprawdzania i ostatecznie weryfikując [podkreślenie moje - R.M.] teorię , nasze narodowe obserwatorium podtrzymało najlepsze tradycje naukowe” (Ciark, 1984). W tym przypadku Eddington był wyraźnie na bakier z podstawowymi założeniami nauki. Jego zadaniem było zbieranie danych a nie weryfikowanie teorii Einsteina.

Dalsze dowody oszustwa można wydedukować z osobistych oświadczeń Eddingtona przedstawionych przez Ciarka (Jak wyżej, str. 285): „29 maja od rana padał deszcz, który ustał dopiero około południa. Aż do 13.30, kiedy zaćmienie już się zaczęło, zespół nie uzyskał widoczności Słońca. Musieliśmy wykonać nasze fotografie na wiarę [podkreślenie moje - R.M.]„. Z tego opisu widać wyraźnie prawdziwe nastawienie Eddingtona, który był zdeterminowany zrobić wszystko, aby udowodnić, że Einstein miał rację. Eddingtona nic nie było w stanie powstrzymać. „Wyglądało na to, że wbrew ogromnemu wysiłkowi, przynajmniej w odniesieniu do ekspedycji na Principe, całość mogła okazać się fiaskiem”. „Wywoływaliśmy zdjęcia, po dwa każdej nocy przez sześć nocy po zaćmieniu… Pochmurne niebo zniweczyło moje plany i musiałem potraktować pomiary w inny sposób, niż zamierzałem, i dlatego nie mogłem wystosować wstępnego doniesienia o wynikach [podkreślenie moje - R.M.]” (Ciark, jak wyżej).

W rzeczywistości słowa Eddingtona mówią wszystko o wyniku. Gdy tylko znalazł strzęp danych, które były w zgodzie z ogólną teorią względności „Einsteina”, natychmiast ogłosił to jako jej potwierdzenie. Czy tak powinna wyglądać nauka?

Gdzie byli astronomowie, kiedy Eddington przedstawiał swoje wyniki? Czy ktoś poza Eddingtonem rzucił okiem na te zdjęcia? Otóż była taka osoba. Człowiek ten nazywał się Poor i w całości odrzucił wyniki Eddingtona. Powinno to zmusić do zastanowienia się każdego etycznego naukowca.

Oto kilka cytatów z podsumowania Poora: „Matematyczny wzór, za pomocą którego Einstein obliczył ugięcie promieni świetlnych przechodzących na krawędzi Słońca, jest dobrze znanym wzorem z zakresu optyki fizycznej”. „Ani jedna z zasadniczych koncepcji [podkreślenie moje - R.M.] zmienności czasu albo zwijania lub skręcania przestrzeni, jednoczesności lub względności ruchu nie jest w żaden sposób związana z przewidywaniami Einsteina dotyczącymi ugięcia światła [podkreślenie moje - R.M.]„. „Wielu ekspedycjom związanym z zaćmieniami Słońca nadano fikcyjną rangę. Ich wyniki nie są w stanie udowodnić ani obalić teorii względności [podkreślenie moje - R.M.]…” (Poor, 1930).

Od Browna (1967) dowiadujemy się, że Eddington nie mógł się doczekać, kiedy społeczność naukowa uzna potwierdzenie teorii Einsteina. To, na czym bazował, było przedwczesną oceną płytek fotograficznych. Początkowo światło gwiazd zdawało się uginać, tak jak powinno, jak wymagała tego teoria Einsteina, ale potem, jak twierdzi Brown, przyszło niespodziewane: światło kilku gwiazd uginało się w kierunku poprzecznym do spodziewanego, a jeszcze innych w kierunku przeciwnym, niż przewidywała teoria względności.

Poor wykazał (1930) absurdalność danych zebranych podczas zaćmienia w roku 1919, podkreślając, że 85 procent danych będących wynikiem obserwacji południowo-amery-kańskiego zaćmienia (chodzi o dane z Sobral w Brazylii) zostało odrzuconych z powodu „przypadkowych błędów”, czyli takich, które były niezgodne ze skalą stałej Einsteina. Dziwnym zbiegiem okoliczności 15 procent „dobrych” danych było zgodnych ze skalą stałej Einsteina. Ostatecznie dane dotyczące gwiazd, które nie potwierdzały wniosków wypływających z teorii Einsteina, trafiły do szuflady i mit poszedł w świat, i z czasem uprawomocnił się.

I tak oto, na podstawie garści dwuznacznych danych, 200 lat teoretycznych rozważań, eksperymentowania i obserwacji zostało usuniętych na bok, aby zrobić miejsce dla Einsteina, zaś zdyskredytowany eksperyment Eddingtona jest wciąż cytowany przez Stephena Hawkinga, jak gdyby to była ewangelia (1999).

Doprawdy trudno zrozumieć, w jaki sposób Hawking mógł oświadczyć: „Nowa teoria zakrzywionej czasoprzestrzeni została nazwana ogólną teorią względności… Została potwierdzona w spektakularnym stylu w roku 1919, kiedy to brytyjska ekspedycja do Afryki Zachodniej zaobserwowała lekkie przesunięcie pozycji gwiazd w pobliżu Słońca w czasie zaćmienia. Ich światło, jak to przewidział Einstein, uległo ugięciu podczas przechodzenia obok Słońca. Tak oto znalazł się bezpośredni dowód na to, że przestrzeń i czas ulegają zakrzywieniu”. Czy Hawking rzeczywiście uważa, że garść naciąganych danych może stanowić podstawę do obalenia paradygmatu, który przetrwał ponad dwa wieki surowej analizy?

Rzeczywiste pytanie brzmi: „Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla Einsteina?” Gdy pisał swój opublikowany w 1935 roku elaborat, z całą pewnością musiał znać pracę Poora, w której czytamy: „Rzeczywiste przesunięcia gwiazdowe, jeśli mają miejsce, w najmniejszym stopniu nie wykazują podobieństwa do przewidzianych przez Einsteina – nie są zgodne co do kierunku, rozmiarów ani stopnia spadku wraz z oddalaniem się od Słońca”. Dlaczego Einstein nie ustosunkował się do publikacji, która bezpośrednio godziła w jego pracę? Dlaczego zwolennicy Einsteina nie starali się wyjaśnić sprawy fałszywych danych z roku 1919?

Tym, co czyni to mocno podejrzanym, jest to, że zarówno przyrządy, jak i warunki fizyczne nie odpowiadały potrzebom wykonania pomiarów o wielkiej dokładności.

Jak podkreśla opublikowany w Internecie w roku 2002 artykuł Brytyjskiego Instytutu Fizyki Precyzyjnej aparaty fotograficzne z przysłoną miały dokładność zaledwie 1/25 stopnia, co oznacza, że z samego powodu niedokładności aparatu odczyty Eddingtona były 200 razy za mało dokładne.

McCausIand (2001) cytuje byłego redaktora magazynu Naturę, Johna Maddoxa: „[Crommelin i Eddington] byli zdeterminowani [podkreślenie moje - R.M.] dokonać pomiaru odchylenia promieni świetlnych…” „Tym, co nie jest dobrze udokumentowane, jest to, że pomiary przeprowadzone w roku 1919 nie były zbyt dokładne [podkreślenie moje - R.M.]„. „Wbrew faktowi, że dowody eksperymentalne teorii względności z roku 1919 wydają się być bardzo liche, niesamowita sława Einsteina pozostała nietknięta, a jego teoria jest nadal traktowana jako jedno z największych osiągnięć ludzkiej myśli”.

Jest oczywiste, że Eddington od samego początku nie był zainteresowany sprawdzeniem teorii „Einsteina” – był zainteresowany wyłącznie jej potwierdzeniem. Jednym z czynników motywujących Eddingtona do popierania Einsteina była wspólnota przekonań politycznych – obaj byli pacyfistami. Jeśli ktoś sugeruje, że polityczne poglądy nie odgrywały roli w gorliwym popieraniu Einsteina przez Eddingtona, niech zada sobie pytanie: „Czy Eddington byłby tak skory do popierania Einsteina, gdyby ten był jastrzębiem?” To nie jest błahe spostrzeżenie. Eddington traktował swoją rolę jako wielkiego rozjemcy bardzo poważnie. Chciał po I wojnie światowej zjednoczyć brytyjskich i niemieckich naukowców. Cóż lepszego mógł zrobić dla tej idei, niż wynieść teoretyka „wroga”, Einsteina, do statusu idola? W zapale i gorliwości spełnienia roli rozjemcy Eddington stracił z pola widzenia zasadę obiektywizmu, która stanowi fundament każdego prawdziwego naukowca. Eddington przestał być naukowcem i stał się adwokatem Einsteina.

Oczywiste zafałszowanie danych przez Eddingtona i innych stanowi bezczelne pogwałcenie procesu naukowego, które wypaczało badania przez całą resztę stulecia. To oszustwo przewyższające aferę z Człowiekiem z Piltdown (3) uchodzącą za największą naukową mistyfikację XX wieku. BIPP zadaje pytanie: „Czy była to mistyfikacja stulecia?” – i odpowiada: „Raport Królewskiego Towarzystwa w sprawie danych z zaćmienia w roku 1919 w związku z Teorią Względności wprowadził świat w błąd na co najmniej 80 lat!” McCausIand oświadczył, że „poufne oświadczenie o ostatecznym potwierdzeniu ogólnej teorii względności Einsteina z listopada 1919 roku nie było tryumfem nauki, jak jest często przedstawiane, ale jednym z najbardziej godnych pożałowania wydarzeń w historii dwudziestowiecznej nauki”.

Nie da się w należyty sposób wykazać, że zaćmienie z roku 1919 uczyniło Einsteina sławnym. Z całą pewnością jednak przyniosło mu w ciągu jednej nocy międzynarodową sławę, mimo iż dane zostały sfabrykowane i brak było w nich jakiegokolwiek wsparcia dla ogólnej teorii względności. To wypaczenie prawdziwego ich sensu jest znane od przeszło osiemdziesięciu lat i wciąż jest podtrzymywane przez takich ludzi, jak Stephen Hawking i David Levy.

PODSUMOWANIE, WNIOSKI

Społeczeństwo ma skłonność do traktowania uczonych jako ostatecznego wzorca etyki, zaś naukowy reżym za miarę prawdy. Niestety, ludzie niewiele wiedzą o wpływie osobowości na naukę.

Wydaje się, że Einstein uważał, iż jest ponad naukowym protokołem. Sądził, że ma prawo do naginania praw do własnych potrzeb i że ujdzie mu to na sucho, że przetrwa, że jego adwersarze wymrą, zaś zwolennicy wezmą górę. W nauce ostatni ze zwolenników, który zostaje i wygrywa, tworzy historię. W przypadku Einsteina jego zuchwałe i wielokrotne flirty z plagiatorstwem zostały prawie zapomniane, a jego zwolennicy zapożyczali wielokrotnie odkrycia innych naukowców, wykorzystując je do ozdabiania nimi nimbu Einsteina.

Reputacja Einsteina wspiera się na trzech nogach. Jedną z nich jest rzekome plagiatorstwo. Czy był on plagiatorem? Druga noga to społeczność fizyków. Co wiedzieli o nim i kiedy się tego dowiedzieli? Trzecią nogą są media. Czy są one instrumentem oszustwa w odniesieniu do Einsteina? Czas odpowie na te pytania.

Środowisko fizyków również wspiera się na trójnogim stołku. Pierwszą z tych nóg jest fizyka Einsteina. Druga noga to zimna synteza, a trzecia to autodynamika. Nadrzędnym problemem w przypadku trójnożnego stołka jest to, że jeśli jedna noga zostanie odpiłowana, stołek upadnie.

Są co najmniej trzy bardzo poważne dyscypliny, z których widać, że fizyka może upaść. Nauka jest stołkiem o wielu nogach. Jedną z nich jest fizyka, drugą nauki o Ziemi, trzecią biologia, czwartą chemia (np. zimna synteza). Co się stanie, jeśli fizyka runie?
Czy nauka też upadnie?

O autorze:

Richard Moody jest magistrem geologii i autorem trzech książek traktujących o teorii szachów. Pisuje również do Mensa Bulletinu. Od czterech lat prowadzi badania dotyczące Alberta Einsteina. Można się z nim skontaktować pisząc na adres poczty elektronicznej slmrea@aol.com.

Przypisy:

1. Zasada sformułowana przez scholastyka Wilhelma z Ockham (William of Ockham) (1285-1347/49), zwana również Prawem Ekonomii lub Prawem Skąpstwa, która głosi, że non sunt multiplicanda entiu praeter necessitatem („jednostek nie należy mnożyć ponad potrzebę”). – Przyp. tłum.

2. Chodzi o wyprawę Londyńskiego Towarzystwa Królewskiego, które oświadczyło, że w wyniku ekspedycji na Wyspę Principe w Zatoce Gwinejskiej w dniu 29 maja 1919 roku sfotografowano zaćmienie Słońca i w wyniku wykonanych obliczeń uzyskano potwierdzenie teoretycznych przewidywań zawartych w ogólnej teorii względności Einsteina. – Przyp. tłum.

3. Rzekomy przedstwiciel wczesnego gatunku człowieka określony na podstawie czaszki znalezionej w kurhanie około roku 1912. Po jej dokładnym zbadaniu w roku 1953 okazało się, że jest to podróbka zrobiona z czaszki ludzkiej i małpiej.
- Przyp. tłum.

Bibliografia:

C.J. Bjerknes, Albert Einstein: The Incorrigible Plagiarist (Albert Einstein – niepoprawny plagiator), XTX Inc., Dowers Grove, 2002.
M. Bom, Physics in My Generation (Fizyka mojego pokolenia), Per-gamon Press, Londyn, str. 193, 1956.
G. Burniston Brown, „What is wrong with relativity?” („Co jest nie w porządku z teorią względności?”), Bulletin o f the Inst. o f Physics and Physical Soc., str. 71-77, 1967.
R. Carezani, Autodynamics: Fundamental Basis for a New Relativistic Mechanics (Autodynamika- podstawy nowej relatywistycznej mechaniki), Society for the Advancement of Autodynamics (Towarzystwo Rozwoju Autodynamiki), 1999.
R. Carroll, „Einsteina E=mc2 was Italian’s idea („Einsteinowska formuła E = mc2była włoskim pomysłem), The Guardian, 11 listopada 1999.
R.W. Ciark, Einstein: The Life and Times (Einstein – życie i czasy), Avon Books, Nowy Jork, 1984.
O. De Pretto, „Ipotesi dell’etere nella vita dell’universo”, Reale Istituto Veneto di Scienze, Lettere ed Arti, luty 1904, tom LXIII, część II, str. 439-500.
A. Einstein, „Żur Elektrodynamik bewegter Kórper” („O Elektrodynamice Ciał w Ruchu”), Annalen der Physik, 17:37-65, 1905a.
A. Einstein, „Does the Inertia of a Body Depend on its Energy Content?” („Czy bezwładność ciała zależy od energii, jaką posiada?”), Annalen der Physik, 18:639-641, 1905b.
A. Einstein, „Uber die vom Relativitatspringzip geforderte Tragheit der Energie”, Annalen der Physik, 23(4):371-384 (cytat na str. 373), 1907.
A. Einstein, „Elementary Derivation of the Equivalence of Mass and Energy” („Podstawy wyprowadzenia formuły równoważności masy i energii”), Bulletin Amer. Math. Soc., 61:223-230 (po raz pierwszy zaprezentowany jako Jedenasty Wykład Josiaha Willarda Gibbsa wygłoszony 28 grudnia 1934 roku na połączonym zebraniu Amerykańskiego Towarzystwa Fizycznego i Sekcji A Amerykańskiego Stowarzyszenia na Rzecz Postępu Nauki w Pittsburghu).
S. Hawking, „Person of the Century” („Człowiek Stulecia”), Time, 31 grudnia 1999.
H.E. Ives, „Derivation of the Mass-Energy Relation” („Wyprowadzenie zależności między masą i energią”), Opt. Soc. Amer., 42:540-543, 1952.
G.H. Keswani, „Origin and Concept of Relativity” („Pochodzenie pojęcia względności”), Brit. J. Phil. Soc., 15:286-306, 1965.
J. Mackaye, The Dynamie Universe (Dynamiczny wszechświat), Charles Scribnefs Sons, Nowy Jork, str. 42-43, 1931.
J. Maddox, „Morę Precise Solarlimb Light-bending” („Dokładniejsze ugięcie światła przysłonecznego”), Naturę, 377:11, 1995.
R. Moody jr, „Plagiarism Personified” („Personifikacja plagiatorstwa”). Mensa Bulletin, 442 (luty):5, 2001.
Isaac Newton, Optics (Optyka), Dover Publications, Inc., Nowy Jork, str. cxv (1704).
C. Nordman, Einstein et l’univers (Einstein i wszechświat), angielski przekład Josepha McCabe Einstein and the Universe, Henry Holt and Co., Nowy Jork, str. 10-11, 16, 1921, (u Bjerknesa, 2002).
J.H. Poincare, „The Principles of Mathematical Physics” („Zasady fizyki matematycznej”), The Monist, tom XV, nr 1, styczeń 1905; na podstawie wystąpienia na Międzynarodowym Kongresie Sztuk i Nauk, St Louis, październik 1904.
C.L. Poor, „The Deflection of Light as Observcd at Total Solar EcHpses” („Ugięcie promieni świetlnych obserwowane podczas całkowitych zaćmień Słońca”), J. Opt. Soc. Amer., 20:173-211, 1930.
The Intemet Encyclopedia o f Philosophy (Internetowa Encyklopedia Filozofii), Jules Henri Poincare (1854-1912), N. Webster, Webster’s New International Dictionary of the English Language (Nowy Międzynarodowy Słownik Języka Angielskiego Webstera), wydanie drugie pełne, str. 1878, 1947.

Za: wordpress.com
  • 0



  #2 defensis

defensis
  • Użytkownik+
  • Postów: 354
  • Tematów: 13
  • PłećMężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano 10.10.2010 - 16:04

Prosta zasada- kto pierwszy, ten lepszy. To samo było z żarówką i radiem.
  • 0



  #3 nexus6

nexus6
  • Użytkownik+
  • Postów: 1234
  • Tematów: 14
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano 10.10.2010 - 16:37

Większość odkryć zawiera w sobie dużą dozę PRu.

Np. istnienie promieniowania reliktowego przewidzieli Gamow, Dicke i Peebles. Tymczasem nagroda Nobla trafiła w ręce A. Penzias'a i R.W. Wilson'a, którzy nie mieli o tym zielonego pojęcia i przypadkowo natknęli się na szumy w czułej antenie TV. Dopiero Dicke im to wszystko wyjaśnił. Opublikowali swoje obserwacje z jego wyjaśnieniami i cała gloria spadła na nich. O Dicke'u świat zapomniał.

James Watt nie wymyślił silnika parowego, tylko go ulepszył. Edison nie wynalazł żarówki, tylko ulepszył żarówkę Josepha Wilsona Swana, łamiąc zresztą jego patenty. Bracia Montgolfier nie byli pierwszymi, którzy wznieśli się balonem w powietrze. Wiadomo, że zrobił to przed nimi przynajmniej Bartholomeo Lourenço de Gusmăo. O Kolumbie mówi się złośliwie, że był ostatnim odkrywcą Ameryki. Tak można by wymieniać, chociaż są to najmniejsze problemy nauki. Życie to nie bajka.

Użytkownik nexus6 edytował ten post 10.10.2010 - 16:43

  • 2

  #4 urielix

urielix
  • Nowicjusz
  • Postów: 12
  • Tematów: 1
  • PłećMężczyzna
Reputacja Nieszczególna
Reputacja

Napisano 14.10.2010 - 15:30

Einstein opracowal STW w 1905 lub 1906 a nagrode nobla dostal za zjawisko fotoelektryczne dopiero w 1923 r (co wskazuje ze przez okolo 10 15 lat musial byc traktowany dosc sceptycznie w srodowisku naukowcow).To zjawisko bylo znane wczesniej jako Efekt Leonarda jednak to Einstein podal wyjasnienie.Einstein po sformulowaniu STW ktora w tamtym czasie nie byla dostatecznie rozumiana a ograniczenia techniczne nie mogly jej ani potwierdzic ani obalic zajal sie szeregiem innych zjawisk ktore byly obserwowane jednak nie wyjasnione , rozwiazania tych problemow budowal na podstawie swojej nowej teorii.

Mysle ze oskarzenia co do Einsteina sa wysuwane bo pracowal w urzedzie patentowym , wiec mogl miec dostep do prac innych uczonych.Jednak nominacje ktore otrzymywal z Uniwersytetow na calym swiecie pozwalaja sadzic ze to nie byly plagiaty.Po prostu nowe podejscie do fizyki ktore sformulowal w STW pozwolilo na wyjasnienie szeregu zjawisk zaobserwowanych przez innych uczonych ktore nie byly jasne przez powstaniem tej teorii.

Użytkownik urielix edytował ten post 14.10.2010 - 15:30

  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u