Skocz do zawartości


Zdjęcie

50 rzeczy, o których nie powinieneś wiedzieć


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
7 odpowiedzi w tym temacie

#1

Serail.
  • Postów: 428
  • Tematów: 52
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 26
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Wstęp

Spis treści:
Wstęp
Jeden z papieży napisał erotyk
Amerykanie chcieli podtruwać afgańskie zapasy jedzenia
III Wojna Światowa prawie rozpoczęła się w 1995 roku
USA chciało wystrzelić pocisk nuklearny na księżyc


Istnieją instytucje, którym nie na rękę byłoby, gdybyś dowiedział się o nich pewnych rzeczy. Uważasz, że firma Bayern jest dumna z faktu, że odpowiada za wynalezienie heroiny? A jeśli w rzeczywistości jest, to dlaczego nie ma o tym jakiejkolwiek wzmianki na stronie internetowej firmy? W końcu był to jeden z najpopularniejszych narkotyków XX wieku. Oficjalna historia korporacji mówi o wydaniu aspiryny w 1899, lecz na próżno szukać tam informacji o wyprodukowaniu heroiny zaledwie rok wcześniej.

Czy myślisz, że Kościół Katolicki chce, żebyś dowiedział się, że papież Pius II napisał erotyk?
Tak, to prawda. Wszak – zgodna z kanonem Kościoła - Encyklopedia Katolicka wspomina o tytule owej książki, ale nie mówi o jej treści.

Historycy nie mają powodów do radości, jeśli chodzi i o Winstona Churchila oraz doniemaną konspirację żydowską, w którą człowiek ten wierzył, więc raczej nigdzie nie znajdziesz o tym informacji. Podobnie wygląda sprawa z kanibalistycznymi kolonizatorami z Virginii i cudem unikniętej III Wojnie Światowej. Te sprawy są zbyt kontrowersyjne, by można było tak po prostu ogłosić je światu.

Moja partnerka była aktywną feministką w latach 70', jednak nie była świadoma tego, że "matki feminizmu" sprzeciwiały się aborcji. Lekkie rozczarowanie, bo o ich poglądach nie wspomina się w jakichkolwiek dokumentach lub biografiach. Byłem zaskoczony gdy Richard Metzger, dyrektor Disinformation Company, powiedział mi, że Carl Sagan uwielbiał zapalić zioło. Jestem w stanie założyć się, że bojówki antynarkotykowe nie będą używać tego wybitnego naukowca jako postrachu przed negatywnym wpływem narkotyków na ludzi.
Korporacje zajmujące się produkcją wyrobów tytoniowych musiały w końcu przyznać się do tego, że palenie zwiększa możliwość zachorowania na raka płuc, ale nadal milczą o innych problemach zdrowotnych, które powstają w wyniku palenia. Na pudełkach papierosów nie zobaczysz napisów typu "powoduje ślepotę" lub "podwójne ryzyko raka genitali". Zdajesz sobie sprawę, że przedstawiciele przemysłu mięsnego pozwali Oprah Winfrey za mówienie o możliwości zarażenia się chorobą wściekłych krów w USA? Jak uważasz, branży mleczarskiej byłoby na rękę, gdyby ludzie dowiedzieli się o tym, że mleko, które piją pochodzi od chorych na białaczkę krów?

Ludzie byli aresztowani za to, że jawnie mówili o swych wpływach, kiedy pracowali jako sędziowie przysięgli. Plany by wystrzelić bombę atomową na Księżyc zostały zatajone przed opinią publiczną. Wojsko amerykańskie skutecznie wywarło nacisk na studio filmowe, aby zmieniło imię jednego z żołnierzy w produkcji Black Hawk Down - komandos tym imieniu jest obecnie torturowany za zgwałcenie nieletniego...

Jedno jest pewne, niektórzy nie chcą, byś poznał ich tajemnice.


Jeden z papieży napisał erotyk



Dołączona grafika


Zanim Pius II został papieżem, znany był jako rozpustny uczony, poeta, no i oczywiście pisarz - Aeneas Sylvius Piccolomini. W rzeczywistości był on autorem prawdziwego bestselleru. Ludzie żyjący w XV-wiecznej Europie nie mogli wyjść z podziwu nad tą napisaną po łacinie powieścią pt. „Historia de duobus amantibus”(Opowieści Dwóch Kochanków) . Według publikacji w jednym z naukowych pism Opowieści były jedną z najbardziej poczytnych książek całej epoki renesansu. Zgodnie z tym, co podają wiarygodne źródła, dzieło to opowiadało o niedozwolonej miłości Euraliusza, oficjela należącego do świty cesarza niemieckiego Sigismunda oraz Lukrecji, mężatki zamieszkującej włoską Sienę.

Najprawdopodobniej książkę napisano w 1444 roku, jednak najwcześniejszym znanym egzemplarzem tego tytułu jest pochodzący z Antwerpii i wydany w roku 1488. Jednak na przełomie wieku wydano 37 edycji inkunabułu autorstwa Piusa II. Gdzieś w okolicy 1553 roku w Anglii wydano opowiadanie pod chwytliwym tytułem „Wspaniała Historia Najbardziej Szlachetnej i Pięknej Pani Lukrecji z Toskanii oraz Jej Kochanku Euraliuszu, Dostojnym i Wspaniałym Mężu”. Jednak, pomimo olbrzymiego zainteresowania historyków tym watykańskim erotykiem, nigdy nie przetłumaczono go ze staroangielskiego na język współczesny, więc cytowane poniżej fragmenty są pierwszymi, które ukazały się w jakiejkolwiek anglojęzycznej książce w języku współczesnym.

Akcja dzieje się w XV wieku, więc mimo swego gatunku dzieło to może wydawać się odrobinę delikatne, jak na dzisiejsze czasy, jednak za życia Piusa był to przykład bezpruderyjności. Słowem wprowadzenia, Euraliusz był gotowy zrobić wszystko, byleby być ze swoją miłością. Sytuację świetnie obrazuje cytat: „Kiedy zobaczyła swego kochanka rzuciła mu się w ramiona. Uściskom i pocałunkom nie było końca, by chwilę później, słuchając głosu pożądania sprawić, że zmęczona Venus, Ceres oraz Bachus odzyskali siły.” W wolnym tłumaczeniu ostatnie zdanie oznacza tyle, że uprawiali dziki seks, po czym zjedli kolację i pili wino.
Jego Świątobliwość w ten sposób opisuje ich następne spotkanie:

Tak więc rozmawiali swobodnie, po czym weszli do sypialni, gdzie spędzili namiętną noc. Noc, która dała tyle rozkoszy, ile nawet nie marzyło się zaznać Parysowi i Helenie. Byli przekonani, że Mars i Wenus nigdy nie przeżyli tego, czego właśnie doświadczyła dwójka kochanków.


Pocałował jej usta, następnie oczy, później policzki. Zdejmując z niej ubrania mógł obserwować piękno, jakiego nigdy przedtem nie widział.”Znalazłem więcej, niż oczekiwałem”, powiedział Euraliusz. Następnie zobaczył swą lubą kąpiącą się w fontannie. Cóż piękniejszego może istnieć od jej członków? Cudowna szyja, piersi, czy jesteście tymi, które będę wkrótce pieścił?Jesteście tym, co już za chwilę będzie należało do mnie? Czuć was w objęciach mych dłoni?Okrągłe członki, o słodkie ciało, czy jesteście w mych objęciach?Och, słodkie pocałunki, gorące uściski, namiętne kąsanie. Nie ma człowieka szczęśliwszego ode mnie... lub bardziej błogosławionego.
On naprężył wszystkie swe mięśnie i członki, ona także, lecz kiedy skończyli nie byli zmęczeni. Zupełnie jak Atena, która podnosząc różę z ziemi staje się silniejsza, tak oni niedługo po potyczce jeszcze bardziej zapragnęli walki.


Euraliusz nie był jednak psem na baby – jak byśmy dzisiaj nazwali takowe zjawisko. Zdecydował się na odrobinę rozmyślań poświęconych Lukrecji, których wysłuchała jej kuzynka.

Wiadomo, że człowiek jest zdolny do miłości. Czy traktaujemy ją jako cnotę, czy występek, nieważne, bo to miłość rządzi wszystkim. Każde serce chociaż raz poczuło ukłucie miłości. Nawet posiadając mądrość Salomona lub siłę Samsona nie unikniesz tego.Ponadto, istotą ów uczucia, a zarazem jego największą głupotą jest fakt, że im bliżej jesteś z drugą osobą, im bardziej kochasz,tym szybciej dochodzisz do wniosku, że nic nie uzdrowi cię szybciej niż miłość. Wszak wiele było przypadków, zarówno teraz, jak i dawniej, kiedy uczucie to było przyczyną okrutnych śmierci. Znane są także przypadki, kiedy po odbyciu stosunku druga osoba traciła swój urok i miłość wygasała. A nie ma przecież nic piękniejszego niż uczucie, kiedy zakochanie przenika całe twe ciało, dociera do każdego jego fragmentu i rozpala cię do czerwoności.

Poza scenami seksu i różnymi mądrościami książka jest jednak bardzo humorystyczna, np. kiedy mąż Lukrecji pożyczał od Euraliusza konia, ten rzekł: „Pamiętaj, jeśli skoczysz na mojego konia, ja zrobię to samo z twoją żoną.”

Mi pozostaje tylko zwrócić się do papieża oraz jego następców:
Proszę was, nigdy więcej nie piszcie takich książek.

Ilustracja z okładki:

Dołączona grafika




Komentować wątek można TUTAJ

Dla serwisu paranormalne.pl tłumaczył Serail

Użytkownik Serail edytował ten post 20.06.2012 - 15:39

  • 2



#2

Serail.
  • Postów: 428
  • Tematów: 52
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 26
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Dołączona grafika


Jedną z najgorszych rzeczy, jakie media mogą zrobić, to ukrywanie prawdziwych rewelacji pomiędzy „ważniejszymi” historiami. Na szczęście niektórzy przedstawiciele tej branży starają się odchodzić od tego schematu i informować społeczeństwo o tym, co naprawdę dzieje się wokół nas. Świetny przykład tego można było zaobserwować w „10 wrześniowych dni”, 8-dniowej serii publikowanej w Washington Post, poruszającej istotne i często przemilczane zagadnienia dotyczące ataków na WTC. W części szóstej Bob Woodward i Dan Balz opowiadają o działaniach gabinetu Busha w dniu 17.09.2001 roku, na 6 dni po atakach 9/11.

George W. Bush wraz z Sekretarzem Bezpieczeństwa Narodowego, Condoleezzą Rice udali się do Biura Departamentu Obrony, by uczestniczyć w spotkaniu dotyczącym akcji skierowanej przeciwko afgańskim terrorystom, prowadzonym przez wysokich rangą generałów z sił specjalnych.
Rice i Frank Miller, oficjel z Biura Bezpieczeństwa Narodowego wybrali się, wraz z prezydentem, do Pentagonu. Przed spotkaniem Miller dokonał przeglądu slajdów przygotowanych dla Busha i tam spotkała go niemała niespodzianka.
Jeden ze slajdów dotyczący misji specjalnych w Afganistanie, mówił, że dobrym rozwiązaniem byłoby podtruwanie afgańskich zapasów jedzenia. Znacznie miałoby to ułatwić likwidowanie elementu terrorystycznego na Bliskim Wschodzie. Miller był w szoku. Pokazał to, co odkrył sekretarz Rice. Okazało się, że gabinet Busha nie miał pojęcia o tych zamierzeniach. Frank zdecydował, że nie wolno dopuścić do operacji tego typu. Nie byłoby to nic innego, jak tylko atak biologiczny. A to z kolei naruszałoby postanowienia konwencji o broni biologicznej z roku 1972, którą podpisały także Stany Zjednoczone.
Rice zaraz potem upomniała Rumsfelda [Donald Rumsfeld był Sekretarzem Obrony w gabinecie Busha], że ten slajd pod żadnym pozorem nie może zostać przedstawiony prezydentowi. Na co ten oczywiście przystał.

Jakiś czas później oficjele Pentagonu stwierdzili, że prezentacja ta (a dokładniej ten slajd) była przeznaczona do użytku wewnętrzenego departamentu i nigdy nie miała zostać przedstawiona prezydentowi Bushowi lub Rumsfeldowi.

Dołączona grafika
Rumsfeld, Bush, Rice (od lewej)


Komentarz od tłumacza: O ile na amerykańkich stronach internetowych można się natknąć na materiały dotyczacego tego zagadnienia, to na próżno szukać ich w polskim internecie. Zadajmy sobie pytanie, do czego innego miał zdać się im ten slajd, jeśli nie miał być przedstawiony osobie odpowiedzialnej za bezpieczeństwo kraju oraz prezydentowi? Co można rozumieć przez słowo "użytek wewnętrzny"? Oraz najważniejsze: Do czego zdolni są jeszcze Amerykanie?

Temat z komentarzami

Użytkownik Serail edytował ten post 04.12.2010 - 21:44

  • 1



#3

Serail.
  • Postów: 428
  • Tematów: 52
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 26
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Dołączona grafika


III Wojna Światowa prawie rozpoczęła się w 1995 roku

Pamiętacie może, co robiliście 25 stycznia 1995 roku? Cokolwiek to było, mogła to być ostatnia czynność, jaką wykonywaliście w życiu. Tego dnia minuty dzieliły nas od konfliktu nuklearnego pomiędzy USA i Rosją, który mógł zakończyć się destrukcją naszej cywilizacji.

Norwedzy i Amerykanie wystrzelili, z jednej z norweskich wysp, rakietę wyposażoną w specjalistyczny sprzęt, którego przeznaczeniem było badanie Arktyki (jej ukształtowania terenu). Zgodnie z obowiązującą wtedy procedurą Norwedzy poinformowali Rosjan o wystrzeleniu pocisku badawczego. Niestety wiadomość ta nigdy nie trafiła do odpowiednich ludzi.

W środku nocy sytuacja stała się naprawdę gorąca. Rosyjski radar wykrył coś, co wyglądało jak pocisk atomowy zmierzający w stronę Moskwy wystrzelony z amerykańskiej łodzi podwodnej. Wojskowi natytchmiast przekazali niesamowite wieści o ataku prezydentowi Borysowi Jelcynowi (nie wiadomo, czy w tamtym momencie Jelcyn był trzeźwy). Zszokowany zaistniałą sytuacją prezydent po raz pierwszy w historii kraju musiał aktywować otoczoną wątpliwą sławą czarną walizkę, zawierającą kody niezbędne do uruchomienia pocisków nuklearnych. Prezydent miał zaledwie kilka minut na podjęcie decyzji na to, czy skorzystać z arsenału atomowego Rosji, który liczył blisko 2000 pocisków nuklearnych, czy pozwolić USA, by ten atak uszedł im płazem.

Dołączona grafika
Firma Zero Halliburton jest jedną z niewielu firm na świecie z usług której korzystają głowy państw przy "zamawianiu" atomowych walizek


Na szczęście, kiedy Jelcyn naradzał się z najważniejszymi wojskowymi w kraju jeden z radarów pokazał, że rakieta wcale nie zmierza do Moskwy, lecz jej celem jest po prostu środek morza. Podwyższony stan gotowości został odwołany, a do III Wojny Światowej nigdy nie doszło.

Co powinno nas martwić? Na pewno fakt, że obecnie rosyjski system wczesnego ostrzegania znajduje się w o wiele gorszym stanie, niż w roku 1995. Instytut Elektryki i Inżynierii Elektronicznej (międzynarodowa instytucja non-profit, która powstała, by wdrażać nowe rozwiązania w branży inżynierii elektronicznej) wyjaśnia, że aby mieć całkowitą możliwość wcześniejszego wykrycia rakiet zagrażających Mateczce Rosji Rosjanie potrzebują 21 satelit na orbicie okołoziemskiej, a do roku 1999 mieli do dyspozycji wyłącznie 3 (brak wzmianki o aktualnej liczbie). Więc niech bóg ma nas w swojej opiece, jeśli rosyjscy biurokraci ponownie zapomną przekazać informację tego typu swoim przełożonym. Wtedy może nie skończyć się na otworzeniu „czarnej walizki”.

Dołączona grafika
Ówcześni prezydenci Rosji i Ameryki


Użytkownik Serail edytował ten post 04.12.2010 - 21:48

  • 4



#4

Serail.
  • Postów: 428
  • Tematów: 52
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 26
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

USA chciało wystrzelić pocisk nuklearny na księżyc


Dołączona grafika


Zapewne nie pamiętacie już filmu „Dr. Strangelove”, w którym to Amerykanie wypowiedzieli ZSRR wojnę nuklearną. Jeśli zaś pamiętasz, mimo całej zimnowojennej otoczki, konflikt z użyciem pocisków atomowych wydawał się odległy, wręcz poza zasięgiem. Jednak w czasach Zimnej Wojny amerykańscy i radzieccy wojskowi mieli o wiele oryginalniejsze pomysły, by pokazać rywalowi swą wyższość. W wyniku takiej właśnie rywalizacji oba kraje zaczęły poważnie brać pod uwagę możliwość wystrzelenia pocisków nuklearnych nie w terytorium wroga, a na księżyc, by wysadzić go w powietrze.
Były późne lata 50. XX wieku, a zimna wojna wchodziła wtedy w decydującą fazę. Ktoś pracujący dla amerykanskiego rządu wpadł na genialny plan, by zbombardować Księżyc. W roku 1958 Air Force Special Weapons Center (AFSWC) zaczęło zastanawiać się poważniej nad tym zagadnieniem i sposobem jego realizacji.
Pomysł był szkoujący i wzbudził strach w oczach decydentów ZSRR (dowiedzieli się oni o tym najprawdopodobniej dzięki szpiegom KGB działającym w Waszyngtonie) i każdego innego, kto tylko znał plany Amerykanów. Jednak dla nich najważniejsze było wrażenie, jakie zrobią, kiedy zademonstrują swą siłę na naszym naturalnym satelicie ziemskim. Według opinii naukowców pracujących przy projekcie, wybuch byłby widoczny z Ziemi, nikt wówczas nie brał pod uwagę konsekwencji takich działań, ważny był wyścig zbrojeń i pokaz sił, a nie to, co wydarzy się w przyszłości. Później okazało się, że był jeszcze inny powód, który skłonił wojskowych do skierowania swych oczu ku księżycowi. Amerykanie chcieli początkowo przeprowadzić podobny pokaz na terenie naszej planety, jednak według wyliczeń naukowców promieniowanie powstałe w wyniku wybuchu tak dużego ładunku nuklearnego, jaki przygotowano do tego celu, uniemożliwiłoby życie na Błękitnej Planecie.
Carl Sagan był członkiem grupy naukowców zajmujących się tym zagadnieniem. Z kolei ekipie przewodził fizyk, Leonard Reiffel, który wypowiadając się kiedyś o tej inicjatywie miał stwierdzić: „ Żeby było jasne, nauka poniesie ogromne straty, jeśli zniszczymy dziewicze środowisko znajdujące się na księżycu, jednak siły powietrzne USA były zainteresowane przede wszystkim, jak wyglądało będzie widowisko, które odbędzie się na Ziemi po zniszczeniu księżyca.”

Kiedy dziennikarz pracujący dla agencji Reutera zapytał się Reiffela, co się stało z projektem A119 (taki roboczą nazwę nosił projekt), ten odrzekł: „Po zdaniu raportu z prac z pierwszego półrocza 1959 roku, projekt po prostu został zawieszony oraz sklasyfikowany, jako „do rozpatrzenia później””.

Nikt nie wie, kiedy nadejdzie „później”, możliwe że nadeszło właśnie teraz.

Użytkownik Serail edytował ten post 04.12.2010 - 22:13

  • 1



#5

Serail.
  • Postów: 428
  • Tematów: 52
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 26
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Dwie bomby atomowe zrzucono na Północną Karolinę



Dołączona grafika


Całe szczęście, że nie spełniły się plany elit dotyczące wystrzelenia bomb na księżyc, jednak nie można tego samego o stanie Północna Karolina. Do katastrofy nieomal doszło 24 stycznia 1961 o w pół do pierwszej w nocy. Samolot B-52 z dwoma pociskami nuklearnymi na pokładzie przemierzał niebo w okolicach Goldsboro i Faro, kiedy w prawym skrzydle nastąpił wyciek paliwa, po czym doszło do eksplozji. Samolot się rozbił. 5 członków załogi przetrwało katastrofę, a 3 poniosło śmierć. Dwie termonuklearne bomby Mark 39 zostały spuszczone przed zderzeniem samolotu z ziemią. Każda z nich miała moc od 2 do 4 megaton (źródła nie precyzują), co daje siłę około 250 razy większą niż to, co znamy z Hiroshimy. Na jednym z pocisków otworzył się spadochron, dzięki czemu wylądował stosunkowo gładko, jednak w przypadku drugiej bomby - spadochron zawiódł. Mark 39 spadł na bagna należące do jednego z okolicznych farmerów. Pocisk ze spadochronem odnaleziono stosunkowo łatwo, jednak w przypadku brata bliźniaka sytuacja wyglądała na o wiele bardziej skomplikowaną. Ze względu na specyfikę terenów, pracownicy odpowiedzialni za wydostanie bomby na powierzchnię mogli wyciągnąć jedynie część pocisku. Najbardziej kluczowy (wybuchowy) fragment Marka wciąż tkwi w bagnie na głębokości 150 stóp (niecałych 46 metrów).
Rząd Stanów Zjednoczonych wykupił fragment działki od farmera, aby uniemożliwić jakąkolwiek aktywność na tym terenie. Od tego czasu, każdego roku, miejscowi specjaliści od atomistyki badają skażenie gruntu. Szef urzędu zajmującego się nadzorem nad stopniem radioaktywności powiedział, że w miejscu tym nie odnotowuje się przekraczania ogólnie przyjętych norm.
Jednak pytaniem, jakie powinniśmy sobie zadać jest - czy wspomniane wyżej ładunki mogły eksplodować? Amerykański Departament Obrony stwierdził, że B-52 był częścią programu, który miał na celu nieustanne przetrzymywanie w przestrzeni powietrznej ładunków atomowych gotowych do zrzucenia. Oznacza to, że bomby te mogły zamienić część Stanów Zjednoczonych w postapokaliptyczne uniwersum. Zdaniem Chucka Hansena, jednego ze specjalistów w dziedzinie broni atomowej, pilot B-52 musiał uzbroić bomby zanim je zrzucił, tak zbudowany był mechanizm odpowiadający za pozbycie się ładunków. Hansen uważa, że jedyny powód dlaczego bomby nie wybuchły, to właśnie awaria samolotu. Pewne systemy mogły nie być sprawne, jednak gdyby okazało się, że działają bez zarzutu... sami pomyślcie, co wtedy by się stało. Rząd amerykański sam potwierdził, że 3 z czterech urządzeń uzbrajających pociski wypełniły swoje zadanie. Na konferencji prasowej poświęconej temu zagadnieniu zdradzono, że "wszystkie kroki zostały zrealizowane, oprócz jednego... niezbędnego do ukończenia procesu uzbrajania".

Jakiś czas później Hansen powiedział swoim uczniom:

Ten wypadek mógł pociągnąć za sobą straszliwe konsekwencje i jestem przekonany, że zmieniono pewne procedury. Nigdy wcześniej nie słyszałem jednak o podobnym wypadku, który mógłby spowodować wybuch o podobnym zasięgu.



Temat z komentarzami

Użytkownik Serail edytował ten post 04.07.2011 - 23:29

  • 2



#6

Serail.
  • Postów: 428
  • Tematów: 52
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 26
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

10 przykazań, które znamy, nie są prawdziwym dekalogiem



Burzliwa debata na temat przestrzegania Pierwszej Poprawki do konstytucji USA wciąż trwa. Punktem spornym jest zamieszczanie w miejscach użytku publicznego, w tym szkołach, sądach, parkach i wszędzie, gdzie można to sobie tylko wyobrazić, dziesięciu przykazań. Chrześcijanie bronią dekalogu i twierdzą, że jest on częścią kultury zachodu i powinien być on traktowany oraz eksponowany w sposób podobny do tego, w jaki eksponuje się znaki drogowe. Bob Barr, jeden z amerykańskich kongresmanów, wysnuł nawet całkiem zabawną teorię, że gdyby słowa dekalogu widniały przy wejściu do szkoły w Columbine, nie doszłoby tam do masakry, a niektórzy oficjele rządowi umyślnie nie stosują się do orzeczeń sądów związanych z promowaniem tekstu dekalogu, ponieważ otrzymali taki nakaz od swoich zwierzchników z administracji rządowej.
Jaka szkoda, że cała ta kłótnia toczy się o fałszywe zasady.

W każdym miejscu, gdzie spotkać możemy się z tymi przykazaniami, od ważącej prawie 2,5 tony granitowej tablicy wewnątrz budynku sądu stanowego w Alabamie po kieszonkowe wydania tego tekstu, które nabyć można w sklepach z dewocjonaliami, prezentowane przykazania są błędne.

Weźcie do ręki swój egzemplarz Biblii i otwórzcie go na Księdze Wyjścia 20, 2-17 . Zauważycie tam zbiór zasad podobnych do tych, które przypisuje się Dekalogowi, również jest tam mowa o czczeniu tylko jednego Boga, szanowaniu rodziców, wystrzeganiu się zabijania czy cudzołożenia. Chociaż w tym momencie Mojżesz tylko powtarza to, co usłyszał od Boga na górze Synaj, zasady te nie zostały spisane w żadnej formie.

Dopiero później, prorok wraca na wspomnianą górę, gdzie Bóg daje mu „dwie kamienne tablice” z zapisanymi przykazaniami (Wj 31,18). Jednak schodząc na dół Mojżesz zauważył ludzi modlących się do figury złotego cielęcia i wpadł w furię. Rzucił wówczas o ziemię tablicami otrzymanymi od Boga, niszcząc je doszczętnie (Wj 32,19).

W żadnym z tych przypadków Biblia nie odnosi się do „przykazań”. W pierwszym przypadku mowa jest o „słowach, które wypowiedział Bóg”, natomiast tablice zawierały „świadectwo”. Dopiero kiedy Mojżesz ponownie udał się po tablice, mamy okazję po raz pierwszy usłyszeć wyrażenie „dziesięć przykazań” (Wj 34,28). Co ciekawe, przykazania te różnią się znacznie od tych, które prorok przekazał ludziom początkowo. Czyżby pamięć Mojżesza szwankowała? A może to Bóg zmienił zdanie?

Zatem, pomijając już wszelkie korowody związane z tą sytuacją, prezentujemy wam prawdziwe „10 przykazań”, czyli te słowa, które podyktował Pan, a spisał Mojżesz (dokładnie wymienione w Księdze Wyjścia 34, 13-28). Z niecierpliwością czekamy na korektę wszelkich tekstów, które zawierały będą poprawny tekst Dekalogu.


1. Nie będziesz oddawał pokłonu bogu obcemu
2. Nie uczynisz sobie bogów lanych z metalu
3. Święto Przaśników czcił będziesz
4. Sześć dni będziesz pracował, siódmego zaś odpoczniesz
5. Będziesz obchodził Święto Tygodni, pierwocin, żniwa pszenicy i Święto Zbiorów przy końcu roku
6. Trzy razy w roku ukażą się wszyscy twoi mężczyźni przed obliczem Pana, Boga Izraela
7. Krwi moich ofiar nie składaj razem z kwaszonym chlebem
8. Nic z ofiary paschalnej nie powinno pozostać na drugi dzień
9. Najlepsze z pierwocin ziemi twojej winieneś przynieść do domu Pana, twego Boga
10. Nie będziesz gotował koźlęcia w mleku jego matki


Użytkownik Serail edytował ten post 20.06.2012 - 16:11

  • 3



#7

Serail.
  • Postów: 428
  • Tematów: 52
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 26
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

CIA każdego roku popełnia ponad 100 tysięcy poważnych przestępstw



Nie jest żadną tajemnicą, że CIA zdarza się złamać prawo. Sprawa jednak nabiera rumieńców, kiedy zapoznamy się ze skalą tego zjawiska. Raport kongresu dotyczący działalności Centralnej Agencji Wywiadowczej mówi o „ekstremalnym pogwałceniu najważniejszych praw”, w dodatku, w ilości przekraczającej 100 tysięcy każdego roku. Daje to nam setki poważnych przestępstw popełnianych przez tę organizację każdego dnia. Ważne jest to, że nie mówimy tutaj o niegroźnych wykroczeniach, lecz pogwałceniu najważniejszych praw, będących fundamentem każdego społeczeństwa, chroniąc ludzi przed anarchią.

W 1996 roku Izba Reprezentantów, a dokładniej, specjalna komisja badająca pracę agencji wywiadowczych, opublikowała obszerny raport zatytułowany „IC21: Społeczność wywiadowcza w XXI wieku”. Ukryty pomiędzy setkami stron tekstu, znajduje się jeden kontrowersyjny akapit:
Tajne służby są tylko częścią społeczności wywiadowczej, jednak składają się z setek pracowników, którzy są zobligowani przez rząd do łamania prawa we wszystkich krajach na całym świecie, co stawia ich w niebezpieczeństwie zatrzymania przez służby tam działające. Według wstępnych obliczeń, każdego dnia dochodzi do kilkuset sytuacji tego typu, co w skali roku daje ponad 100 tysięcy przestępstw.Wysocy rangą oficerowie wywiadu dopuszczają się rażących przewinień, co naraża ich nie tylko na skompromitowanie USA na arenie międzynarodowej, lecz także ogranicza wolność lub nawet pozbawia życia mieszkańców krajów, gdzie miejsce mają operacje wywiadu. Także życie samych oficerów często znajduje się w niebezpieczeństwie.

Dalej nie znajdziemy żadnego wytłumaczenia, żadnej kontynuacji. Powyższy akapit został wydrukowany i opublikowany, bez żadnych kontrowersji, bez publicznej debaty, zupełnie jakby był zwyczajną listą zakupów do zrobienia.

Jeden z czołowych specjalistów zajmujący się działalnością CIA, John Kelly, który zresztą upublicznił treść powyższego akapitu, stwierdził, że jest to pierwszy w historii dokument, który jawnie przyznaje, że Centralna Agencja Wywiadowcza dopuszcza się łamania prawa.
Raport sugeruje, że do przestępstw popełnianych przez CIA i jej pracowników zaliczają się m.in. morderstwa oraz, że „cele tajnych służb to obiekty lub ludzie z całego świata, które należy wyeliminować”. W języku zrozumiałym dla ludzi, mowa jest tutaj nie tylko o przejęciu tajemnic innego państwa, lecz o tym, że Centralna Agencja Wywiadowcza dokonuje przestępstw, które śmiało można określić mianem zbrodni przeciwko ludzkości, nie spotykając się jednocześnie ze sprzeciwem ze sceny międzynarodowej lub sankcjami.

Inne dokumenty rządowe wskazują na to, że CIA ma na swoim koncie akty terrorystyczne, morderstwa, tortury oraz regularne łamanie elementarnych praw człowieka. Co więcej, raport ten obnaża bolesną prawdę, że praktyki tego typu są wpisane w politykę agencji, ponieważ „pracownicy CIA są zobligowani przez rząd do popełniania przestępstw”.

A skoro już jesteśmy przy sprawach CIA, to skupmy się na ich agentach, a konkretnie na agencie - pierwszym, który zginął wykonując swoje obowiązki dla dobra kraju.

Pierwszy agentem CIA zabitym na służbie, był Douglas Mackiernan


W roku 2000 liczba agentów CIA, którzy stracili życie za ojczyznę wyniosła 69. Spośród nich, poznano tożsamość tylko 40 oficerów. Dziennikarz współpracujący z The Washington Post oraz magazynem Time, Ted Gup poświęcił trzy lata na wyszukiwaniu informacji o ludziach, którzy pracując dla Centralnej Agencji Wywiadowczej zostali zabici. Ich nazwiska poznać możecie na łamach książki „The Book of Honor”.

Jak się okazało, pierwszy agentem w historii agencji, który został pozbawiony życia, był Douglas Maciernan. Pracował pod przykrywką dyplomaty, majora sił powietrznych USA w stolicy chińskiej prowincji Xinjiang (Sinkiang), która – zdaniem Gupa – otrzymała renomę najbardziej odizolowanej i odległej placówki dyplomacji amerykańskiej na świecie. Mackiernan został tam przydzielony w maju 1947 roku, aby przyglądać się granicy Chin ze Związkiem Radzieckim oraz mieć oko na przeprowadzane testy atomowe.

Pod koniec września, kiedy komuniści przejęli władzę w Państwie Środka, agent CIA opuścił konsulat, jednak było za późno na ucieczkę normalnymi drogami, postanowił więc, na własnych nogach, w środku zimy, udać się do Indii. Oznaczało to, że musiał przemierzyć pustynię oraz Himalaje. On, trójka Rosjan oraz student w ślimaczym tempie zaczęli pokonywać dystans blisko 1,5 tysiąca kilometrów. Po ośmiu miesiącach marszu, 29 kwietnia 2950 roku dotarli do granicy z Tybetem, gdzie straże wzięły ich za komunistów lub bandytów, po czym otworzyły ogień.

Upadając na ziemię, przemoknięci i wycieńczeni podróżnicy wyciągnęli białą flagę, co powstrzymało strażników granicznych do kontynuowania ostrzału. Powoli, z rękami w górze, oficer CIA i jego towarzysze, ruszyli w kierunku uzbrojonych straży. Ci zaś ponownie odpowiedzieli ogniem, zabijając na miejscu Mackiernana oraz dwójkę Rosjan. W celu zbezczeszczenia zwłok, mieszkańcy Tybetu odcięli głowy poległym i zostawili je w miejscu ich śmierci.

Według dokumentów pochodzących z Archiwum Narodowego, wdowy po Mackiernanie oraz innych źródeł, CIA po raz pierwszy postanowiło usunąć wówczas wszelkie ślady po swoim agencie. Centralna Agencja Wywiadowcza do dzisiaj zaprzecza, jakoby Douglas Mackiernan kiedykolwiek istniał.
  • 0



#8

Serail.
  • Postów: 428
  • Tematów: 52
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 26
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Rząd USA kłamie na temat skali terroryzmu

Nie jest żadną tajemnicą, że amerykańskie Ministerstwo Sprawiedliwości lubuje się w głoszeniu wszem i wobec o udaremnionych atakach terrorystycznych na terenie USA. Jeśli obywatele są zadowoleni ze skuteczności swoich służb i są przekonani, że mogą spać spokojnie, oznacza to większy budżet dla odpowiednich organizacji, które zajmują się bezpieczeństwem. Problem polega jednak na tym, że te wszystkie liczby dotyczące terrorystów i skali ich operacji są wyssane z palca.

Prawda wyszła na jaw, kiedy redaktorzy gazety Philadelphia Inquirer postanowili przyjrzeć się bliżej osobom, przez Departament Sprawiedliwości, oskarżonym o terroryzm. Pod lupę wzięto okres pięciu lat, kończący się 30 września 2001 roku. Nie trzeba było długo szukać, żeby natrafić na dowód, że terroryści nie zawsze są tacy, jak przedstawia się nam na filmach:

Świetnym przykładem jest sytuacja, kiedy asysten prawnika z San Francisco zapytał w poniedziałek sędzięgo sądu okręgowego, Marylin H. Patel o prawomocność wyroku mężczyzny z Arizony, który będąc pod wpływem alkoholu, lecąc liniami lotniczymi United Airlines z Szanghaju, uporczywie używał przycisku do wezwania obsługi, domagając się więcej alkoholu. Podniósł wówczas rękę na pracownika linii lotniczych, co według sądu nosiło znamiona ” lokalnego terroryzmu”.

Inny przykład? Właściel lokalu toczył bój z najemcą o dokonanie eksmisji. Ten, aby uniemożliwić właścicielowi jej dokonanie podszył się pod agenta FBI, zadzwonił do niego i powiedział, że biuro nie życzy sobie, aby eksmitowano obecnego najemcę. Właściciel rozpoznał głos swojego rozmówcy i skontaktował się z prawdziwym FBI.

Kolejnym aktem „terrorystycznym” był bunt więźniów w sprawie przyznania lepszych racji żywnościowych. Były pracownik sądu, który pchnął i groził sędziemu oraz siedmiu chińskich marynarzy, którzy przejęli kontrolę nad tajwańskim kutrem i udali się na wody należące do Stanów Zjednoczonych, licząc na azyl polityczny, zostali w wyniku tego określeni mianem terrorystów.

Po odkryciu i nagłośnieniu tych rewelacji, republikański kongresman, Dan Burton poprosił Główne Biuro Rachunkowości – bezpartyjny urząd powołany przez rząd, zajmujący się badaniem spraw różnej maści dla Kongresu – aby przyjrzało się terrorystom wytypowanym przez Departament Sprawiedliwości. Okazało się, że sprawy nie mają się tak kolorowo, jak starano się nam wmówić.

Od 30 września 2001 do roku 2002 amerykańskie Ministerstwo Sprawiedliwości oskarżyło 288 osób, znajdujących się na terenie USA, o związki z terrorystami lub zamachy. Główne Biuro Rachunkowości odkryło jednak, że co najmniej 132 spośród tych osób (42 procent) nie miało nic wspólnego z terroryzmem. Jeśli zaś chodzi o pozostałych 166 podejrzanych, wskutek ograniczonych uprawnień urzędu, niemożliwe było dogłębne zbadanie sprawy, jednak wina tych ludzi jest nie tylko nieudowodniona, lecz również stoi pod dużym znakiem zapytania.
Sprawy nabierają rumieńców, kiedy bliżej przyjrzymy się zjawisku tak zwanego „międzynarodowego terroryzmu”. Spośród wszystkich 174 oskarżonych, 131 (aż 75 procent) nie miało jakiegokolwiek związku z aktami terrorystycznymi.

Kiedy część opinii publicznej poznała wyniki dziennikarskiego śledztwa, Departament Sprawiedliwości powinien zmodyfikować treść swoich dokumentów i oskrażeń, prawda? Taki wniosek wysnuło Philadelphia Inquirer, jednak pracownicy gazety przyjrzeli się procesom o terroryzm z pierwszych dwóch miesięcy 2003 roku. Spośród 56 spraw mających miejsce w sądach federalnych, 41 było fałszywymi oskarżeniami. Ośmiu podejrzanych było mieszkańcami Puerto Rico, którzy protestowali przeciwko wykorzystywaniu archipelagu wysp Vieques jako poligonu Marynarki USA. Prokurator, który zajmował się sprawą tej ósemki stwierdziła, że nie ma zielonego pojęcia, dlaczego podejrzanych sklasyfikowano jako terrorystów. Do podobnej sytuacji doszło, kiedy grupa 28 latynosów pracowała na lotnisku, posługując się fałszywymi danymi osobowymi. Obrońca przydzielony do tej sprawy przekonywał, że żadnego z nich nie podejrzewano nawet o związek z terrorystami. Najbardziej kuriozalny przykład? Mężczyzna w środkowo-wschodnich Stanach Zjednoczonych nie przeszedł odprawy, ponieważ miał takie samo imię i nazwisko jak przywódca Hezbollahu. Mężczyznę oskarżono o terroryzm w sądzie w Detroit.

Po zamachach z 11 września, amerykańskie Ministerstwo Obrony Narodowej chciało zatruć afgańskie zapasy żywności

Jedną z najgorszych rzeczy, jakie media mogą zrobić, to ukrywanie prawdziwych rewelacji pomiędzy „ważniejszymi” historiami. Na szczęście niektórzy przedstawiciele tej branży starają się odchodzić od schematu i informować społeczeństwo o tym, co naprawdę dzieje się wokół nas. Świetny przykład takiego postępowania można było zaobserwować w „10 wrześniowych dni”, 8-dniowej serii publikowanej w Washington Post, poruszającej istotne i często przemilczane zagadnienia dotyczące ataków na WTC. W części szóstej Bob Woodward i Dan Balz opowiadają o działaniach gabinetu Busha w dniu 17.09.2001 roku, na 6 dni po atakach 9/11.

George W. Bush wraz z Sekretarzem Bezpieczeństwa Narodowego, Condoleezzą Rice udali się do Biura Departamentu Obrony, by uczestniczyć w spotkaniu dotyczącym akcji skierowanej przeciwko afgańskim terrorystom, prowadzonym przez wysokich rangą generałów z sił specjalnych.
Rice i Frank Miller, oficjel z Biura Bezpieczeństwa Narodowego wybrali się wraz z prezydentem do Pentagonu. Przed spotkaniem Miller dokonał przeglądu slajdów przygotowanych dla Busha i tam spotkała go niemała niespodzianka.

Jeden ze slajdów dotyczący misji specjalnych w Afganistanie mówił, że dobrym rozwiązaniem byłoby podtruwanie afgańskich zapasów jedzenia. Znacznie miałoby to ułatwić likwidowanie elementu terrorystycznego na Bliskim Wschodzie. Miller był w szoku. Pokazał to, co odkrył sekretarz Rice. Okazało się, że gabinet Busha nie miał pojęcia o tych planach. Frank zdecydował, że nie wolno dopuścić do operacji tego typu. Nie byłoby to nic innego, jak tylko atak biologiczny. A to z kolei naruszałoby postanowienia konwencji o broni biologicznej z roku 1972, którą podpisały także Stany Zjednoczone.

Rice zaraz potem upomniała Rumsfelda [Donald Rumsfeld był Sekretarzem Obrony w gabinecie Busha], że ten slajd pod żadnym pozorem nie może zostać przedstawiony prezydentowi. Na co ten oczywiście przystał.
Jakiś czas później oficjele Pentagonu stwierdzili, że prezentacja ta (a dokładniej ten slajd) była przeznaczona do użytku wewnętrzenego departamentu i nigdy nie miała zostać przedstawiona prezydentowi Bushowi lub Rumsfeldowi.

Użytkownik Serail edytował ten post 20.09.2012 - 11:02

  • 0





Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych