Paranormalne.pl: Creepypasta (Urban Legends itp.) - Paranormalne.pl

Skocz do zawartości



  • 41 strony +
  • Pierwsza
  • 29
  • 30
  • 31
  • 32
  • 33
  • Ostatnia
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Creepypasta (Urban Legends itp.) Spis opowiadań w temacie z komentarzami

#451 Użytkownik nie jest zalogowany   Wróżka 

  • Grupa Nowicjusz
  • Wiek
  • Tematów 0
  • Postów 1
  • Rejestracja 07.12.11
Reputacja Neutralna
Reputacja

Napisano 07.12.2011 - 19:07

Witajcie, już jakiś czas czytam forum i zarejestrowałam się, ponieważ kupiłam ciekawą maskotkę. Pomyślałam, że może wymyślicie jakąś ciekawą historię do niej, bo ja takich zdolności niestety nie mam a dla mnie ona wygląda trochę psychodelicznie. Na pierwszy rzut oka normalna maskotka ale jak tak się przyjrzeć w te jej wielkie oczy i uśmiech seryjnego mordercy... Mi się trochę skojarzyła na początku z laleczką chucky :P No zresztą zobaczcie sami i może coś ciekawego z tego wyjdzie, liczę na Waszą twórczość ;)


http://imageshack.us...080640x480.jpg/


http://imageshack.us...083640x480.jpg/

Jeśli są jakieś błędy to przepraszam, ale to mój pierwszy post :)
-7

#452 Użytkownik nie jest zalogowany   Dragwen 

  • Grupa Użytkownik
  • Wiek
  • Tematów 6
  • Postów 123
  • Rejestracja 25.10.11
  • PłećMężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 07.12.2011 - 20:29

Przepraszam na to na końcu, ale po prostu nie mogłem się powstrzymać :P
Może nie jest to typowa pasta. Pisałem dwie godziny, bez pomysłu, nawijałem co mi go głowy przyszło. Musiałem jakoś się po próbnym humanistycznym odreagować :)
Zapraszam.

ZAPACH IGLIWIA


Irina wybiegła spod małej chatki u stóp ogromnego wzgórza wznoszącego się nad Doliną Wschodzącego Słońca. Przebiegła chyłkiem przez oświetlone księżycem podwórko i zniknęła za pierwszymi drzewami lasu. Dziewczyna wiedziała, że za chwilę się zgubi, ale to nie miało dla niej najmniejszego znaczenia. Teraz najważniejsze było to, aby znaleźć się jak najdalej od tego przerażającego miejsca. Tak, Irina została tu siłą zawleczona przez nieznane stworzenie gdy zbierała o brzasku słońca jagody ze skropionych poranną rosą krzewów. Zauważyła na skraju skarpy ogromnego prawdziwka, więc podeszła i już wyciągała do niego swoje opalone ręce aby go zerwać gdy poczuła silne uderzenie w głowę i zagłębiła się w błoga ciemność…
Obudziła się przykuta łańcuchem do ściany w jakiejś mrocznej, zaniedbanej izbie o brudnych, ledwo przepuszczających światło oknach i małych, drewnianych meblach z – najprawdopodobniej– własnoręcznie wydrapanymi wzorami.
Szybko podążając wzrokiem po obskurnym wnętrzu – ku swojemu przerażeniu – zauważyła na ścianach powieszone ludzkie miednice a na starym, przygniłym stole czarkę z czaszki. Teraz – już całkiem wybudzona – wodziła wzrokiem po powieszonych u sufitu obojczykach, żebrach, kościach udowych i tym podobnym z rosnącym strachem. Nagle usłyszała ciche szczęknięcie i poczuła, że trzymający ją łańcuch… puścił. Niemal z ulga podbiegła do grubych, drewnianych drzwi by ku jej przerażeniu dowiedzieć się, że są zamknięte na cztery spusty.
Miała już rozpłakać się z bezsilności gdy kątem oka zauważyła przesuwający się cień na ścianie oświetlonej blaskiem księżyca…
Migiem obróciła głowę w stronę okna. I od razu pożałowała, że to zrobiła.
Zobaczyła masywną postać o krwistoczerwonych, błyszczących oczach, jednym, małym rogu na płaskim czole i szerokim uśmiechem. Okryta była niemal przeźroczystą przewiewną szatą. Postać ta stała prosto jak „na baczność” tylko… właśnie przymierzała się do tego, aby wybić okno swą ogromną łapą! Irina uskoczyła w kąt izby skalując się ze strachu i usłyszała dźwięk wybijanej szyby. Przekonana, że to już koniec zamknęła oczy i .. czekała.
Czekała i nic się nie działo.
Powoli uchyliła jedną powiekę. Za wybitą szybą nie ujrzała żadnej postaci. Drżącą dłonią wyciągnęła szklane odłamki które pozostały w otworze i wygramoliła się na zewnątrz.
Nie wiedziała, że właśnie od tego momentu rozpoczęły się Łowy….
I wróciliśmy do punktu wyjścia. Irina puściła się biegiem przez puste pole i zagłębiła się w wysokie jodły i rozłożyste sosny…
Nie zwracała uwagi na ostre kolce jeżyn, które już zdążyły ją mocno podrapać ani na wysokie po pas pokrzywy, które dotkliwie ją poparzyły. Czuła ciągle, że ktoś ją obserwuje, że ktoś ją śledzi, że za nią podąża… Nagle usłyszała przenikliwy ryk tryumfu kilkaset metrów za sobą. Przyspieszyła, gałęzie uderzały ją w biegu w twarz pozostawiając po sobie małe, pieczące szramy. Słyszała za sobą ciche charczenie i szybkie oddechy. Nie chciała tam spoglądać, po prostu biegła dalej w coraz bardziej ogarniającym ja przerażeniu.
Gdybyśmy spojrzeli na to wszystko z góry wiedzielibyśmy już, co spotka Irinę, której czarne włosy błyszczały w blasku księżyca. Widzielibyśmy, jakie niebezpieczeństwo czyha z tyłu, a nawet z przodu, jednak jej nie było dane to wiedzieć – nieświadoma biegła ku pewnej śmierci…
Dziewczyna nie mogąc się jednak powstrzymać popatrzyła za siebie – i gdy tylko ujrzała, co ją chce dopaść przyspieszyła dwukrotnie.
Zobaczyła ogromnego ni to wilka, ni niedźwiedzia, może nawet borsuka – coś pomiędzy tym wszystkim. Ogromne żółte, kocie oczy połączone z wściekłym wyrazem twarzy – czymkolwiek to było - wzbudziły by przerażenie nawet w sercach najmężniejszych wojowników jakich nosiła matka ziemia. Ogromne kły podobne do tych, które przed wiekami nosiły tygrysy szablozębne były umazane pianą wytaczającą się z pyska stworzenia a jego dwa ogony zakończone ostrymi jak brzytwa żądłami lśniły w blasku księżyca w pełni. Wielkie łapska obdarzone długimi pazurami niemal sięgały delikatnego ciała Iriny, która szalenie biegła przed siebie. Wiedziała, że nie ma już szans by umknąć temu stworzeniu, ale chciała żyć jeszcze te kilka sekund…
I wtedy zobaczyła.. przepaść. Miała milisekundy na zastanowienie się, jaki rodzaj śmierci woli – pożarcie przez ogromną, straszliwą bestię czy spadnięcie z wysokiej na kilkanaście metrów skarpy w dno płytkiego potoku zakończonego ostrymi kamieniami.
Zastanów się, co ty byś wolał w takiej sytuacji. Irina wybrała skarpę.
Z impetem po prostu biegła przed siebie i przy krańcu lądu silnie odepchnęła się od niego wlatując w przestrzeń…
Myślisz pewnie że to już koniec tego opowiadania, koniec istnienia Iriny. Grubo się mylisz.
Dziewczyna obejrzała się za siebie z satysfakcją by ujrzeć, że bestia również nie wyczuła niebezpieczeństwa i z głośnym kwikiem runęła w dół.
Irina wiedziała, że za kilka sekund zginie. Przed oczami mignęło jej całe dotychczasowe życie i pomyślała, że warto ten ostatni raz zwrócić się do Boga.
Zaczęła więc wyszeptywać słowa wyuczonej na pamięć modlitwy spadając coraz szybciej w stronę ostrych kamieni.
- .. strzeż od złego i zaprowadź mnie…
I nagle czas jakby stanął.
Chmury na niebie zatrzymały się, a Irina po prostu była zawieszona w przestrzeni nie mogąc nawet poruszyć palcem.
I zobaczyła Go. Skrzydlatą postać odzianą w lekką tunikę i mającą skórzane sandały na swych stopach. Postać ta zbliżyła się do niej i powiedziała:
- Nie lękaj się Niewiasto, pokładaj ufność w Panu a On wybawi cię z wszelkiego niebezpieczeństwa...Kocha cię jako dziecko swoje ,nie pozwoli by stała ci się krzywda. On może unieść cię do góry niechaj tylko w twym sercu zakwitnie kwiat bezgranicznego Zaufania...
- Zgadzam się – rzekła zdziwiona Irina i przymknęła powieki. Zauważyła, że zrobiło się bardzo jasno, dobrze więc zrobiła zamykając oczy. Poczuła, że nie spada już w dół, - a unosi się w górę. Nagle zrobiła się bardzo senna, więc oddała się w całości unoszeniu i zasnęła w Panu…
Gdybyśmy widzieli to z przeciwległego brzegu doliny, zauważylibyśmy nagły przebłysk światła pochodzącego z niewiadomej strony i dziewczynę – najpierw spadającą z ogromną szybkością w dół i nagle – tuż przy dnie doliny – zaniknęłaby. Po prostu zniknęła…

A morał tej bajki jest krótki, i niektórym znany – uwierz w boga a będziesz przez niego kochany.
-7

#453 Użytkownik nie jest zalogowany   Aynan M 

  • Grupa Nowicjusz
  • Wiek
  • Tematów 0
  • Postów 20
  • Rejestracja 25.08.11
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 09.12.2011 - 12:16

*
Wartościowy Post

Trochę długie, może nawet nie do końca creepypasta, ale co tam :) Zgadnijcie jakim filmem się inspirowałem pisząc tę historię... :)

HIPERMARKET

DZIEŃ 1

Koniec zmiany. Pracownicy hipermarketu szykują się do wyjścia do domu, na halę wchodzi nocna zmiana.
Pracownik działu Ryby spokojnie chowa towar do magazynu, pracownik Grilla po kryjomu wpiernicza schaboszczaka na chłodni rozglądając się,czy ''te barany nic nie widzą''.... Czyli dzień jak co dzień.

NOC 1 [zapis z kamer monitoringu]

Cisza,spokój.
Cierpiący na bezsenność klienci kręcą się bez sensu po hali.. Młody chłopak z działu Słodkie żre przy regale czekoladę toffi. Nagle kamera rejestruje kobietę w średnim wieku, biegającą między regałami jak opętana. Jej zachowanie było naprawdę dziwne, jednak wszystko się szybko wyjaśniło – szukała ekipy sprzątającej po tym, jak się wywaliła na leżącej na podłodze skórce od banana. Ale skąd ta skórka wzięła się w alejce z akcesoriami komputerowymi? Dziwne...


DZIEŃ 2

Początek nowej promocji. Wyprzedaż ciuchów, słodyczy i zabawek. Pełno ludzi na hali, pracownicy uwijają się jak tylko mogą... Nic nadzwyczajnego się nie dzieje. Ogromne kolejki do kas, ludzie denerwują się, że muszą tyle czekać. Pracownik działu Mięso wyjeżdża z załadowanym paleciakiem z magazynu, nagle dzwoni mu telefon. Odbiera i zaczyna z kimś rozmawiać. W tym momencie kamera monitoringu rejestruje kolejne dziwne zjawisko – paleciak sam wyjeżdża spod palety i uderza w regał z mlekiem i jogurtami. W miejscu zderzenia oczywiście jeden wielki bajzel, kierownictwo się zbiegło, ale pracownik Mięsa nawet tego nie widział – stał tyłem do palety. Po dokładnym przejrzeniu zapisu kamer z monitoringu widać było, jak paleciak jedzie sam, poza pracownikiem Mięsa nie było w pobliżu nikogo. Co dziwne, wózek jechał nie tylko przed siebie, w pewnym momencie sam skręcił, po czym z impetem wjechał w regał. Ochrona siedząca na monitoringu przecierała oczy ze zdumienia...

NOC 2 [zapis z kamer monitoringu]

Znów klienci chodzący po sklepie, znów nudy. Palety porozstawiane w alejkach, ekipa sprzątająca jeździ po całej hali swoją maszyną... Na wszystkich działach spokój. Nagle ze stojącego przy ścianie regału z konserwami artykuły zaczęły same spadać! Tak, same – nie ma nikogo, kto mógłby je spychać od drugiej strony, bo regał stoi przy samej ścianie. Co dziwne, puszki z konserwami, które spadły na podłogę, utworzyły napis "RYSIEK TY PAŁO".

Rysiek, a dokładnie Ryszard Pazera, jest kierownikiem działu Mięso. Nie jest on lubiany wśród pracowników – jest chamski, wulgarny, często każe zostawać po godzinach, wpłynęło już na niego wiele skarg. Największa afera z jego udziałem miała miejsce półtora miesiąca temu, kiedy to – pośrednio z jego winy – na terenie marketu zginął pracownik jego działu. Rysiek nie dopilnował, żeby wszystkie urządzenia były sprawne. Pracownik akurat kroił świniaka na porcje, gdy nagle maszyna zaczęła się dziwnie zachowywać. Ucięła mu całą dłoń, po czym nagle się zatrzymała i po kilkunastu sekundach eksplodowała, zabijając go na miejscu. Resztki dłoni dostały się do mechanizmów, powodując zablokowanie, przegrzanie i wybuch maszyny. O całym zdarzeniu było głośno – pisały o tym gazety, mówili o tym też w telewizji... Ryśka mieli za to zwolnić dyscyplinarnie, jednak nie bylo nikogo na jego miejsce, więc skończyło się na ogromnej karze pieniężnej.


Kolejny dzień się bardzo dłużył. Ludzie się obkupili, kasy już im brakowało, na hali było mało osób... Tego dnia w pracy był też Rysiek. Nie wiedział nic o wcześniejszych dziwnych zdarzeniach. Akurat w tym dniu pełnił popołudniowy dyżur, musiał mieć na oku nie tylko swój dział, ale również cały sklep. Chodził między regałami, poganiając tylko pracowników i działając im na nerwy. Zatrzymał się przy stoisku z zabawkami. Po chwili podszedł do niego chłopak pracujący na tymże dziale i zaczął z nim gadać. Postali tak kilka minut, młody wrócił do pracy, a Rysiek nagle poślizgnął się i wywalił na środku alejki. Upadek na kafelkową podłogę musiał być bardzo bolesny... Oczywiście trzeba było wszystko sprawdzić na monitoringu. Tutaj znów ochroniarze zbierali szczęki z podłogi – w momencie, gdy Rysiek kończył rozmowę z pracownikiem, kilka małych samochodzików zjechało z półek i niepostrzeżenie podjechało wprost pod jego nogi. Znów nie było widać nikogo, kto mógłby to zrobić, a samochodziki nie były nawet zdalnie sterowane – po prostu zwyczajne resoraki. Rysiek wszedł na takie autko i wyłożył się jak długi. Ochroniarze zaczęli dokładnie, klatka po klatce, analizować zapis z kamer, ale wciąż nie mogli się połapać, dlaczego produkty same się poruszają po sklepie. Duchy, czy co? I co miał znaczyć ten napis "Rysiek ty pało" – raczej mało prawdopodobne, żeby puszki spadły ot tak, ktoś musiał je ustawić...

NOC 3 [zapis z kamer monitoringu]

Kobieta jeździ na maszynie sprzątającej, ludzie się pałętają po hali. Za maszyną sprzątającą ciągnie się jednak ślad... Woda zmieszana z chemikaliami, ale jakaś dziwna, brudna... I znów można zauważyć, że ślad ten kryje w sobie napis "RYSIEK TY PAŁO". Kamera robi zbliżenie na dział Mięso – spokój zostaje przerwany przez brzęk tłuczonego szkła. Szyba w ladzie rozpadła się w drobny mak. Na dziale nie było nikogo, kamera nie zarejestrowała też żadnego przedmiotu lecącego w stronę szyby. Ochroniarze zaczęli wątpić w to co widzą... Wysłali na dział Mięso liniowego, stojącego przy bramkach wejściowych – szyba była rozwalona na kawałeczki. Ochrona na monitoringu zastanawia się nad pokazaniem zapisu z kamer dyrektorce sklepu i nad zamknięciem obiektu na kilka dni.


DZIEŃ 4.

Na drzwiach wejściowych hipermarketu pojawiła się informacja, że "dzisiejszej nocy sklep będzie zamknięty z przyczyn technicznych, przepraszamy za utrudnienia". Klientów było mało, kamery nie zaobserwowały nic podejrzanego (no, może poza złodziejem, który chciał wynieść pod kurtką dwie butelki napoju 7UP).

NOC 4 [zapis z kamer monitoringu]

Sklep został zamknięty o godzinie 22.00, na hali nie było kompletnie nikogo. Ani klientów, ani pracowników, ani ekipy sprzątającej. Jedyną osobą na całym obiekcie był pracownik monitoringu. Cisza, spokój. Około północy zgasły światła w całym hipermarkecie. Po chwili się zapaliły, ale świeciły jakoś dziwnie – co chwila mrugały, a barwa światła była jakaś ciemna. Przez głośniki rozległ się jakiś mocno zniekształcony męski głos. Nie można było zrozumieć, co on mówi. Ochroniarz na monitoringu się wystraszył – zamknął się w swoim pomieszczeniu na klucz. Światła później co jakiś czas migały, a głos dało się jeszcze słyszeć trzy razy. Co ciekawe, "słowa" wypowiadane przez ten głos zawsze brzmiały dokładnie tak samo, jednak nijak nie dało się ich zrozumieć.

Chwilę przed godziną 5.00 rano ochroniarz wyszedł ze swojego pokoiku i wywiesił na drzwiach marketu kartkę z napisem "nieczynne do odwołania". Za 45 minut odebrał telefon od dyrektorki, stojącej przed wejściem. Pytała się go oczywiście "co to ma znaczyć". Ochroniarz zaprosił ją do swojego pomieszczenia i pokazał jej zapis z kamer. Dyrektorka była w szoku. Zgodnie stwierdzili, że na terenie hipermarketu grasuje jakiś duch. Wezwali na pomoc egzorcystów. Ochroniarz zajął się analizą nagrania z ostatniej nocy – wyciął z nagrania tajemniczy głos i spróbował odszyfrować co on mówi. Jak się okazało, głos wystarczyło odwrócić, by stał się całkiem zrozumiały. Mówił on:
"Rysiek ty skurwysynu... Przez ciebie straciłem życie, ale zobaczysz, jeszcze cię załatwię..."

Ochroniarz przypomniał sobie o śmiertelnym wypadku z udziałem pracownika działu Mięso sprzed półtora miesiąca. Miał już pewność, że to jego duch jest odpowiedzialny za te wszystkie niewytłumaczalne zjawiska.

DZIEŃ 5.

Newsy z gazety:
"Doszły nas wieści, że w hipermarkecie TESCO przy ulicy Piekielnej dzieją się dziwne rzeczy. Można zaobserwować samoistnie poruszające się przedmioty. Na miejsce wysłano nawet egzorcystów. Zastanawia nas tylko jedna rzecz – czy to się dzieje naprawdę, czy jest to po prostu oryginalny chwyt marketingowy?"

Około godziny 11.00 w sklepie pojawili się egzorcyści. Od razu po wejściu wyczuli tajemniczą złą energię. Jednak nie zaobserwowali nic podejrzanego, wszystko było w idealnym porządku (nie licząc oczywiście zbitej szyby w ladzie na dziale Mięso i lekko uszkodzonego regału z nabiałem). Odkryli, że główne źródło złej energii znajduje się na zapleczu działu mięsnego, tam gdzie półtora miesiąca temu doszło do tragicznego wypadku. Egzorcyści zamknęli się na zapleczu, wyjęli swój ekwipunek – rozmaite kadzidełka, wahadło, tablicę ouija – i próbowali nawiązać jakiś kontakt z nadprzyrodzoną istotą grasującą po markecie. Ich wysiłek spełzł na niczym. Po wielokrotnych próbach uznali, że nic z tego nie będzie, a jedynym sensownym wyjściem może być całkowite zamknięcie sklepu. Gdy wychodzili z marketu, jednemu z nich zachciało się kupkę. Wszedł do toalety... Nagle z WC rozległ się straszny krzyk, wymieszany z jakimś dziwnym bulgotaniem. Facet wybiegł z ubikacji z przerażoną miną, po czym obejrzał się za siebie – nad sedesem unosiła się pomarańczowa mgiełka, uformowana w kształt ręki. Nie była to jednak ludzka ręka – była o wiele większa, miała bardzo długie palce i ostre szpony... Egzorcyści uciekli stąd gdzie pieprz rośnie. Ręka po chwili zniknęła, towarzyszył temu głośny bulgot, a potem drzwi od toalety same się gwałtownie zamknęły.

Dyrektorka nie zgodziła się na całkowite zamknięcie sklepu, zamiast tego zleciła zainstalowanie kamery na zapleczu działu mięsnego.

NOC 5 [zapis z kamer monitoringu]

Na głównej hali pusto, ludzi zero – sklep jeszcze jest nieczynny. Nowo zainstalowana kamera na dziale mięsnym rejestruje za to niezwykłą rzecz... Około północy zgasło tam światło (co najdziwniejsze, w całym markecie świeciło przez cały czas), po kilku sekundach zapaliło się z powrotem. W ścianie naprzeciwko kamery pojawiła się dziura. Czarny otwór, który się powoli powiększał, otoczony ognistą obwódką. Po kilku minutach był oślepiający błysk i wszystko wróciło do normy. Do rana żadna z kamer już nic dziwnego nie zarejestrowała.

Szefostwo zdecydowało się na otwarcie sklepu, ponieważ dziwne zdarzenia ustały. Przez kilka dni był spokój. Do czasu...

DZIEŃ 12.

Rysiek wrócił ze zwolnienia lekarskiego po tym, jak wtedy się wywalił na resoraku. Dowiedział się z gazet o tajemniczych wydarzeniach w sklepie, jednak nie wierzył w to. Uwierzył dopiero wtedy, gdy sam obejrzał nagrania z kamer sprzed paru dni. Wyszedł na główną halę, ale był zupełnie inny niż dotychczas – nikogo nie poganiał, nie bluzgał, nawet puścił kilku pracowników do domu ponad dwie godziny wcześniej... Najwyraźniej liczył, że ta zmiana osobowości przepędzi złego demona. Chodził tak po sklepie, patrzył co i jak, uśmiechał się do klientów, co było totalnie nie w jego stylu... Nagle kamera zarejestrowała, jak tuż przy swoim dziale Rysiek upadł, a jakaś tajemnicza siła zaczęła go wciągać na zaplecze. Na ścianie znów pojawiła się dziura z ognistą obwódką. Rysiek kurczowo przytrzymał się lady i zaczął krzyczeć. Klienci, którzy to widzieli, byli przerażeni i uciekli z hipermarketu. Gdy przybiegła ochrona, wszystko nagle się uspokoiło – dziura w ścianie zniknęła, Rysiek się uwolnił od tajemniczej siły. Pracownicy działu Mięso nie dowierzali własnym oczom. Na zapleczu po raz kolejny rozległ się zniekształcony głos. Rysiek kazał swoim podwładnym zamknąć stoisko (chociaż była dopiero godzina 12.30) i uciekać do domu. Sam pobiegł do szatni. Gdy biegł alejką z chipsami, regał nagle się przewrócił. Udało mu się uciec, jednak wystający z regału gwóźdź nieźle poharatał mu plecy.

NOC 12. [zapis z kamer monitoringu]

Dział mięsny jest ogrodzony i obstawiony przez ochroniarzy, nikt nie ma prawa nawet się do niego zbliżyć. Nagle jeden z ochroniarzy zaczyna się dziwnie zachowywać, jakby lunatykował... Wszedł na zaplecze. Po chwili zgasło światło i rozległ się głośny krzyk. Drugi ochroniarz wbiegł na zaplecze i zobaczył, że ten pierwszy trzyma się za nogi, a w ścianie znów jest dziura. Oślepiający rozbłysk światła, dziura zniknęła, kamera rejestruje tylko ochroniarza siedzącego na posadzce. Facet podciągnął nogawkę spodni i zobaczył na nodze dziwny ślad. Taki jakby wypalony...
Na sklepie nudy, klientów praktycznie zero – chyba zaczęli się bać tego sklepu.

DZIEŃ 13.

Niby początek kolejnej wyprzedaży, jednak klienci chyba wybrali konkurencyjne hipermarkety. Dzień mija spokojnie, pracownicy nie mają nawet co robić, dział mięsny zamknięty. Rysiek ma przyjechać na nocną zmianę. W markecie pojawił się chwilę po 22.00. Celem jego wizyty była inwentaryzacja i oszacowanie strat – nie wiadomo, kiedy dział mięsny będzie otwarty, a na chłodniach było sporo towaru. Straty pójdą w setki tysięcy...

NOC 13 [zapis z kamer monitoringu]

Rysiek bał się chodzić po markecie sam, wszędzie poruszał się w towarzystwie dwóch ochroniarzy. Na głównej hali był spokój, nic podejrzanego się nie działo. Rysiek wszedł na zaplecze działu Mięso. Ledwo otworzył drzwi od chłodni, gdy kamera znów zarejestrowała oślepiający błysk. Ochroniarze przez moment nic nie widzieli. Ten moment wystarczył, by tajemnicza siła wciągnęła krzyczącego Ryśka do dziury w ścianie. Gdy ochroniarze już doszli do siebie, uciekli przerażeni z zaplecza. Kamera rejestrowała ognistą dziurę, z której dochodziły jakieś szumy, szmery... Nagle z dziury wyleciały wprost na kamerę zwłoki Ryśka. Bez rąk, z licznymi poparzeniami. Kamera spadła na ziemię, jednak wciąż działała. Ognista dziura w ścianie zmieniła się w coś na kształt twarzy, po czym słychać było niezrozumiały głos.

Analizą nagrań zajęła się policja. Głos – jak się okazało, znów odwrócony – mówił: "Masz za swoje, frajerze..."

Użytkownik Aynan M edytował ten post 09.12.2011 - 12:52

5

#454 Użytkownik nie jest zalogowany   Dragwen 

  • Grupa Użytkownik
  • Wiek
  • Tematów 6
  • Postów 123
  • Rejestracja 25.10.11
  • PłećMężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 10.12.2011 - 12:15

Prawda

*Nagranie z taśmy 612* *słychać cichy, damski głos*
Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego nie pamiętasz okresu, gdy byłeś niemowlęciem?
Odkryłam, że żyjemy w zakłamanym, nieprawdziwym świecie, stworzonym specjalnie przez Nie. I żałuję, że poznałam Prawdę.
Otóż wszystko, co znasz, wszystko, co czujesz, widzisz , słyszysz – jest stworzone przez Nie.
Możesz mi nie wierzyć, ale ja znam prawdę.
One robią to, gdy jesteśmy mali.
Nasze prawdziwe Matki (trzymane przy życiu tylko po to, by rodziły) , których nie znamy, w prawdziwym świecie, którego nie znamy, muszą oddawać swoje dwu-trzy-letnie dzieci na Wielką Gorbę. One tak to nazwały. Biorą dzieci do specjalnego miejsca, w którym TO robią.
Przeszczepiają.
Otwierają głowy naszym dzieciom i wyjmują mózg. Zamiast niego wkładają Maszynę, a umysły składują w magazynach.
Potrzebne im są, by przeżyć. Nie jedzą ich, jak w wielu filmach „grozy” w naszym świecie wymyślonych przez tych, którzy znają cząstkę Prawdy.
Nie, One z nich powstają.
Umysły składowane w magazynach są hermetycznie zamknięte w małych, wodnych środowiskach, gdzie wstrzykują To. To otula mózg przeźroczystą błoną i formuje się.
Po sześciu miesiącach jest gotowe.
Wtedy One To budzą do życia.
A To kpo kilku latach staje się takie, jak One.
Mam mało czasu, idą tu. Będę Matką. To dzieje się z kobietami, które odkryły Prawdę. Muszę powiedzieć wam jeszcze jedno, najważniejsze.
Czym jest Maszyna?
Maszyna to specjalnie przygotowana plątanina kabli, dysków, kół i diod.
To ona pokazuje nam nieprawdziwy świat.
A naprawdę leżymy całe życie na metalowych pryczach w środku Domu Ciał.
Nie ruszamy się, nie śnimy, nie czujemy, gdy ktoś odgryza nam dłoń.
Jednak nasze oczy są ciągle otwarte.
A widzimy tylko to, co każe widzieć nam Maszyna.
Nie pamiętamy okresu niemowlęctwa, ponieważ.. On pozostał w naszym prawdziwym umyśle, który posiada teraz jedna z Onych.
Słyszę Je.
Nadchodzą.
Możesz nie wierzyć w to, co ci przekazałam.
Jednak pamiętaj…
Twoje ciało czeka na swoją kolej. Czeka zamknięte w Domu Ciał.
Jeśli zechcesz poznać prawdę… Musisz uciec.
Musisz wydostać się Szybem, który odnalazłam.
Wydostać się na powierzchnię. A wtedy biec jak najdalej od tego miejsca.
Bo wiesz.. jest jedno miejsce.
Specjalne miejsce, do którego one nie mają wstępu.
A gdy się do niego dostaniesz, będziesz bezpieczny.
Mi się prawie udało, jednak nie zdążyłam. Są na korytarzu.
A tym miejscem jest..
*słychać krzyki i tupot wielu nóg*
*Koniec nagrania*

Użytkownik Dragwen edytował ten post 10.12.2011 - 12:17

2

  • Grupa Użytkownik
  • Wiek
  • Tematów 1
  • Postów 48
  • Rejestracja 01.06.10
  • PłećKobieta
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano 11.12.2011 - 00:18

"Strażnik śmierci"

W każdym mieście, w każdym kraju znajduje się szpital psychiatryczny, bądź dom opieki społecznej, z którego możesz skorzystać. Gdy dotrzesz do recepcji, poproś, że chcesz odwiedzić kogoś kto nazywa siebie „Strażnikiem Śmierci”. Twarz pracownika stanie się biała jakby właśnie zobaczył ducha. Zaprowadzi Cię do drewnianych drzwi i zostawi Cię pod nimi. Będziesz musiał zapukać trzy razy.

Jeżeli usłyszysz głos starego człowieka, który mówi „Wejdź”, możesz wejść. Jednocześnie znajdziesz się w lesie. Jeżeli usłyszysz głos młodego człowieka, który mówi 'Nie, dziękuję'. Uciekaj. Uciekaj i opuść miasto, kraj tak szybko jak tylko możesz. Niewypowiedziane zło będzie Cię nawiedzać i będzie próbowało Cię zatrzymać.

Teraz, kiedy jesteś w lesie, spójrz w niebo. Jeżeli jest dzień, śledź słońce. Jeżeli noc, śledź księżyc. Idź za nimi i nie opuszczaj ścieżki, którą podjąłeś, bez względu na to jakie rodzaje piękna czy horroru zobaczysz. Jeżeli kiedykolwiek opuścisz ścieżkę, Twoja dusza będzie dręczona na wieki, nawet po tym jak Twoje ciało umrze w męczarniach. Będziesz mógł po pewnym czasie zauważyć, że idziesz do rezydencji. Zignoruj to, idź, ta iluzja może Cię zmylić.

W końcu dotrzesz do małej, drewnianej chatki. Wejdź do niej i natychmiast odwróć się, zduś swoje pragnienie, inaczej przeżyjesz czysty horror, który doświadczysz oglądając mężczyznę, który jest za Tobą. Zadaj mu pytanie. „Co je zakończy?” Zacznie mówić głosem, który jest delikatny oraz nieco brutalny i śmiertelny. Słuchaj uważnie o czym mówi, za niedługo będziesz jedynym który zna ich los. W momencie kiedy mężczyzna zakończy swoją małą opowieść, poprosi Cię byś się obrócił, by wręczyć Ci prezent.

Nie rób tego. Zamiast tego, idź tyłem póki nie znajdziesz czegoś twardego, biurka. Zamknij oczy i częściowo obróć swoje ciało, by znaleźć się naprzeciwko mężczyzny i przyjąć prezent. Kiedy dotknie Twojej ręki, zamknij ją i idź z powrotem do drzwi, którymi wszedłeś. Kiedy je otworzysz, wypowiedz słowa „Spotkajmy się jeszcze innego dnia” i odejdź. Będziesz z powrotem w szpitalu psychiatrycznym.

Teraz, otwórz swoją dłoń i spójrz na prezent. Kość z palca jest obiektem 12 z 538.



(Przepraszam za tak znaczne opóźnienie z serią. Sporo się działo. )
2

#456 Gość

  • Grupa Gość
  • Wiek

Napisano 12.12.2011 - 16:08

Pszczelarskie forume


Przełomowym momentem w życiu Adama była chwila gdy mając zaledwie szeszć lat po raz pierwszy zobaczył bajkę o Pszczólce Mai. Od tamtego momentu pokochał pracowite, pasiaste owady. W jednej chwili całe jego dotychczasowe życie zostało obrócone do góry nogami. W kącie wylądowały plastikowe samochodziki, by zrobić miejsce dla plastelinowych figurek postaci z uluionej kreskówki, a jego marzenia o zostaniu kierowcą ciężarówki ustąpiły snom o karierze pszczelarza. Adam dorastał na wsi, więc nietrudno mu było zdobyć odpowiednie wykształcenie. Dni spędzał pomagając lokalnemu władcy pasiek- Marcinowi. Był on z niego tak dumny, że po pewnym czasie przekazał mu część swoich uli. Stały się one oczkiem w głowie chłopaka. Mając dwadzieścia lat był już tak wziętym pszczelarzem, że zdobył niemały rozgłos w całej okolicy. Należy dodać, że legendy o jego umiejętnościach nie umkneły uwadze mieszkających nieopodal młodych dziewcząt. Jedna z nich, Aneta, szczególnie przypadła do gustu Adamowi. Fakt, że łączyła ich miłość do pasiastych stworzeń sprawił, że byli doskonałą parą. Niedługo potem odbył się ślub, a zakochani zamieszkali razem. Niestety, choć bardzo chcieli, nie mogli doczekać się potomka. W końcu uznali, że nie jest im pisane rodzicielstwo i postanowili pogodzić się ze swoim losem. Całą swoją miłość wlali do uli. Wraz z rozwojem techniki Adam uzyskał dostęp do jej najnowszej zdobyczy- internetu. Szybko zapoznał się z panującymi tam zasadami i już niedługo stał się prawdziwym specem od sieci. Niestety, choć długo szukał, nie odnalazł ani jednego forum o pszczelarstwie. Postanowił stworzyć pierwsze wirtualne miejsce spotkań dla ludzi takich jak on i jego ukochana. Właśnie tak powstalo Pszczołoforum. Stało się ono drugim z kolei hobbym Adama. Codziennie wieczorem przychodzac do domu po ciężko przepracowanym dniu, znajdował resztki sił, by sprawdzić co dzieje się w wirtualnej pasiece. Był to okres beztroski i radości. Nic nie było w stanie zmącić spokoju naszego bohatera, ani jego małżonki. Aż do czasu...
Tego dnia Adam pracował wyjątkowo ciężko. Pszczoły bywają niesforne w okresie pełni. Możecie się domyslać, jaką odczuł ulgę, gdy jego wysiłki dobiegły końca. Mimo, że było już bardzo późno, a nasz bohater coraz mocniej myślał o tym, by jak najszybciej zasnąć, znalazł w sobie siłę, by odwiedzić moderowane przez siebie forum. - Aż 25 nowych tematów!?- pszczelarz nie mógł uwierzyć, w to jak wiele nowych wątków pojawiło się na pszczołoforum w ciagu jednego dnia.- Ach, widzę, że moja stronka staje się coraz popularniejsza!- ucieszył się. Jakież było jego zdziwienie gdy po wejściu w dział „forum” jego oczom ukazał się wątek zatytułowany „Pszczoły jedzą gówno xD”. Mimo szoku, jaki przeżył, nacisnął lewy klawisz myszy, by przeczytać treść tajemniczego tematu. To co zobaczył teraz wstrząsneło nim jeszcze bardziej. „No siema pszczelarze, słyszałem że pszczoły jedzom guwno wiec nasrałem im do ula xD dobrze zrobiłem? XDXD”. Kto normalny byłby w stanie zrobić kupę do środka ula? Co musiały przeżywać nieszczęsne owady w nim mieszkające? Serce Adama mało co nie pękło ze smutku. Pośpiesznie skasował temat, by nikomu z odwiedzających nie przyszło do głowy powtórzyć czynu Warola Kojtyły. - Cóż to!- krzyknął na głos, gdy zobaczył, że nie był to jedyny nietypowy wątek, jaki ktos założył tego dnia. „Wykop pozdrawia”, „Pa***ż gwałci małe dzieci”, „Moje pszczoły mają stulejkę”, „Pszczoła zesrała mi się do zupy”, „Pszczoły kontra komary”, „Jebać pszczoly, tylko szerszenie”... Co to miało znaczyć? Jakiś gówniarz musiał zrobić mi głupi żart.- wytłumaczył sobie całe zamieszanie, po czym czym prędzej usunął kilka tematów. Nazajutrz już nie pamiętał o całym zajściu. Jak codzień poszedł odwiedzić swoich bzyczących podopiecznych, by wieczorem usiąść przy komputerze i podyskutować z innymi pasjonatami. - Miarka się przebrała!- warknął zdenerwowany, gdy przeczytał o wlewaniu sobie świeżego miodu pod napletek.- Nie gówniarzu! Tak się bawić nie będziemy! Po usunięciu wylgarnych treści, założył nowy temat. Nie dotyczył on jednak nowych sposobów pielęgnacji pasiek. „Jeszcze raz zobaczę tego rodzaju temat, to zgłaszam to do odpowiednich służb”- zaczął- „Nie żartuję zboczku, więc lepiej potraktuj to poważnie.” To na pewno da mu do myślania.- pomyślał zadowolony z siebie Adam. W końcu, kto nie przestraszyłby się takich gróźb? Ogromu jego wściekłości w momencie ponownych odwiedzin pszczołofoum wręcz nie sposób opisać. Niewiele myśląc założył nowy dział. Nazwał go „Prokuratura” i trafiały do niego wszystkie tematy zawierające lubieżne bądź gorszące treści. Z czasem zaczęło trafiać do niego coraz wiecej tematów. Kiedy ich liczba przekroczyła sto, razem ze swoją małżonką, Anetą, pojechali na pobliski komisariat, by złozyć odpowiednie zeznania. Podczas ich nieobecności w wirtualnej pasiece rozpętało się prawdziwe piekło. Liczba tematów zwiększyła się o trzydzieści tysięcy. Było to wręcz niewiarygodne.
Widząc to Adam, tylko się zaśmiał, po czym po kolei zaczął usuwać pojedyńcze tematy. Po pewnym czasie część jego pszczół umarła z głodu, zaś reszta owadów wydostała się z uli i pozarła jego żonę. Biedny pszczelarz nawet nie zauważył braku obecności kobiety sowjego życia. Nadal usuwał wątki, których ilość mimo to ciągle się zwiększała. Po jakimś czasie i jemu zaczął doskwierać brak pokarmu, lecz i tym się nie przejął, w efekcie czego zmarł. Mimo, że pszczelarz Adam nie żyje, tematy z pszczołoforum ciągle znikają... Mówi się, że zostało one nawiedzone przez nieszczęsnego pasjonata. Czy to prawda? Sprawdźcie sami... Jesli tylko macie odwagę...

Użytkownik majkelmonster edytował ten post 12.12.2011 - 18:14

0

#457 Użytkownik nie jest zalogowany   Dragwen 

  • Grupa Użytkownik
  • Wiek
  • Tematów 6
  • Postów 123
  • Rejestracja 25.10.11
  • PłećMężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 13.12.2011 - 16:03

Dzieci widzą więcej

Czy czasami gdy idziesz z pracy, w nocy, przez polną drogę oświetloną nikłym blaskiem księżyca nie wydaje ci się, że rosnące obok dróżki wysokie trawy przypominają ci kształt postaci diabła?
Czy gdy byłeś dzieckiem nie widziałeś w półotwartej szafie potwora „ułożonego” z wiszących ubrań?
A może obok twojego domu rośnie drzewo, które „ma” coś na kształt twarzy?
Pamiętasz jeszcze, że gdy byłeś dzieckiem każdy podejrzany kształt w twoim ciemnym pokoju - gdy układałeś się do snu - przypominał ci jakąś niestworzoną istotę?
Mama zawsze zostawiała zaświeconą lampkę obok twojego łóżka, uchylała drzwi na rozświetlony korytarz…
A teraz siedzisz przed komputerem, czytasz ten tekst i przypominasz sobie. Tak, przypominasz sobie, co mieszkało pod twoim łóżkiem, co chodziło nocą po twoim pokoju i stało nad tobą patrząc w twoją twarz, gdy smacznie spałeś.
Popatrzyłeś zapewne we wszystkie ciemne kąty, pod łóżko, na półotwartą szafę.
Widzisz ubrania? Kształt potwora?
Jako dziecko widziałeś wszędzie potwory, demony, duchy, wampiry… wszystko, co nasunęła twoja wybujała wyobraźnia . Patrzysz na kurtkę w szafie. Jest to całkiem zwyczajna kurtka, jak tysiąc innych zwyczajnych kurtek.
Prawda jest inna.
Kurtka nie jest zwyczajna.
My właśnie tak się ukrywamy…
A ona teraz też widzi, że na nią właśnie patrzysz…
0

#458 Użytkownik nie jest zalogowany   buddy213 

  • Grupa Nowicjusz
  • Wiek
  • Tematów 0
  • Postów 13
  • Rejestracja 05.10.11
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano 13.12.2011 - 19:18

Powracam uraczyć Was nową historią :). Tym razem będzie to raczej mój filozoficzny pogląd, który naprawde zaintrygował mojego przyjaciela. A został stworzony, gdy przed snem zamykając oczy widziałem twarze demonów ( co często mi się zdarza, praktycznie od lat, co noc. )



Myśleliście kiedyś o demonach, na pewno. Ich twarze, powykrzywiane, lub popękane, pocięte, zniekształcone... To wszystko jest zwykłym wyobrażeniem. Ale wyobraź sobie mnie, piszącego tą notatkę. Wyobrażasz sobie? Ciężko, prawda? Nie wiesz jak wyglądam, nie wiesz jaki mam pokój, w co jestem ubrany. A twarze demonów pojawiają się tak prosto, bez jakichkolwiek trudności. Po prostu się pokazują. Ale czemu je sobie tak wyobrażamy? Skąd wiemy że wyglądają tak, i wiemy że mamy się ich bać? Podświadomość? Ona też skądś sie bierze. Demony pojawiają się w ludzkich umysłach od setek, lub nawet tysięcy lat. I często są podobne, mimo tego, że ludzie się nie znają, nie opierają się na żadnych wyznaczonych wzorach. Po prostu je widzą. Zadziwiające, prawda? Być może kiedyś istniały na ziemi demony, te o których myślimy, wyobrażamy sobie? Być może nasz lęk jest uzasadniony? Bo jak inaczej wyjaśnić to, co stoi za Tobą i zimnym podmuchem chłodzi Twoje plecy?
2

#459 Użytkownik jest zalogowany   Shinji77 

  • Wyświetl blog
  • Grupa Użytkownik+
  • Wiek
  • Tematów 30
  • Postów 668
  • Rejestracja 23.01.07
  • PłećMężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano 15.12.2011 - 19:32

*
Wartościowy Post

"...Witajcie, po mrocznej stronie internetu, czujcie się jak u siebie w domu..."

Chip-Chan



Chip-Chan (prawdziwe imię/nazwisko nieznane) została okryta przez 4-chanową sekcję /x/ 6 sierpnia 2011 roku, w wątku poruszającym zagadnienie „podglądactwa” przy wykorzystaniu kamerek internetowych (najczęściej bez zgody osoby „zainteresowanej”). Na filmie spała tak mocno, że użytkownik, oprócz umieszczenia jej kamerki na portalu dodał jeszcze komentarz : „Jakaś laska, siedząca na krześle z podkulonymi nogami, wszędzie dookoła jej biurka i na oknach porozwieszane są znaki w języku koreańskim. Myślę... że jest martwa”.

Tym właśnie zwróciła swoją uwagę sekcji /x/. Przez następne kilka godzin, mnóstwo użytkowników komentowało każdy z niewielkich ruchów jakie wykonywała – wierząc, że to po prostu siła grawitacji oddziaływująca na martwe od dłuższego czasu ciało.

Jeden z nich zauważył : „Dwie godziny temu, ktoś obserwował ją przez całą godzinę. Od tamtego czasu nie poruszyła się ani razu”. Jednak wszystkie spekulacje zostały rozwiane, gdy obudziła się na chwilę aby podrapać się po nodze. Cała sytuacja dalej nie posunęła się ani trochę w kierunku rozwiązania : nieznana nikomu Koreańska kobieta, śpiąca w niewygodnej pozycji przez nienormalnie długi okres czasu, otoczona pustymi butelkami po wodzie a całe jej biurko oraz okna pokryte znakami napisanymi w języku Koreańskim.

Niedługo potem zaskoczyła wszystkich swoją nagłą pobudką. Szybko, schowała się za jeden ze swoich znaków i zaczęła korzystać z laptopa (co mogliśmy zobaczyć w kamerze nr. 2). Ze względu na niską jakość obrazu, po dziś dzień nie wiemy nad czym mogła wtedy pracować.

Wszyscy byli zainteresowani znaczeniem plakatów znajdujących się w jej pokoju. Jeden z użytkowników postanowił „skonsultować się” z tłumaczem Google, kilku innych poprosiło o pomoc znajomych zajmujących się językiem koreańskim. Ze względu na tragiczną jakość kamer, odczytywanie znaków było bardzo męczącym zajęciem – a Ci szczęśliwcy, którym się to udało, zgodnie twierdzili, że nie mają one najmniejszego sensu. Były, zniekształcone, mylące i nie naturalne. Niektórzy zastanawiali się czy rzeczywiście zostały one napisane w języku koreańskim, ponieważ kaligrafia i styl jednoznacznie wskazywały, że nie jest to osoba, dla której język ten jest językiem ojczystym.

Pierwszy z odcyfrowanych znaków brzmiał : „Nie możesz zmusić osoby aby była nieprzytomna tylko od 7 do 10 po południu”. Zauważono, że znaki “경정P” albo nie znaczą nic albo są pewnego rodzaju imieniem bądź nazwą własną. Ponownie z powodu na jakość obrazu, pełne tłumaczenie było praktycznie niemożliwe do wykonania. Mimo wszystko udało się przetłumaczyć kilka z nich :

-„Nie daj się oszukać/Nie daj się ogłupić”

-„Zawsze, wcześnie rano/Codziennie, samym rankiem”

-„Jeżeli ktoś przyjdzie, to sparaliżuje (w domyśle, tą osobę)”

-„Nie mogę przestać/Nikt mnie nie powstrzyma”

Jeden z użytkowników (który posiadał znajomych w Korei), zauważył, że być może przekaz ze znaków jest skierowany w stronę każdego, który się jej przygląda. Pojawiła się także druga teoria, w której miało być to rozpaczliwe błaganie o pomoc. Jego znajomi, potwierdzili wcześniejszą tezę, że pismo jest bardzo nie naturalne a gramatyka stoi na bardzo kiepskim poziomie (chociaż w ogólnym rozrachunku w językach azjatyckich jest ona stosunkowo prosta, dop. tłumacza).

Wkrótce po tym, Chip-Chan stworzyła kolejny plakat. Jednak w tym wypadku tłumaczenie było zupełnie nie możliwe. Tekst nie miał zupełnie żadnego sensu, widniały tam również znaki, które nie występują w języku koreańskim. Jednak dla niej, musiał być on bardzo ważny, ponieważ ciągle zwracała naszą uwagę w jego kierunku – całą noc spędziła na przepisywaniu i tworzeniu nowych wersji, jednak bez skutku… nic nie dało się z tego zrozumieć - wspomina jeden z internautów.

Wielu użytkowników doszło do wniosku, że jej zachowania, jak np. możliwość snu w niewygodnej (nienaturalnej) pozycji przez bardzo długi czas pasują idealnie do objawów, które możemy zaobserwować u osób chorych na schizofrenię. Teoria ta nie została jednak nigdy potwierdzona.

Niedługo potem, wyszło na jaw (w oparciu o kilka blogów, które prowadzi), że filmowała siebie od 2008 roku. Z tego co pisze, wynika, że kamery zainstalowane w jej domu nie zostały zamontowane przez nią. Jednak utrzymuje je aby śledzić, co dzieje się w czasie kiedy śpi. Wciąż nie wiadomo po co to robi.

Czytając jej blogi można dojść do tego, że cierpi na paranoję. Ponownie, nie zostało to potwierdzone przez żadnego specjalistę.

Jak dotąd, ciągle walcząc z jej łamaną angielszczyzną i karkołomnym koreańskim, udało się nam wywnioskować, że Chip-Chan w 1999 roku została porwana przez skorumpowanego oficera Policji, który w jakiś sposób zapanował nad jej świadomością. Następnie wszczepił w jej chrząstkę, znajdującą się w kostce „VeriChip”. Dzięki niemu, jest w stanie zobaczyć wszystko co robi i usłyszeć wszystko co mówi, co więcej kontroluje nim jej sen oraz powstrzymuje od ucieczki. Wszystkie dziwne objawy zaobserwowała u siebie w 2006 roku – szczególnie wymowne były chroniczne senne koszmary.

„Codziennie spałam po 20 godzin” – możemy przeczytać na jej blogu. W tym wpisie ponownie wraca do tego, że to nie ona zainstalowała kamery. Ale do tej pory utrzymywała je aby móc kontrolować to co dzieje się w czasie jej „wymuszonego” snu. Pierwotnie mieliśmy dostęp do 3 kamer, na dzień dzisiejszy działają jedynie 2 z nich.

Po tym jak znalazła się pod ciągłą obserwacją „śpi tylko od 4 do 10 godzin”, ale jej oprawca (jak go nazywa) może sprawić, że będzie spać przez cały dzień. Z jej strony możemy się także dowiedzieć, że zanim to wszystko się zaczęło, potrzebowała jedynie 4 godzin snu dziennie i potrafiła się po nich budzić bez żadnego bodźca z zewnątrz. Po wszczepieniu „VeriChip’a” twierdzi, że specjalnie skonfigurowała budzik tak, aby dzwonił co 10 minut – jednak kiedy śpi nigdy nie reaguje na dźwięk alarmu (na dzień dzisiejszy nie mamy dowodów na obecność takowego alarmu).

Chip-Chan, apeluje do wszystkich, którzy starają się usłyszeć bądź dostrzec sławny alarm, aby „nigdy go nie słuchali ani w żaden sposób na niego reagowali”. Jego działanie pozostaje tajemnicą.

Mało creepy ? Spadek formy ? Cóż... ta historia dzieje się na prawdę. Tutaj strona na, której możemy śledzić jej poczynania.

Tak jak już wcześniej wspominałem... witam, po mrocznej stronie internetu...
26

  • Grupa Użytkownik
  • Wiek
  • Tematów 1
  • Postów 48
  • Rejestracja 01.06.10
  • PłećKobieta
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano 15.12.2011 - 21:34

Opowieści przy ognisku

10 grudnia 2003

Moje ręce drżą, kiedy próbuję odpalić moją butanową zapalniczkę. Opuszki palców są już oparzone i zakrwawione, a ja krzywię się z bólu przy każdej nieudanej próbie wzniecenia iskry ognia. W końcu osiągam roztrzęsiony ogień, który niecierpliwie tańczy na górze zapalniczki. Ostrożnie obniżam go do stosu podpałki, a ogień ostrożnie skrada się i rozprzestrzenia do momentu, aż osiąga zdrową wielkość. Oglądam to przez chwilę i doglądam by nadal był wystarczająco silny. Dzięki niemu jest teraz wystarczająco dużo światła żeby zobaczyć co jest wokół mnie i jest wystarczająco ciepło by przetrwać noc.

Tutaj, w głębi lasu, gdzie wszystko jest zamrożone i ciche, jedyne światło i dźwięk pochodzi z mojego ogniska. Jest to cały mój świat w tym momencie. Tańczy i śpiewa chrapliwym, trzaskającym głosem, cieszę się jego towarzystwem. Niemal mogę sobie wyobrazić, że słyszę szept i szczęśliwe gaworzenie.

„Jest tak zimno...”

Muszę być zmęczony. Usłyszałem coś. Trzaskanie i skwierczenie ognia naprawdę zaczynają brzmieć jak słowa. Może jestem zbyt samotny. Może naprawdę chciałbym z kimś porozmawiać, więc słyszę spójność w chaosie ognia. Mógłbym przysiąc, że słyszałem:

„Jest tak zimno...”

Znowu to usłyszałem, tym razem bardziej miękko. Zbliżyłem się do blasku i poczułem jak ciepło pieści moją twarz, nastawia mnie na beztroskę. Wsłuchuję się bardziej, niecierpliwie czekając na to co usłyszę dalej.

„Jeżeli pozwolisz mi umrzeć dzisiaj, Ty też dzisiaj umrzesz.”

Nie było żadnej pomyłki. Powiedział to wyraźnie, aczkolwiek w chrapliwym, śpiewnym głosem ognia, który spożywa mokre gałęzie. Lecz nawet jak słowa stają się jaśniejsze, stają się bardziej miękkie, ciągnie mnie bliżej by usłyszeć kolejną deklarację. Odpryskujące ciepło na mojej twarzy przyciąga mnie do siebie, a mróz który osiedlił się w kościach zaczyna się roztapiać. Ogień teraz ciągle mówi, gawędząc cicho do siebie, mogę tylko odczytać kilka słów i fragmentów zdań.

„Zbliż się. Patrz uważnie. Jeżeli umrę, Ty też. Jestem jedyną rzeczą, która trzyma Cię przy życiu. Uważaj!”

Ogień kończy swoją tyradę z głośnym trzaskiem palącego się drewna i ucicha. Nachylam się jeszcze bliżej, chętny usłyszeć każdą tajemnicę, która przyjdzie następna. Ciepło nie jest już tak przyjemne. Przypalam mnie za każdym razem jak ogień radośnie liże mnie po twarzy. Ogień jest skromny, drażni mnie jego milczenie, chce sprawdzić jak długo wytrzymam. Dym dociera do moich nozdrzy, żar unosi się niedbale z serca ognia do moich oczu, które teraz walczą z popiołem. Nie obchodzi mnie to. Chcę tylko usłyszeć co dalej.

„Zbliż się. Uważaj. Przypatruj się , teraz mocniej niż wcześniej...”

17 grudnia 2003

„Z innych wiadomości, zwęglone ciało niezidentyfikowanego mężczyzny znaleziono głęboko w górskich lasach na wschód od miasta. Badacze stwierdzili, że mężczyzna musiał zapalić się podczas posiedzenia przy swoim ognisku i niespodziewanie, nie próbował nawet ugasić samego siebie. Jego spalone szczątki znaleziono w zamrożonej, przez lodowatą temperaturę, pozycji pochylającej się nad gasnącymi prochami. To co zdaje się najbardziej dziwacznym szczegółem tej makabrycznej sceny to jego „oczekujący” uśmiech na jego twarzy.
4

#461 Użytkownik nie jest zalogowany   cinderos 

  • Grupa Użytkownik
  • Wiek
  • Tematów 0
  • Postów 37
  • Rejestracja 22.05.11
  • PłećMężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano 16.12.2011 - 13:14

Meet Thorvaldr

Necronymous Forum
Prywatna Wiadomość


Temat: Dobra… wysłano: Czw Sty 08, 18:36
Od: Seraphine-Savior Do: Centurion616

Może to przypadek, ale zauważam twoje posty wspominające prawie za każdym razem o osobie „Thorvaldr’a”. Zawsze piszesz, że on coś obserwuje, albo czeka na coś, ale nikt nie inny nie wie co to do cholery jest? Jestem po prostu ciekawy… Kto to Thorvaldr!? :o


Temat: Re: Dobra… wysłano: Pią Sty 09, 02:17
Od: Centurion616 Do: Seraphine-Savior

Thorvaldr? Jestem niemalże zadowolony, że pytasz. Jest rodzajem obecności. Rodzajem egzystencji, że się tak wyrażę. Nie mogę tego wytłumaczyć tak żeby nie brzmiało to dziwnie. Swoją drogą… on Cie widzi.


Temat: Re: Dobra… wysłano: Pią Sty 08, 12:01
Od: Seraphine-Savior Do: Centurion616

Uh… możesz to wyjaśnić troszkę bardziej? Wybacz, ale nie rozumiem. To znaczy, on jest jakimś duchem, osobą, zwierzęciem czy czym? D:


Temat: Re: Dobra… wysłano: Pią Sty 09, 17:20
Od: Centurion616 Do: Seraphine-Savior

Thorvaldr jest królem wojowników. Jak na razie czeka aż księżyc wzejdzie…

Temat: Re: Dobra… wysłano: Sob Sty 10, 16:14
Od: Seraphine-Savior Do: Centurion616

9_9 Przykro mi, to tylko budzi jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi. Nie chce marnować mojego czasu na odpowiadanie, jeśli nie chcesz powiedzieć mi nic pożytecznego. Wiem, że pewnie jestem teraz trochę szorstki, ale Ty chyba nie traktujesz tego poważnie. Chcę Ci pomóc na forum, widząc jak każdy ma Cię za jakiegoś dziwaka, chciałbym się przekonać czy jest coś co by Cię usprawiedliwiało, żebyś miał łatwiej.

Temat: Re: Dobra… wysłano: Nie Sty 11, 20:43
Od: Centurion616 Do: Seraphine-Savior

Niemalże zdecydowałem aby usunąć tą wiadomość i już to robiłem, gdy ogarnęło mnie wrażenie, że Ty tak czy tak się nie poddasz, i będziesz pisać. Jeżeli jest to dla Ciebie aż tak ważne wszystko Ci wytłumaczę. Z tego co mi wiadomo Thorvaldr jest czymś w rodzaju bytu, i jak już wcześniej napisałem, on po prostu jest. Nie ma nawet ciała, ale jakoś czuje jego każdy ruch albo to że karze mi mówić o sobie innym ludziom. To jakby impuls. Jeżeli tego nie zrobię to Thorvaldr się denerwuje… Moje wizje mętnieją i wszystko staję się ciemne i rozmyte, potem nie mogę iść spać, leże i cały się trzęsę. Niemal mogę usłyszeć jego głos, ale On nie mówi do mnie nic konkretnego, tylko te sylaby i nie-słowa które rodzą się w momencie kiedy jest przekonany że zapada całkowita cisza. On tam jest, i zawsze tam jest. Nie mogę się go pozbyć. Nie chce się na to leczyć, ostatni raz kiedy byłem u psychiatry, zapisał mi jakieś tabletki po których było jeszcze gorzej. Zacząłem widzieć Thorvaldr’a w moim własnym odbiciu. Nawet myśl o tym była bardzo niejasna i trudna do ogarnięcia., byłem pewien, że to był On.
Nie mogę z tym walczyć. Nie mogę walczyć z królem wojowników, szczególnie kiedy przejmuje kontrolę nad moją jaźnią. Staram się zapamiętywać co się dzieje ale jakoś moja pamięć się nagle urywa. Może Thorvaldr to zrobił. Niejasno pamiętam jak zgubiłem się w Norwegii, ale to wszystko. Chciałbym powiedzieć więcej, ale On próbuje mnie dusić kiedy to piszę…


Temat: Re: Dobra… wysłano: Wt Sty 13, 11:00
Od: Seraphine-Savior Do: Centurion616

Wow… to naprawdę bardzo dziwne… tak czy inaczej, powodem dla którego wziąłem sobie dodatkowy dzień na odpowiedź jest to, że kiedy czytałem tamten post naprawdę nie wiedziałem co mam myśleć… To jest naprawdę dziwne, wręcz szalone. Może On się wścieka dlatego, że nie ma ciała? Lol

Temat: Re: Dobra… wysłano: Wt Sty 13, 13:10
Od: Centurion616 Do: Seraphine-Savior

Thorvaldr myśli, że to świetny pomysł. Dziękuję.

Temat: Re: Dobra… wysłano: Wt Sty 13, 19:19
Od: Seraphine-Savior Do: Centurion616

Co?

Necronymus Forum topic > Meet Thorvaldr
Przez: Centurion616
Napisano: Wt Sty 13, 19:20

Przynajmniej już nie czeka. (Przepraszam za krew)
[Załączone Video]

Temat: Re: Meet Thorvaldr
Przez: Demona
Napisano: Wt Sty 14, 19:26

To było naprawdę niepokojące. Następnym razem ostrzegaj…

Temat: Re: Meet Thorvaldr
Przez: milkofthedead
Napisano: Wt Sty 14, 19:27

^ myślę, że „Przepraszam za krew” liczy się jako ostrzeżenie. Chociaż nie mówił nic o „trupie”. Mam przynajmniej nadzieję, że nie jest prawdziwy… :o

Temat: Re: Meet Thorvaldr
Przez: Neocracy
Napisano: Wt Sty 14, 19:29

Może mi ktoś powiedzieć co to jest?! Za bardzo się boje tego oglądać, przerwałem kiedy tylko wyszedł z pokoju!

Temat: Re: Meet Thorvaldr
Przez: Demona
Napisano: Wt Sty 14, 19:36

Dobra to jest skrót najważniejszych wydarzeń dla ludzi o gorszych nerwach. A tak przynajmniej ja to widziałam. Jeżeli ktoś ma jakieś uwagi pisać, edytuje post:

0:00-1:12 – Jakiś człowiek (myślę, że to Centurion, ale nie jestem pewna) Stoi nad łóżkiem w którym widać częściowo poćwiartowane zwłoki. Zastępuje brakujące części i kończyny innymi, które wyciąga z worka.

1:13-1:40 – Wychodzi z pokoju, wraca z powrotem z zardzewiałym mieczem i hełmem, po czym „wyposaża’ w nie trupa. Potem video jakby przeskakuje parę scen.

1:40-3:40 – Teraz człowiek siedzi naprzeciwko kamery i wpatruje się w „Ciebie”. Ale we tle widać trupa, z tej perspektywy tak jakby z jakiegoś dziwnego powodu członki pasują do trupa… jeśli wiecie co mam na myśli, tak jakby były jego. I tutaj znowu taśma przeskakuje parę scen…

3:40-4:36 – To samo co poprzednio, z tą różnicą, że teraz z centuriona wypływa krew, z zamkniętych powiek i ust. Widać trochę krwi na trupie, a na końcu filmu Centurion, uśmiecha się i zaczyna machać.


Jak już powiedziałam, naprawdę niepokojące gówno. Jest jeszcze gorsze niż jest tutaj opisane.

Temat: Re: Meet Thorvaldr
Przez: Neocracy
Napisano: Wt Sty 14, 19:38

Och, tylko tyle? To musi być fake. Znaczy, jeśli krwawił z oczu to jak widział co napisać? I to z pewnością jest Centurion. Ma wytatuowaną swastykę, pamiętacie?

Temat: Re: Meet Thorvaldr
Przez: ForTheEmpire
Napisano: Wt Sty 14, 19:44

Jeżeli to jest fake, to ma naprawdę bardzo fajne efekty specjalne :D

Temat: Re: Meet Thorvaldr
Przez: Seraphine-Savior
Napisano: Wt Sty 14, 19:49

Nie, nie, to nie jest fake! I to moja wina! Widzicie, wcześniej trochę pisaliśmy na PW, i zapytałem go o Thorvaldr’a. Jeżeli bym nie zasugerował że Thorvaldr potrzebuje ciała, wtedy nic by się nie wydarzyło.

Temat: Re: Meet Thorvaldr
Przez: milkofthedead
Napisano: Wt Sty 14, 19:55

To nie twoja wina, Serpahine. Centurion zrobiłby to tak czy siak. Pamiętasz jak nie chciał przestać gadać o tym, że jakiś facet spalił kościół?

Temat: Re: Meet Thorvaldr
Przez: Winterwing
Napisano: Wt Sty 14, 19:26

4:21 – To coś mrugnęło. Przysięgam na boga i życie… to coś mrugnęło!

:?:

Użytkownik cinderos edytował ten post 16.12.2011 - 13:21

3

#462 Użytkownik nie jest zalogowany   Andżela 

  • Grupa Użytkownik
  • Wiek
  • Tematów 0
  • Postów 35
  • Rejestracja 17.10.11
  • PłećKobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 16.12.2011 - 13:41

ICarly - ''Last Show''
ICarly to co tygodniowy program bardzo popularny w internecie. Pewnego dnia wszedłem na stronę ICarly.com przeszukać po kolei odcinki, ale znalazłem odcinek, który wydawał się dla mnie dość dziwny. Odcinek miał tytuł 'Last Show'. Nacisnąłem na ikonkę i czekałem. Ten odcinek zaczął się tak samo jak zwykle. Następnie Carly idzie do studia nagraniowego. Freddie mówi jak zawsze '5, 4, 3, 2' i nagle kamera skierowuje się na sufit w którym znajduję się poszerzający się stale otwór. Carly, Sam, Freddie i Spencer próbują zamknąć otwór ale nagle coś spada na Carly w natychmiastowym tempie. Nie zdążyłem zobaczyć co to było, gdyż nie było przycisku pauzy i byłem w trybie pełnoekranowym. Ekran robi się czarny na 1 minutę i 14 sekund, następnie scena pokazuję Spencera płaczącego na kanapie w salonie. Nagle przez drzwi kuchenne do salonu wbiega Sam. Sam mówi Spencerowi, że to był wypadek i nie powinien się za to obwiniać, lecz starszy brat Carly nadal płacze. Sam śmiejąc się idzie na górę do studia. Freddie i Sam znajdują się w studiu, i sprawdzają sprzęt do kolejnego odcinka. W tym odcinku będzie występowała tylko Sam. Freddie ponownie mówi '5,4,3 ...' ale zanim powiedział '2' to samo co stało się z Carly, dzieje się z Sam, po raz kolejny zbyt szybko bym zdążył to zrozumieć. Kamera wraca na obraz jeszcze bardziej płaczącego Spencera. W krótkiej scenie ( tylko 3 sekundy ) słychać krzyk Freddiego, który wkłada sobie pistolet do ust i bardzo szybko pociąga za spust. Spencer idzie do drzwi kuchennych. Aparat wskazuje na drzwi kuchenne przez 4 minuty i 3 sekundy. Następnie odcinek kończy się a ekran robi się czarny. Następną rzeczą jaką pamiętam był mój niewyobrażalny smutek i łzy, które miałem w oczach. Tekst na ekranie komputera, gdy odcinek się skończył brzmiał tak:

In Loving Memory

Fredward 'Freddie' Anthony Benson

1994-2011

Później tego samego wieczoru dowiedziałem się, że Carly i Sam cudem przeżyły wypadek, co wywołało u mnie krzyk i łzy radości. Ale kto miał zastąpić Freddiego ?

Użytkownik Andżela edytował ten post 16.12.2011 - 13:44

2

#463 Użytkownik nie jest zalogowany   a7x666 

  • Grupa Nowicjusz
  • Wiek
  • Tematów 0
  • Postów 1
  • Rejestracja 17.12.11
  • PłećMężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 17.12.2011 - 16:46

To nie był sen...

Pewnej nocy, oglądałem sobie telewizję. Mój królik jak zawsze szalał w klatce, ale tej nocy szalał zdecydowanie dłużej i głośniej. Kiedy mój wewnętrzny głos kazał mi iść do toalety, bez wachania poszedłem. Kiedy wszedłem do tego jakże luksusowego pomieszczenia ujrzałem... Krwawy napis na lustrze. Napisane było "To Twój koniec". Kiedy podszedłem bliżej, w zlewie znalazłem martwe ciało mojego królika. Lustro oprócz tego, że było całe okrwawione, wydawało się być dość dziwne. Kiedy je dotknąłem - Zemdlałem. Obudziłem się w dziwnym pomieszczeniu, miejsce to wyglądało jak piekło. W mojej ręce znajdowała się kartka z napisem "Nawet jeśli się stąd wydostaniesz, i tak Cię dostaniemy". Na ziemi była narysowana z krwi strzałka w przód. Poszedłem więc. Dotarłem do pomieszczenia, gdzie byli torturowani ludzie. Torturował ich stwór przypominający minotaura. Na szczęście stwór ten mnie nie zauważył. Szedłem na oślep, aż dotarłem do pałacu Lucyfera. Przed pałacem stali dwaj barczyści strażnicy z mieczami. Kiedy chciałem wejść do środka, zatrzymali mnie swoimi mieczami. Kiedy przepchnąłem miecze, i próbowałem przejść dalej jeden ze strażników przejechał swoimi długimi szponami po mojej klatce piersiowej, przewrócił mnie na ziemię, i przebił swoim mieczem. (Nie)Stety nie umarłem. Mocno cierpiałem, ale szedłem dalej. Dotarłem do pomieszczenia zalanego lawą. Drzwi za mną zatrzasnęły się. Lawa leciała wprost na mnie, ale gdy ktoś donośnym głosem powiedział "Stop", lawa cofnęła się. To był sam Lucyfer! Rzucił mi klucz i powiedział "Przekręć tym kluczem w powietrzu. Daję Ci ostatnie 666 minut życia, spożytkuj je odpowiednio, bo po tym czasie przyjdziemy po Ciebie." Obudziłem się we własnym łóżku, i uznałem że to był zwykły sen. Kiedy poszedłem się myć, zobaczyłem blizny na swojej klatce piersiowej. Oni już niedługo po mnie przyjdą...

Napisana przezemnie w 100% :D

Użytkownik a7x666 edytował ten post 17.12.2011 - 16:49

-3

  • Grupa Nowicjusz
  • Wiek
  • Tematów 0
  • Postów 1
  • Rejestracja 20.12.11
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 20.12.2011 - 22:07

*
Wartościowy Post

Witam Was wszystkich.
Jest to moja .. druga pasta,choć tamta poprzednia nie była najlepsza i nie została opublikowana, to dodaję tą drugą :)
Podkreślam,że jestem nowa tutaj.Proszę o szczerą krytykę :)

"No jedz"




Kochałem ten zapach.Zapach mięsa.Wszystko zaczęło się gdy miałem 3 lata.Brałem wtedy swoje małe samochodziki,jakby resoraki z lekkiej blaszki.Biegłem do kuchni gdzie moja Babcia Elisth gotowała obiad,bo pilnowała mnie bardzo często.Gdy miała mięso,obojętnie gdzie je trzymała,brałem je i jeździłem samochodzikami po nim.Zlizywałem słony smak z kółek i oblizywałem się.Wiem,że to brzmi dziwnie.Teraz? Bardzo dziwnie.

"SŁONE JAK ŁZY.."
Pewnego dnia,pojechałem z Babcią Elisth,Ciotką Wendesse,i Jej córką - Garlenne na wieś.Ot zwykła mała wioska,podobno Garlenne wyczytała coś z ulotki o "atrakcyjnych wczasach"o nazwie w stylu 'Wiejskie Urodzaje' czy jakoś tak.Babcia się napaliła i..musieliśmy jechać..
Podczas podróży wszystko przebiegało sprawnie.Tylko kuzynka coś gadała bez sensu,że nie będzie łazienek i tak dalej,że pewnie pozajmowane ,i żeby nie było luster.Tego o lustrach zupełnie nie rozumiałem,tak jak całej tej sensacji związanej z urlopem.
Zmęczony smętną atmosferą,mimowolnie sięgnąłem do kieszeni.To co wyczułem było..było piękne.Miękkie,ślizgie i galaretkowate rozplaszczone mięso..Wyciągnąłem spoconą rękę.Wepchnąłem ją do buzi.Ahh..
- O Boże! O Boże,BABCIU!!!!!!!Zabierzcie go!!!!!!! Mamo,mamo,Boże weź go! Proszę,ja nie mogę!!!! NIE WYTRZYMAM!!!!!!!!!!!!!! - krzyk Garlenne wypełnił cały samochód.
- Co się dzieje! - Wendesse powiedziała stanowczym ale krzykliwym tonem,bałem się ich.
Spojrzała na mnie z obrzydzeniem,po czym westchnęła głęboko i trzepnęła mnie po rękach,na jej dłoni zobaczyłem lepkie ślady mojej fascynacji...Mięsa.
- Ah! - łamiącym się głosem,zakrywając oczy wykrzyczała Garlenne.Babcia siedziała bez słowa,kręcąc głową.

Dojechaliśmy.Mgła,szaro-zielona trawa i w oddali brązowe kory drzew potęgowały tajemniczy nastrój.
- Wysiadaj. - Ciotka otworzyła mi drzwi od samochodu.
Obejrzałem dokladnie ten budynek.Wiejski,duży dworek.Ale wiejski.Baardzo wiejski.
Zabita dechami szopa,niebieskie zasłony w oknach,łososiowy napis "Witamy serdecznie" przeraził mnie.Niewiem...Ku*wa niewiem dlaczego! Gdybym wtedy wiedział!

Podeszliśmy do jakiegoś okienka,w środku siedział...siedział-a kobieta,zgarbiona,ciemne oczy lecz jasna karnacja i cera,blade jak alabaster policzki,krwiste usta i te..i te rude,zasrane rude włosy,wyglądające jak wylęgające się larwy,wijące się w te i we wte.Brrr..
- Pokój drugi.Po lewej.Prosto i po lewej! Aha,i nie otwierać okien.Bo przeciąg.NASTĘPNY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Spojrzałem za siebie ale nikogo nie było,wystraszony udałem się w kierunku mojej rodziny,o mało nie wyrżnąłem się łapiąc za spódnicę Garlenne.
- Zostaw! - i znowu uśmiech na jej twarzy.Ah! Jaki piękny uśmiech..Nie tak piękny jak moje..jak moje mięso.

"CZĘSTUJ SIĘ!"

Gdy już byliśmy w pokojach,ja miałem być w jednym z Babcią,a Garlenne z Ciotką Wendesse.Wiecie,córka..matka..
Usiadłem zmęczony na tapczanie,podemną zaskrzypiały sprężyny,po czym łóżko jakby zapadło się pode mną i wybiło spowrotem,lecz tym razem było twarde jak głaz.
Zielone ściany,ale takie miętowe.Biała podłoga,gumoleum..Zabite dechami okna.Dlaczego? Nie ma światła! Ahh!!! Dlaczego!?Że też dopiero teraz musiałem je dostrzec..
Kiedy położyłem się spać,tak sam z siebie bo mi się zachciało,byłem w pokoju sam.Kiedy się obudziłem,zastałem na przeciwko mnie Garlenne.
- Śpisz? No nie śpij..
- No nie śpię.
- Ale spałeś..
- Spałem,a to różnica.
- Dobra,chodź.
Złapała mnie za rękę i ze świecą w dłoni,w długiej,kremowo-różowej koszuli nocnej prowadziła przez korytarz.Ja,wpół świadomy tego co się dzieje,co się działo i co będzie się dziać(choć wtedy wolałem nawet o tym nie myśleć) i wpół przytomny,gapiłem się zmęczonymi źrenicami w blask świecy.
- Schody! Schody,głupolu..
- Co!
- Schody...
- A! - a po chwili dodałem:
- Schody! One są przeklęte!
Wykrzywiła głowę,przymrużonymi oczyma dała mi znać że czas się obudzić i zejść na ziemię,uspokojony jej dobrotliwym gestem grzecznie zeszłem po schodach.
- Zobacz! - wykrzyknęła,a raczej zasyczała.W półmroku odbijające się echo od ścian 'zo-bacz!' przerażało mnie.Każde słowo,szept i głoska było echem.
Palcem wskazała mi lustro.Zakurzone,jakieś dziwne,duże,podłużne okrągłe.
Podała mi świecę,a ja wciąż trzęsącymi rękoma nie potrafiłem jej utrzymać.
- Parzy! Parzy mnie! - nie wiedziałem,bo ni stąd ni zowąd poprostu to powiedziałem.
- No to złap za spodek.. - ze zrezygnowaniem odpowiedziała.Lustro już nie wisiało,trzymała je w rękach,opierając o stopy w zimowych,długich po kolana kapciach z wełny.
- Widzisz ten brzeg? Ostry brzeg..
- ...brzeg lustra? - zapytałem,jakbym odwiecznie znał jej naturę mowy.Jakbym znał ją od kołyski. A nie znałem..
- Tak,dokładnie.Ostry brzeg.Potrafiący przekroić mięso...
- Mięso? - nie mogłem zrozumieć. - dotarło do mnie po paru sekundach:
- Aaaa! Mięso,mięsko,mięsunio,mięskulcio,mięsna rozkosz..
- Nie pieprz,zobarz jak kroi.
I znowu echo roznoszące się po pomieszczeniu.Z zimna aż zadygotałem.Widziałem,jak ona też drży.
Podłożyła lustro do swojej ręki,do żył.I rozcięła.Jeden "plask",dźwięk rozcinanej skóry i wypływająca krew.Brzegiem lustra wycięła z ręki serduszko,krwawiącą dłonią wepchnęła mi do roześlinionych ust i wyszeptała:
- Smacznego.
5

#465 Użytkownik nie jest zalogowany   Andżela 

  • Grupa Użytkownik
  • Wiek
  • Tematów 0
  • Postów 35
  • Rejestracja 17.10.11
  • PłećKobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 21.12.2011 - 16:30

'' Lustereczko ''

Jest wieczór. Siedzisz na komputerze i oglądasz śmieszne filmy na rozładowanie emocji. Dziś pokłóciłeś się ze swoim najlepszym kumplem. Zaczyna ci się robić nudno więc zaczynasz grać w gry. Zachciało ci się do toalety więc wstałeś i poszłeś. Nagle na ścianie przed twoimi oczami pojawiło się duże lustro, którego nigdy nie miałeś w domu. Zdziwiony zaczynasz zastanawiać się skąd one jest.
- Tego lustra nie było nigdy tutaj ...
Nagle kątem oka zauważasz w lustrze cień który był za tobą. Odwróciłeś się i nic nie zauważyłeś. Lekko wystraszony postanawiasz zdjąć lustro i wyrzucić je. Gdy już je ściągasz słyszysz w pokoju na górze jakiś śmiech. Opuszczasz lustro i od niechcenia zaczynasz biec na górę. Pokój jest ciemny, jedyne światło dobiega z otwartych drzwi. Bierzesz latarkę i zapalasz ją. Nic nie widzisz. Uradowany wzdychasz i już chcesz wyjść z pokoju gdy kątem oka zauważasz parę czerwonych oczu. Przerażony zaczynasz wycofywać się ale postać przybiera na wielkości. W krótce zauważasz ją w całej okazałości: ma bardzo długie ręce i nogi, twarz ma bladą, nie ma włosów i jest chudy. Z dużych, czerwonych oczu ciurkiem leci krew. Z wrzaskiem zaczynasz uciekać. Postać zaczyna cię gonić po całym domu. Nagle łapie cię jedną ręką i przybliża do twarzy. Z szybko bijącym sercem czekasz na śmierć. Postać oblizuję się i liże twój policzek. Z obrzydzeniem wzdychasz i próbujesz się wyrwać lecz to nic nie daje. Postać bierze najbliżej leżącą piłę i zaczyna odcinać ci nogę. Zaczynasz krzyczeć z bólu. Postać uśmiecha się chytrze i bardzo powoli odcina ci inne kończyny. Masz już zdarte gardło. Czujesz, że już nie wytrzymujesz. Po chwili się poddajesz i umierasz. Nagle budzisz się w swoim łóżku. Rozglądasz się i z ulgą, że to tylko koszmar wstajesz. Nagle zauważasz dziwne lusto wiszące na ścianie. Przełykasz ślinę. Na chwilę kątem oka zauważasz czerwone oczy czychające w pokoju.
Witaj w koszmarze
-2

Podziel się:


  • 41 strony +
  • Pierwsza
  • 29
  • 30
  • 31
  • 32
  • 33
  • Ostatnia
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 26
0 użytkowników, 26 gości, 0 anonimowych