Skocz do zawartości




Zdjęcie

Creepypasta (Urban Legends itp.)


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
1498 odpowiedzi w tym temacie

  #616 arcticmonkey1

arcticmonkey1
  • Nowicjusz
  • Postów: 1
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 09.06.2012 - 17:23

Witam! Jestem nowy na forum, co prawda jeszcze nie udało mi się przeczytać wszystkich stron tego tematu, ale postanowiłem dodać coś swojego, napisanego już wcześniej. Proszę o opinię, gdyż mam jeszcze kilka historii i jeśli ta się spodoba to dodam następne. Enjoy!

Prześladowca

Jane siedziała na ławce w parku, mimo wieczornego chłodu zwiastującego nadchodzącą zimę. Rozmyślała o różnych sprawach- o pracy, o nowej diecie cud, która podobno miała pomóc jej zrzucić zbędne kilogramy, no i wreszcie o tych dziwnych sytuacjach, które przytrafiły się jej ostatnimi czasy.
Otóż Jane od kilku dni miała nieodparte wrażenie, że ktoś ją śledzi, obserwuje każdy jej ruch. Sprawy zaczęły się nasilać, a wokół niej działo się coraz więcej i coraz trudniejszych do wytłumaczenia sytuacji- a to klucze do samochodu, które położyła minutę wcześniej na półce zniknęły, aby za chwilę znowu się pojawić, czy też rzeczy na jej firmowym biurku, które co rusz zmieniały swoje położenie. Oh tak, Jane była pewna, że to nie są wytwory jej wyobraźni, lecz smutna rzeczywistość. Ostatnio wracając z przyjęcia u znajomych, ktoś- nie widziała dokładnie- szedł za nią całą drogę podrygując w dziwny sposób, co wystraszyło ją niesamowicie. Nie mogła zgłosić sprawy na policję- wzięli by ją za kolejną przewrażliwioną histeryczkę. Tony- jej mąż próbował ją uspokoić i przekonać, że wszystko da się racjonalnie wytłumaczyć, ale ona nie słuchała, wiedziała, że czeka ją niebezpieczeństwo, niebezpieczeństwo, któro miało niedługo nastąpić…

- Jane, naprawdę nie masz się czym martwić, po co zaprzątasz sobie tym głowę? To na pewno umysł płata Ci figle, ostatnio tak się przepracowujesz… - powiedział Tony przewracając i wiercąc się na łóżku szukając odpowiedniego ułożenia.
- Nie próbuj mi wmawiać, że jestem jakąś cholerną wariatką, wiem, że to brzmi niewiarygodnie, ale jestem pewna, że dzieje się coś złego!
- Dobrze kochanie, idź spać jesteś już zmęczona, porozmawiamy o tym jutro.
Zgasił lampkę.
Łatwo Ci mówić – pomyślała – i tak dzisiaj nie zasnę…

Nazajutrz po prawie nieprzespanej nocy Jane wstała z ociąganiem, przykryła śpiącego jeszcze smacznie Tony’ego po czym poszła do toalety. To co tam ujrzała było tak szokujące jak i przerażające, na lustrze widniał napis:
„DORWĘ CIĘ SUKO!”
Wykonany jej własną szminką. Pobiegła pospiesznie do Tony’ego wygarniając mu, że nie traktuje jej poważnie i że takie żarty są po prostu ciosem poniżej pasa. Lecz on się wszystkiego wyparł, tłumacząc, że przecież rano gdy wstawała on jeszcze spał. Uwierzyła mu, ale to oznaczało, że jej prześladowca był w nocy w jej domu! Szybko pobiegła po aparat cyfrowy, aby zrobić zdjęcie i mieć dowód, gdyby z napisem się coś stało, lecz gdy dotarła do łazienki lustro było czyste jak łza.
- Nie to nie może być prawda! Przecież przed chwilą to tutaj było!- wysyczała z rozgoryczeniem.
- Kochanie uspokój się! Musiało Ci się coś przewidzieć.
- Wiem co widziałam Tony i nie próbuj mi wmówić, że było inaczej!
- Ja Ci próbuje tylko wytłumaczyć, że takie rzeczy się zdarzają z przemęczenia, znając Ciebie, nie zmrużyłaś oka dzisiaj w nocy z tych nerwów.
- Mylisz się, spałam jak zabita. – było to wierutne kłamstwo, tak naprawdę, nie spała prawie wcale tej nocy, zasnęła może na piętnaście minut, ale senne koszmary wybudziły ją z i tak niespokojnego snu.
Mimo roztrzęsienia i emocji które nią targały Jane pojechała do pracy, miała dzisiaj w firmie urwanie głowy i jak zwykle musiała zostać do późna w biurze. Swoje biurko zastała w kompletnym nieładzie, mimo, że dzień wcześniej robiła porządek. Do monitora umiejscowionego na biurku przyklejona była kartka z kolejną wiadomością, której treść brzmiała:
„STRZEŻ SIĘ!”
O nie! – pomyślała – jak tylko uwinę się z robotą idę z tym na policję! To się zaczyna robić chore! Praca szła jej powoli, nie mogła się skupić, jej głowę cały czas zaprzątały przerażające wiadomości. Z czasem jednak zapomniała o problemach i wpadła w wir pracy, a nim się obejrzała na zegarku dobiegała już dwudziesta pierwsza, a w biurze nikogo nie było. Zakończyła wszystkie zadania na dziś i ruszyła szybkim, niespokojnym krokiem do drzwi. Była już w połowie drogi, jej gabinet znajdował się na parterze, a do wyjścia dzielił ją długi, wąski korytarz i mały hol. Idąc przez korytarz usłyszała za sobą kroki, ujrzała ciemną postać zmierzającą w jej kierunku, była pewna, że to ta sama osoba, która śledziła ją po przyjęciu. Zaczęła uciekać, niestety jej kondycja nie była najlepsza, mimo to miała lekką przewagę. Wbiegła na parking i stojąc przy samochodzie nerwowo wykrzyczała:
- Kurwa! Gdzie te cholerne kluczyki?!- Szukając ich w torebce.
Oprawca zbliżał się nieubłagalnie, jednak w ostatniej chwili Jane znalazła klucze i szybkim ruchem wsiadła do samochodu zamykając się od środka. Odpaliła silnik i odjechała najszybciej jak się dało, ale mimo to zdążyła zobaczyć twarz swojego prześladowcy. Miał on śmiertelnie bladą twarz, całą pokrytą bliznami i różnego rodzaju zadrapaniami, a Jego ciemne oczy miały w sobie coś czego nie dało się opisać, coś przerażającego z czym Jane jeszcze nigdy się nie spotkała, były to oczy szaleńca...
Po przyjeździe do domu, Jane od razu wtuliła się mężowi w ramiona i z płaczem opowiedziała mu o wszystkim co się jej dzisiaj przytrafiło.
- Dosyć tego! Jedziemy na policję! On może być niebezpieczny!
- Dobrze.- odparła z wyraźną nutą zadowolenia, że mąż jej w końcu uwierzył.
- Poczekaj, tylko się ubiorę i od razu tam pojedziemy.
Tony poszedł na górę do sypialni, a Jane została na dole czekając na niego. Nagle usłyszała dziwne odgłosy dobiegające z kuchni, gdzie znajdowało się tylne wejście. Boże! On tu jest!- pomyślała, po czym pobiegła na górę do męża.
- On tu jest!- wykrzyczała tuląc się w ramiona Tony’ego.
Przez chwilę poczuła się bezpiecznie, stojąc w objęciach ukochanego, lecz ta chwila nie trwała długo, niespodziewanie poczuła na swojej skórze lekkie ukłucie przypominające zastrzyk, którego tak bała się w dzieciństwie. Obraz wirował jej przed oczami, zaczęła tracić przytomność, usłyszała tylko niewyraźne:
- Zginiesz Suko! – wypowiedziane przez jej męża…

Nie wiedziała co się z nią dzieje, obudziła się na podłodze sypialni, czując jak ból głowy nasila się. Nie mogła się ruszyć. Po chwili zobaczyła Tony’ego i tajemniczego mężczyznę pochylających się nad jej ciałem. Okazało się, jak się dowiedziała z rozmowy między nimi, że jej mąż wynajął płatnego mordercę, aby ten ją nastraszył, a na końcu zabił, aby zainkasować pieniądze z polisy. Nie mogła uwierzyć w to, że jej mąż, człowiek, którego kochała, z którym spędziła piętnaście najpiękniejszych lat swojego życia mógł zrobić coś takiego…
- Jak się czujesz "kochanie"?- odrzekł z ironicznym uśmiechem Tony.
Kochanie?! On śmie mówić do mnie kochanie?! Niech się kurwa zadławi z tej miłości! - pomyślała rozgoryczona.
Jednak nie odpowiedziała mu na pytanie, splunęła mu w twarz, co dało odwrotny skutek, opluła samą siebie.
Jakie to żałosne! Leże tutaj sparaliżowana czekając na śmierć z rąk jakiegoś psychopaty, albo jeszcze gorzej... Swojego męża!
Poczuła, że odzyskuje sprawność. Kopnęła z całej siły Tony'ego w kostkę po czym rzuciła się do ucieczki. Jednak ten "drugi", ten tajemniczy psychol, który uprzykrzał ostatnie tygodnie jej życia nie pozwolił jej na to, rzucił się na nią i wyciągnął nóż! Szarpała się z nim przez chwile, jak na horrorze klasy B, którymi zawsze gardziła. Opadła z sił. To koniec! - pomyślała. Zbliżył ostrze swojego noża do jej szyi jednak w tym samym momencie Jane uderzyła go kolanem w krocze! Gdy ten zaczął się zwijać z bólu, wygramoliła się z pod niego i biegła ile sił w nogach, jednak przeceniła swoje siły… Nogi uginały się pod nią, jakby były z waty! Wbiegła na schody, które dzisiaj wydawały się jeszcze bardziej strome niż zawsze, upadła staczając się schodek po schodku, aż na sam dół. Poczuła przeszywający ból w plecach, jednak nie miała zamiaru się poddać! Mimo straszliwego bólu, który jej doskwierał, czołgała się do drzwi, do jej ostatniej deski ratunku! Usłyszała za sobą śmiech, był to śmiech jakiego nigdy jeszcze nie słyszała! Poczuła dreszcze przechodzące po całym jej ciele. Nie mam już szans! Zginę!- rozpaczała – widząc mężczyzną zmierzającego w jej kierunku. Usiadł jej na klatce piersiowej, blokując tym samym jej ręce. Jakie to żałosne! Jakie to żałosne! - powtarzała w kółko w myślach. Wyciągnął swój nóż i powiedział:
- Przez Ciebie szmato bolą mnie jaja! Nie daruje Ci tego!
Zbliżył ostrze noża do gardła Jane.
- Nie rób tego błagam!! - krzyknęła, jednak jej zdrętwiałe usta wydały tylko stłumiony bełkot.
Władały nią różne uczucia, lecz właściwie było jej wszystko jedno... Z tyłu zobaczyła swojego męża oglądającego z zaciekawieniem obraz jej śmierci. Uświadomiła sobie, że wcale nie znała człowieka, który był miłością jej życia... Umarła, przyglądając się na szalone oczy swego prześladowcy, widząc jaką przyjemność czerpie on z zabijania…
  • 0

  #617 ServusSnajper

ServusSnajper
  • Użytkownik
  • Postów: 230
  • Tematów: 4
  • PłećKobieta
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano 09.06.2012 - 19:26

*
Popularny

Bez Wyrazu

W czerwcu roku 1972 w szpitalu Cedar Senai pojawiła się kobieta, która nie miała na sobie nic, prócz białej sukienki splamionej krwią. Nie powinno to być zbyt szokujące, przecież ludzie dość często ulegają wypadkom i udają się do szpitala, aby otrzymać pomoc lekarską. Jednak dwie rzeczy powodowały, że ludzie, którzy patrzyli na nią, nie mogli powstrzymać torsji i uciekali w przerażeniu.
Po pierwsze, kobieta nie do końca była człowiekiem. Przypominała bardziej manekina, ale jej sprawność i płynność ruchów były ludzkie. Jej twarz była tak idealna, jak te, które posiadają manekiny, pozbawiona brwi i pokryta makijażem.
Szczęki miała nienaturalnie mocno zaciśnięte na małym kotku, nie widać było bieli jej zębów, bo całe były wetknięte w małe ciałko biednego zwierzęcia. Krew cały czas tryskała na jej sukienkę i spływała na podłogę. Potem wyciągnęła go z ust, rzuciła na bok i upadła.
Od kiedy przekroczyła wejście, przez cały czas była spokojna, bez wyrazu, nieruchoma. Nawet wtedy, gdy zaprowadzono ją na salę szpitalną i przygotowywano do znieczulenia. Lekarze postanowili, że najlepiej unieruchomić ją aż do przyjazdu policji, a ona nawet nie protestowała. Nikt nie był w stanie wydobyć z niej żadnych informacji, a większość pracowników czuła zbyt duży dyskomfort patrząc na nią dłużej niż parę sekund.
Lecz w momencie, gdy personel próbował podać jej narkozę, zaczęła się bronić z niewiarygodną siłą. Dwóch lekarzy przytrzymywało ją, gdy podniosła tułów z tym samym, pustym wyrazem.
Skierowała swój beznamiętny wzrok na jednego z lekarzy i zrobiła coś nietypowego. Uśmiechnęła się.
Gdy to zrobiła, jedna z lekarek krzyknęła i wybiegła z pomieszczenia w szoku. Zęby kobiety nie były ludzkie, zamiast nich miała długie, ostre kolce. Zbyt długie, żeby całkowicie domknąć usta, bez zadawania sobie bolesnych ran.
Doktor spojrzał na nią na chwilę, zanim zapytał:, „Czym ty, do cholery, jesteś?”
Przechyliła głowę na bok, bacznie mu się przyglądając, w dalszym ciągu trwając z makabrycznym uśmiechem.
Po długiej chwili milczenia, ochrona została wezwana i już słychać było kroki dochodzące z korytarza piętro niżej.
Gdy je usłyszała, wyrwała się naprzód zatapiając zęby w gardle doktora, wypruwając tętnicę szyjną. Mężczyzna ciężko upadł na podłogę, łapczywie łapiąc powietrze i krztusząc się własną krwią.
Kobieta pochyliła się nad nim, niebezpiecznie zbliżając swoją głowę do jego, patrząc, jak z jego oczu ucieka życie. Schyliła się jeszcze bliżej i wyszeptała:
„Jestem… Bogiem…”
Oczy doktora wypełniły się zgrozą, gdy patrzył na nią, jak spokojnym krokiem odchodzi, aby powitać ochroniarzy. Ostatnim, co ujrzał w życiu była ona, żywiąca się nimi, jednym po drugim.
Lekarka, która przeżyła tę masakrę, nazwała kobietę “Bez Wyrazu”. Od tamtego czasu nikt jej już nigdy nie spotkał.

Zdjęcie wykonane w szpitalu:
Dołączona grafika

Użytkownik Namida edytował ten post 10.06.2012 - 18:38
hotlinkowanie

  • 23

  #618 sandra...

sandra...
  • Nowicjusz
  • Postów: 1
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 09.06.2012 - 21:23

Hej. Ostatnio trafiłam na bardzo dziwną historię która podobno jest prawdziwa...
Pewna rodzina składająca się z rodziców i dwóch córek postanowiła wprowadzić się do starego opuszczonego domu. Wydawało im się to idealne miejsce, bo nieopodal była bardzo dobra szkoła do której mogłyby chodzić dziewczynki. Dom potrzebował gruntownego remontu, ale rodzina miała na to pieniądze, więc postanowili kupić posiadłość. Kiedy sie wprowadzali spotkali starszego pana mieszkajacego w domu na przeciwko. Powiedział:
-Lepiej szybko się pakujcie i stąd uciekajcie! Ten dom nie jest dobrym miejscem dla takich małych dziewczynek...
Mówiąc to sąsiad dziwnie się uśmiechał do sióstr. Jednak zapytany o co dokładnie mu chodzi, powiedział że nie może o tym mówić i odszedł.
Małżonkowie niewiele sobie zrobili z gadania podstarzałego sąsiada i już niebawem przeprowadzka dobiegła końca. Dziewczynkom przypadł pokój na stychu. Na początku bały się ta same spać ale w końcu dały się namówić i spędziły tam pierwszą noc.
Kiedy rano mama zawołała je na śniadanie, zbiegły bardzo szczęśliwe i usmiechniete od ucha do ucha. Mama nie dokońca wiedziała co sie stało, ale odne powiedzialy że to wszystko przez ten pokój, bo jest najlepszy na świecie.
Z dnia na dzień siostry robiły sie coraz dziwniejsze. Raz były bardzo wesołe, innym razem wogóle się nie odzywały. Po pewnym czasie rodzice zaczę li sie ich trochę bać i chcieli je zaprowadzic do psychiatry lub do księdza. One jednak na te rozwiązania, w szczególności na to drugie reagowały złoscią, rozbijały wszystko co im wpadnie w ręce.
Wreszcie przestały wychodzić z pokoju, nie jadły nawet podstawianych im przez mamę potraw. Kiedy jednak z pokoju zaczął dochodzić dziwny smród, coś jakby zgnilizna, rodzice byli przerażeni. Przyprowadzili do domu księdza i wyważyli drzwi. To co tam zastali przeraziło ich tak, że nie mogli sie nawet ruszyć. W pokoju było pełno zwłok oraz zabitych zwierząt, a dziewczyki były całe umazane krwią.
Kiedy tylko zobaczyły dorosłych uśmiechneły sie tajemniczo i powiedziały:
-przyszliście w sam raz na kolacje
po czym wciągnęły rodziców do środka i zamknęły drzwi. Ksiądz próbował je jeszcze raz wywarzyć, ale nie dało się tego zrobic w zaden sposób.
Następnego dnia pod dom przyjechało mnóstwo radiowozów zaalarmowanej przez księdza policji. Na miejscu jednak niczego nie znaleziono. Ani ciał, ani dziewczynek... Jedynie podstarzały sąsiad stał przed domem dziwnie sie uśmiechając...


A oto zdjęcie zrobione siostrom na strychu w ich pokoju kiedy zaczęły mieć już dziwne zachowania:
http://www.bezpozy.p...autoportret.jpg
  • -3

  #619 mrolej100

mrolej100
  • Nowicjusz
  • Postów: 14
  • Tematów: 1
  • PłećMężczyzna
Reputacja Zła
Reputacja

Napisano 10.06.2012 - 21:09

*
Popularny

Bardzo ciekawe Creepypasta o pokemonach.

Uwaga na dziwne podróbki pokemonów

Jako młody chłopak bardzo lubiłem gry z serii Pokemon. Wówczas były one czymś nowym, niesamowitym, miarą klasowej zajebistości - każdy, kto przeżywał młodość w latach '90, dobrze o tym wie. Ja miałem szczęście, bo mój ojciec pracował za granicą i przywoził mi różne fajne gry, w tym oczywiście Pokemon wraz z GameBoy'em. Grałem wtedy we wszystkie dostępne wersje, a później również w Silver i Gold - te dwie ostatnie były moją wielką miłością.
A choć każdy wyrasta ze szczenięcych lat, wspomnienia pozostają. Tak to właśnie pewnego dnia zapragnąłem znów zagrać w swoje ukochane Silvery albo Goldy. Mój stary, fioletowy Game Boy wciąż jeszcze był na dnie szuflady i działał. Ale niestety, nie miałem dyskietki.
Nie mogłem jednak pogodzić się z tym, że już nigdy nie zagram w tą grę. Postanowiłem koniecznie jej poszukać, choćby za najwyższą cenę. Byłem gotów zapłacić za nią ponad 200 zł, mimo że wcale nie była tego warta. Z tym, że nigdzie nie można było jej kupić. Jeśli już udało mi się znaleźć jakiś kartridż, był uszkodzony.
Lecz pewnego dnia, gdy byłem w jednym z lombardów (lub ze sklepów "wszystko po 5 zł"), udało mi się wypatrzeć właśnie dyskietkę Silver. Była już brudna, nieco sponiewierana i zniszczona, ale mimo tego postanowiłem ją kupić. Była ostatnią nadzieją. Sprzedawca nie wiedział co to za gra, nie miał nawet pojęcia o serii Pokemon, ale oferował mi nowsze - Ruby, Sapphire, lecz ich nie chciałem. Powiedział mi wtedy, że nie wie, czy dyskietka Silver w ogóle działa, ale byłem uparty. Kupiłem ją, ku swojej uciesze, za grosze.

W domu od razu zapaliłem się do gry. Włożyłem ją do konsoli i włączyłem.
Z początku zaczęło się zwyczajnie - logo GameFreak, animacja z różnymi pokemonami - już samo to przywołało przyjemne wspomnienia tamtych szkolnych lat. Ale logo Silver wydało mi się dziwne - poruszało się jakby w zwolnionym tempie, taka też była muzyka. Co dziwniejsze, było jakby odwrócone, tzn. ziemia była nad lecącą Lugią, zamiast pod nią. Sama Lugia miała odwrócone kolory - była biała z czarnymi oczami. Napisu "Pokemon Silver" nawet nie było, jedynie samo "Pokemon", a zamiast "Silver" puste miejsce.
Pomyślałem rozgoryczony, że to jakaś shackowana gra, albo podróbka. Ale niestety, to jedyne co mi zostało. Postanowiłem więc zacisnąć zęby i po prostu w to zagrać.
W Menu była tylko opcja "New Game". Cieszyło mnie to, bo wcale nie zamierzałem grać na czyimś koncie, a zacząć wszystko od nowa. Ale gdy tylko kliknąłem ów napis, konsola jakby sama się zresetowała. Powróciłem do openingu - loga GameFreak, dziwnej Lugii i menu. Tylko że, ku mojemu zdziwieniu, w Menu była teraz trzecia opcja - Continue.
Będąc niezdrowo ciekawy, kliknąłem w to. Później tego bardzo żałowałem, bo zaważyło na zawsze o moim stosunku do tej gry.
Przeniosło mnie do gry. Ludzik nie wyglądał normalnie - zamiast być czerwony, był szary, tak jak kamienny posąg. Otoczenie było niemniej dziwne - wyglądało zupełnie jak wnętrze jaskini, to rozjaśnione, ale w środku były domy, krzaczki, jeziorko itd. Uznałem, że ta gra jest chyba do niczego, bo albo zepsuta, albo w dziwny sposób "podrasowana", ale byłem też jej ciekaw. Najpierw wszedłem w statystyki gracza, żeby je obejrzeć.
Gracz nazywał się "txenuoy", co wydało mi się bezsensownym bełkotem - pewnie kolejny z błędów. W dalszej części będę nazywał go Tex, dla ułatwienia. Jego obrazek wyróżniał się tym, że zamiast odcieni brązu i czerwieni, był koloru szarego, tak samo jak podczas rozgrywki. Wydawał się jakby zamrożony, również jakiś smutniejszy. Miał 0 Odznak, spędził na graniu 0.00 h - w tym momencie byłem już w 100% pewien, że dyskietka jest poważnie uszkodzona. To było niemożliwe, lecz ciekawość pchnęła mnie dalej, aby zobaczyć czym jeszcze zaszokuje mnie ta gra. A to, co zobaczyłem wtedy, to był mały, malusieńki procent.
Obejrzałem pokemony Tex'a, które też wydawały się bardzo dziwne - miał ich 7, co było przecież niemożliwe. Pierwszym była Chikorita, pokemon starter, na lvu 5 i z zerową ilością HP. Mimo tego nie pisało nigdzie że jest martwa, poruszała się zupełnie jak żywa. Nazywała się "evealtnac", co było kolejnym bezsensem. Pozostała szóstka pokemonów była unownami na lvlu 100, które były żywe i jako jedyne wydawały się być normalne. Zauważyłem jednak, że w chwili gdy przeglądam statystyki, żaden pokemon nie wydawał odgłosu. Każdy z nich miał też tylko jeden atak - Morning Sun - który jest typowy dla pokemonów psychicznych, a więc teoretycznie Chikorita nie powinna go mieć.
Zajrzałem jeszcze do PokeGear'a, ale tam też był spory chaos. Zamiast mapki była próżnia, pośrodku niej ikonka Tex'a, a dookoła niego - takie ikonki, które są wtedy, gdy sprawdzamy w PokeDexie gdzie ten pokemon występuje; czarne z czerwonymi oczkami. W tym momencie wydały mi się wyjątkowo upiorne. W notesie z telefonami był tylko jeden numer, nazwany "???" i nic więcej. Radio było zatrzymane na jednej stacji - była to muzyka z Burnt Tower, tej wieży co jest Ho-Oh i nie można było zmienić.
Pokedex był jako jedyny normalny. Co ciekawsze, był pełny, a przy każdym pokemonie widniała ikonka pokeballa - zupełnie tak, jakby był złapany.

No i w końcu zacząłem grać. Szedłem Tex'em w jedynym kierunku, w jakim mogłem - na dół, bo w pozostałe strony nie mógł się poruszać. Obracał się i szedł w miejscu. Ludzik wszedł w pojedyncze drzwi, które były tak po prostu, bez żadnego budynku. Wtedy trafiłem do całej ciemnej jaskini, gdzie nie było widać nic poza migoczącym wejściem.
Wtedy nagle, ni stąd, ni zowąd na dole pojawił się komunikat: "evealtnac used FLASH!". To było dziwne, bo nie przypominam sobie, żeby evealtnac (Chikorita) miała taki atak. Niemniej jednak został użyty i otoczenie rozjaśniło się.
Wyglądało to niezbyt ciekawie. Krajobraz dosłownie jak po przejściu MissingNo., czyli różne fragmenty otoczenia pozlepiane w chaotyczną całość. Raz szedłem po wodzie, drugi raz po drzewkach. Uważałem, że nic mnie już nie zdziwi. Myliłem się.
Nagle moja postać się zatrzymała. Dzwonił telefon, spod numeru "???". Zacząłem oglądać naszą rozmowę na pasku komunikatów, wyglądała bardzo dziwnie - była serią nic nie znaczących liczb i znaków, a przez cały czas jej trwania zamiast muzyki był odgłos ataku "Screech", powtarzany bardzo wiele razy. Zdołałem wyłapać z kontekstu kilka słów: "leave", "if", "you", "still", "can" (łamana angielszczyzna, ale oznacza "Uciekaj póki jeszcze możesz"). W tym momencie ta gra mnie zaczęła coraz bardziej przerażać. Co gorsza, gdy tylko rozmowa się skończyła, zaczęła się walka pokemon, mimo że nigdzie nie było żadnych przeciwników.
To, co działo się podczas niej, było naprawdę przerażające. Przede wszystkim, całe tło miało kolor krwistoczerwony, muzyka była tak bardzo zniekształcona, że zamieniła się w serię charkotów, bełkotów i upiornych jęków. Moja postać, zamiast odwrócona tyłem, była przodem do mnie; zauważyłem, że nie miała oczu. Tylko dwie wielkie, puste dziury. Miał też bardzo nieszczęśliwy, wręcz upiorny wyraz twarzy. Ta morda to był jeden z najgorszych widoków w moim życiu. Doskonałe paliwo dla koszmarów nocnych.
Mój przeciwnik wyglądał normalniej. Był cały czarny, ale rysy postaci były typowe dla różnych trenerów z gry. Nazywał się "tsrowuoy". Wystawił do walki Lugię na 100 lvlu, a ja miałem - co bardzo dziwne - tylko jednego pokemona, a przecież niedawno było ich siedem. Evealtnac była jedyna zdolna do walki - a przecież była martwa!! Ale nie mając wyboru, wystawiłem ją. Upiorna morda na szczęście zniknęła, ale chikorita była równie okropna i zdeformowana - była szkieletem. Szkieletem dokładnie tak ułożonym, by pasował do jej ciała, szkieletem, na którym były strzępki mięsa. To było okropne. W dodatku miała wszystkie 4 ataki, zamiast jednego, jak wcześniej. Były to Morning Sun i trzy identyczne, o nazwie Flash. Wroga Lugia nie atakowała, dając szanse mojej. Eve zaatakowała ją Morning Sun, po czym Lugia natychmiast straciła całe HP i umarła. Ale mój pokemon jakby tego nie zauważył, bo zaatakował jeszcze raz, niby puste miejsce. Wtedy tam pojawiła się okropna upiorna dłoń, z kości i ze strzępami mięsa. Nazywała się GHOSTHAND (Dłoń Ducha). Zaatakowała "Tackle", czym z kolei uśmierciła Eve (co było paradoksem, bo ta już przecież od dawna nie żyła!). Teraz do walki stanęła moja własna upiorna morda, z tymi pustymi oczodołami. Co gorsza, wyglądała jeszcze gorzej niż przedtem, bo miała na sobie pełno ran, a w niektórych miejscach brak skóry i same kości. Mój gracz miał same ataki "Tackle" i jeden bardzo dziwny, który był ciągiem znaków "?????". Użyłem jego. Wtedy nagle cała walka się skończyła, w ciągu sekundy, a ja wylądowałem z powrotem w ciemnej jaskini.

Tym razem nie było Flash. Znajdowałem się w strasznej ciemności, żadnego punktu odniesienia. Mogłem tylko iść przed siebie. Muzyki żadnej nie było, wokół martwa cisza. Żadnego oporu, żadnych przeszkód w mroku. Szedłem tak chyba bardzo długo, aż w pewnym momencie pojawił się komunikat: "What?", zupełnie jak przy wykluwaniu się pokemona z jajka. I faktycznie, pojawiło się jajko, które zaczęło pękać. To dziwne, bo nie przypominam sobie, żebym miał jakiekolwiek jajko wcześniej. Wykluła się z niego mała Chikorita, również na lvlu 5. W dodatku, wszystkie Unowny zniknęły, tak że miałem tylko jednego pokemona.
Uszedłem w ciemności może kilka kroków, gdy pojawił się drugi komunikat: "CHIKORITA is fainted" (Chikorita nie żyje). Cała sprawa zrobiła się naprawdę przerażająca. Nic jej przecież nie było. Wszedłem w statystyki pokemonów, i znowu szok. Chikorita, mimo że ma 0 HP, porusza się jak żywa. Teraz nosiła imię "evealtnacyllaer". Tym dziwniejsze, że nie mieściło się w liczbie liter, w której można zapisać imię pokemona.
W tym momencie gra się zawiesiła. Nie mogłem nic z nią zrobić. Ciągle miałem przed sobą napis "evealtnacyllaer" i jej statystyki.
I wtedy coś mnie tknęło. Im dłużej przypatrywałem się temu imieniu, tym bardziej pojmowałem, że te bezsensowne bełkoty mają sens. Trzeba je przeczytać od tyłu. Evealtnac = cant leave ("Nie możesz uciec"), a jej następczyni, Evealtnacyllaer = really cant leave ("Naprawdę nie możesz uciec"). Tsrowuoy to you worst ("Twój najgorszy"), a imię mojego bohatera - txenuoy oznacza you next ("Ty następny"). Teraz miałem już dość. Ta gra naprawdę stawała się coraz to bardziej upiorna i przerażająca. Ktoś, kto ją stworzył, musiał mieć naprawdę porządnie zryte w bani.
Ale ekran w końcu się odwiesił. Teraz znajdowałem się po prostu na trawce, a była noc. Moja postać, co zauważyłem, stała się biała - trupioblada. Ten przerażający ryj idealnie do niej pasował. W tle grała muzyka tak smutna, tak żałosna, tak grobowa, że wpędziła mnie w nastrój nie do opisania. Byłem przestraszony, roztrzęsiony i myślałem, że zaraz chwycę nóż i popełnię samobójstwo. Tej muzyki nie można znaleźć w żadnej z gier pokemon, bo jestem pewien, że w soundtracku żadnej z wersji go nie ma. Zapamiętałbym tak żałosny i beznadziejny ton.

Ale ten nastrój nie utrzymał się długo. Moja postać nagle spadła, a przecież stała w miejscu. Wpadła do jakiegoś pomieszczenia, domku, który wydawał się nawet całkiem przyjazny. Ucichła muzyka. Ale już sam nie wiem, co było gorsze - ta upiorna cisza, czy to grobowe brzmienie. Dopiero po chwili spostrzegłem, że na kafelki podłogi są w pewnych miejscach jaśniejsze od reszty. Układają się w napis "R.I.P".
Chodziłem po tym domku, ale nie było nigdzie wyjścia. Nigdzie. Wciskałem wszystkie klawisze po kolei, aż z nudów zajrzałem do moich pokemonów. Upiorna chikorita wciąż tam była, a wraz z nią 5 unownów. Układały się w napis "DEATH" ("Śmierć").

Gdy wyszedłem z pokemonów, nagle w podłodze pojawiły się schodki. Nie wiem dlaczego, ale zszedłem na dół. To było głupie posunięcie, ale pchany ciekawością musiałem to zrobić! Mimo śmiertelnego wręcz przerażenia.
Na dole był korytarz, krwistoczerwony. Gdy tylko tam się dostałem, pojawił się komunikat "YES/NO". Musiałem wybrać jakąś odpowiedź, a nie znałem nawet pytania, bo go zwyczajnie nie było. Kliknąłem "yes". I... nie stało się nic.
Szedłem w dół korytarza, co jakiś czas trafiając w drzwi. Za drzwiami była po prostu dalsza część korytarza, a potem kolejne. I tak dalej. Przechodziłem, przechodziłem, ale zauważyłem, że z każdym przejściem przed kolejne drzwi moja postać się zmienia. Staje się coraz bledsza, w końcu cała czarna, a potem z tej czerni wyłaniają się kawałki bieli na różnych częściach ciała. Zdałem sobie sprawę, że Tex umiera i gnije. To, co się z niego wyłania, to jego szkielet.
Gdy wszedłem w ostatnie drzwi, automatycznie przeniosło mnie do moich pokemonów. Miałem dalej chikoritę i unowny, ale coś się w nich zmieniło. Wszystkie miały ikonkę trupiej czaszki zamiast żywiołowego, ruchliwego stworka. Każdy zamiast imienia miał pojedynczą literę, które układały się w wyraz "TOO LATE" ("Za późno"). Próbowałem wyjść z tego, bo stwierdziłem, że mam już dość. Było już pewne, że nie zasnę tej nocy, ani kilku najbliższych. I właśnie wtedy pojawiło się zwieńczenie moich koszmarów - ta okropna, ohydna trupia morda! Była duża na cały ekran. Oczodoły pozostały puste, ale spływały z nich strużki krwi. Skóra na twarzy była sponiewierana i w wielu miejscach jej brakowało. Cała dolna szczęka była po prostu kością.
Tego było za wiele. Wyłączyłem konsolę. Obraz mordy znikał jakby umyślnie bardzo powoli, pozostawiając doskonały zarys w moim umyśle. Wyjąłem dyskietkę i przysiągłem sobie, że nigdy więcej nie będę grać w żadne pokemony.
Całą noc spędziłem bez zmrużenia oka. Grałem ok. 40 minut, a te 40 minut odcisnęło na mnie piętno. Wszędzie widziałem te mordy. A przecież to był tylko chory wymysł jakiegoś znudzonego idioty, który zdecydował się podrasować dyskietkę.
Na drugi dzień, niewyspany, postanowiłem pójść do lombardu z którego kupiłem dyskietkę i popytać o nią. Dopiero teraz zauważyłem też, że nalepka z Lugią jest niemal doszczętnie zdarta, a na niej jest naklejony kawałek taśmy klejącej. Było tam napisane markerem, małymi literkami: "noifyouwannalive". "No if you wanna live" - "Nie, jeśli chcesz żyć". Wcześniej nie zauważyłem tego napisu, będąc zbyt podekscytowany grą. Choć to i tak bez znaczenia, bo pewnie by mnie dodatkowo zaciekawił.

Facet w lombardzie był zdziwiony, że na drugi dzień przychodzę z tą grą. Powiedziałem mu, że jest zepsuta, a on na to, że tak przewidywał i nie przyjmie jej z powrotem. Ale nie o to mi chodziło. Chciałem się dowiedzieć, kto stworzył taki koszmar i po co. Facet odpowiedział mi jedynie, że przyszedł do niego rok wcześniej młody chłopak, który też uważał, że gra jest popsuta. Sprzedawca zapamiętał wyraz jego twarzy - smutny i przerażony. Teraz ani trochę mnie to nie dziwi. Wątpiłem też, by to jakieś dziecko stworzyło tą potworność. Ktoś po prostu puścił to w obieg, dla swych własnych, chorych celów.
Dyskietkę zabrałem z powrotem do siebie, po czym rozbiłem młotkiem na drobne części i wyrzuciłem do kosza. Nikt więcej w nią nie zagra, i bardzo dobrze. Nie istniała już w realnym świecie, ale wciąż była w mojej głowie. Pozostała tam bardzo długo; po tym feralnym dniu popadłem w depresję. Byłem w niej około półtora roku, ale wraz z pomocą psychologa udało mi się z tego wyjść. Ale nieraz miewałem myśli samobójcze. Że nigdy się tego nie pozbędę.
Nie uważam, że ta dyskietka była w jakiś sposób przeklęta czy też nawiedzona. Była zwykłą dyskietką, którą po prostu jakiś chory kretyn i pojeb skopiował i przerobił. Do dzisiaj nie wiem, kto to. Ale z pewnością to był ktoś, komu zależało na czyjejś śmierci - być może jakiejś konkretnej osoby, być może po prostu tego, komu wpadnie w ręce. Sądzę, że tą osobę zainspirowały przypadki dziwnych śmierci dzieci po graniu w pokemony red i te starsze wersje (znana jest historia dziwnych zgonów spowodowanych upiornym nastrojem Lavender Town w pierwszych wersjach gry, muzyki i grafiki). W każdym razie, nie chcę nawet myśleć o tym, ile śmierci ten skurwiel mógł spowodować. Ta dyskietka pewnie posiadała też dalszą część gry, do której jednak nie dotrwałem. Nie wątpię też w to, że to nie był jedyny egzemplarz.
Uważajcie więc na to, co kupujecie. Bo czasami ciekawość bywa niezdrowa, zwłaszcza w przypadku dziwnych i podrabianych wersji gry.
  • 6

  #620 Ras

Ras
  • Nowicjusz
  • Postów: 9
  • Tematów: 0
  • PłećKobieta
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano 11.06.2012 - 22:19

PRZECZYTAJ.

To nie jest przypadkowy post. To nie jest zbieg okoliczności. Zamieściłem to tutaj, bo wiedziałem, że będziesz to teraz czytać. Nikt oprócz Ciebie nie może tego zobaczyć.

W Twoim mieszkaniu jest potwór. Jest w nim teraz i czeka, aby Cię zabić. Zabije Cię dzisiaj. Ja mogę Cię uratować.

Idź do lustra. To tam, to ja. Wyłącz wszystkie światła z wyjątkiem tych najsłabszych. Ułóż swoje ramiona prosto i umieść je naprzeciwko mnie, bezpośrednio do szkła. Postaraj się zrelaksować i zamknij oczy, kiedy już będziesz gotowy. Policz do trzech i wtedy zacznę Cię przyciągać, aż będziesz bezpieczny. Możemy wymyśleć co robić dalej, kiedy już tam będziesz.

Powtarzam, to nie jest przypadkowy post. To jest do CIEBIE. Musisz to zrobić przed upływem kolejnej godziny albo umrzesz.

Czekam.
  • -2

  #621 wszyscyzginiemy

wszyscyzginiemy
  • Użytkownik
  • Postów: 40
  • Tematów: 1
  • PłećMężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano 11.06.2012 - 22:30

*
Popularny

Nowa pasta ode mnie - "Tulpa" z creepypasta wiki (Autor: Salnax, poprawki: StabbyStab, Bushcraft Medic, tłumaczenie: ja :mrgreen: )

Tulpa




Połowę zeszłego roku spędziłem uczestnicząc, jak mi powiedziano, w eksperymencie psychologicznym. Zauważyłem ogłoszenie w miejscowej gazecie – szukali kreatywnych ludzi, którzy potrzebowali trochę kasy. Było to jedyne ogłoszenie w tym numerze, które nie wymagało żadnych kwalifikacji, a mi bardzo potrzeba było kasy, więc zadzwoniłem i umówiliśmy się na rozmowę.

Powiedzieli, że będę musiał tylko siedzieć w jednym pomieszczeniu, bez towarzystwa, z sensorami badającymi działalność mojego mózgu. Powiedzieli, że będę widzieć „siebie dwóch”. Dodali, że to nazywa się „tulpa”
Nie brzmiało to zbyt ciężko, więc zgodziłem się, gdy tylko dowiedziałem się ile mi za to zapłacą.

Zostałem przyprowadzony do niewielkiego pokoiku z łóżkiem i małym stolikiem, na którym stało niewielkie czarne urządzenie. Do niego były podłączone sensory przyczepione do mojego ciała. Jeszcze raz powiedzieli mi o widzeniu siebie podwójnie, po czym poinstruowali mnie, że gdybym się znudził lub stał się nerwowy, zamiast wykonywać ruchy lub chodzić po pokoju, powinienem wyobrażać sobie, jak robi to „drugi ja”, lub rozmawiać z nim, i tak dalej… Chodziło o to, bym cały czas czuł, że on jest przy mnie.

Na początku nie było mi łatwo. „Drugi ja” był pod moją kontrolą bardziej niż jakikolwiek sen jaki miałem. Widziałem go przez kilka minut, a później się rozpraszałem. Mniej więcej czwartego dnia, potrafiłem utrzymywać go przy sobie przez jakieś sześć godzin. Pochwalili mnie, że świetnie mi idzie.

Drugiego tygodnia eksperymentu dostałem inny pokój. Miał on na ścianach zamontowane głośniki. Powiedzieli, że chcieli zobaczyć, czy uda mi się utrzymać tulpę pod wpływem rozpraszających bodźców. Muzyka, a raczej dźwięki płynące z głośników były niezharmonizowane i pełne dziwnych zakłóceń. Trochę utrudniały mi wywołanie tulpy, ale jakoś mi się udało. W następnym tygodniu zaczęły się robić jeszcze dziwniejsze, pełne wrzasków, sprzężeń zwrotnych, dźwięków podobnych do wybierania numeru przez modem, głosów w jakichś dziwnych językach… Wyśmiałem to – wtedy byłem dobry w tulpie.

Po jakimś miesiącu, zaczynałem się nudzić. Aby nie oszaleć, zacząłem rozmawiać z „drugim mną”, grać z nim w kamień, papier, nożyce itd… Wyobrażałem sobie też że żongluje, tańczy breakdance lub cokolwiek sobie wymyślę. Spytałem eksperymentatorów, czy fakt, że jestem debilem jakoś wpłynie na wyniki badań, ale powiedzieli żebym się nie przejmował.

Tak więc ja i „drugi ja” rozmawialiśmy, graliśmy i przez jakiś czas nawet sprawiało mi to przyjemność. Ale wtedy zrobiło się nieco dziwnie. Mówiłem mu pewnego dnia o swojej pierwszej randce, a on mnie poprawił. Powiedział, że zamiast żółtej (jak powiedziałem) koszulki, moja dziewczyna miała wtedy zieloną. Zastanowiłem się przez chwilę i okazało się, że faktycznie tak było. Trochę się przestraszyłem i powiedziałem o tym naukowcom. Odpowiedzieli mi, że z pomocą wytworu swego umysłu uzyskuję dostęp do podświadomości i właśnie podświadomie zauważyłem, że się pomyliłem.

To, co uważałem za straszne, okazało się wspaniałe! Poćwiczyłem trochę i okazało się, że mogę zadawać pytania tulpie i uzyskiwać odpowiedzi od podświadomości. Mogłem nawet cytować co do litery całe strony książek przeczytanych lata temu. Potrafiłem sobie przypomnieć rzeczy, które uczono mnie jeszcze za czasów liceum. To było naprawdę świetne.

Wtedy zacząłem używać tulpy poza ośrodkiem badań. Na początku robiłem to rzadko, lecz byłem do niego już tak przyzwyczajony, że zaczęła mnie dziwić jego nieobecność. Kiedy się nudziłem, przywoływałem „drugiego siebie”. Później robiłem to coraz częściej. Śmieszyło mnie, że mam „niewidzialnego przyjaciela”. Wyobrażałem go sobie cały czas: gdy siedziałem w barze z kumplami, odwiedzałem rodziców, raz nawet „zabrałem” go ze sobą na randkę. Rozumieliśmy się bez słów, więc mogłem z nim rozmawiać i czuć się jak najmądrzejszy człowiek na świecie.

Tak, wiem, brzmi to dość dziwnie, ale naprawdę czerpałem z tego przyjemność. Był nie tylko moją chodzącą encyklopedią z rzeczy, które zapomniałem, ale też miałem z nim bardzo dobry kontakt. O wiele lepiej niż ja rozumiał mowę ciała. Przykładowo, na tej randce, na której ze mną był, czułem że nie idzie mi zbyt dobrze, ale on wskazał mi szczegóły: dziewczyna śmiała się z moich żartów odrobinkę za bardzo, przechylała się w moją stronę, gdy coś mówiłem, itp. Słuchałem jego głosu. Powiedział mi, że jest bardzo dobrze i że widać że ona na mnie leci.

Gdy byłem w ośrodku badawczym psychologów przez bite cztery miesiące, stale on ze mną był. Naukowcy spytali mnie pewnego dnia, czy nadal go widzę. Potwierdziłem. Badacze wydawali się bardzo zadowoleni. Spytałem „drugiego siebie” czy wie, o co im chodziło, ale on tylko wzruszył ramionami

Nieco oddaliłem się od świata rzeczywistego. Miałem problem z kontaktami międzyludzkimi. Wydawali mi się tacy zagubieni i niepewni, podczas gdy tuż obok miałem coś jakby manifestację własnego ja. Nikt nie zdawał sobie sprawy z powodów swoich działań, ani czemu niektóre rzeczy ich irytują, a inne śmieszą. Nie wiedzieli, czemu zachowują się tak, a nie inaczej. Ale ja zawsze mogłem siebie o to spytać.

Pewnego wieczora zastałem przed drzwiami znajomego. Popchnął mnie nieoczekiwanie na drzwi i zaczął na mnie wrzeszczeć i krzyczeć. „Nie odpowiadałeś na moje telefony przez całe, kurwa, miesiące, pierdolony chuju! Czy cię, kurwa, pojebało!”

Chciałem go przeprosić i być może zaprosić na piwo, ale „drugi ja” wybuchnął nagłą złością. „Walnij go! Walnij!”, podpowiadał mi. Zanim się zorientowałem, walnąłem go. Słyszałem trzask łamiącego się nosa. Upadł na podłogę. Zaczęliśmy się bić.

Jeszcze nigdy nie czułem takiej wściekłości. Powaliłem go na ziemię i dwa razy potężnie kopnąłem w żebra. Wtedy on zaczął uciekać, przechylając się mocno do przodu i płacząc z bólu.

Za parę minut przyjechała policja. Powiedziałem im, że to on mnie zaatakował. Skoro go nie było, uwierzyli mi i poszli sobie. Przez cały ten czas, „drugi ja” uśmiechał się w niepokojący sposób. Całą noc rozmawialiśmy o moim zwycięstwie i o tym, jak pobiłem znajomego.

Następnego dnia zobaczyłem w lustrze podbite oko i skaleczone usta. Przypomniałem sobie o tym, co się zdarzyło. Uświadomiłem sobie, że to tulpa wpadł w gniew, a nie ja. Czułem się trochę winny i wstydziłem się swego zachowania. Tulpa przy mnie był i znał moje myśli. „Nie potrzebujesz go. Nikogo nie potrzebujesz.”, mówił mi. Dreszcze przechodziły mi po ciele.

Opowiedziałem o tym naukowcom, ale oni mnie tylko wyśmiali. „Nie możesz przecież się bać czegoś, co sam sobie wymyśliłeś”, mówili. Tulpa stał za mną i kiwał kpiąco głową, uśmiechając się złowieszczo.

Próbowałem wziąć sobie do serca ich słowa, lecz przez kolejne dni coraz bardziej bałem się swego tulpy. Wydawał się zmieniać: robił się coraz wyższy i wyglądał coraz bardziej niebezpiecznie. Mrugał oczami z wyrazem gniewu na twarzy. Przerażał mnie jego sadystyczny uśmieszek. Wtedy uznałem, że żadna praca za żadną kasę nie jest warta kompletnego oszalenia, więc jeśli będzie mi przeszkadzał, po prostu go usunę. Przyzwyczaiłem się do niego tak mocno, że jego wyobrażanie stało się odruchem. Musiałem więc bardzo się starać, aby tego nie robić. Po paru dniach ta technika zaczęła działać. Mogłem go nie widzieć przez kilka godzin, zanim do mnie powracał. Lecz za każdym powrotem był coraz gorszy. Jego skóra wydawała się świecić, jego zęby wydawały się zaostrzone jak kły zwierzęcia. Często mi groził, bełkotał przekleństwa. Muzyka, jakiej słuchałem biorąc udział w eksperymencie, wydawała się mu towarzyszyć. Zdarzało się, że byłem w domu, odpoczywałem, a tu nagle on pojawiał się z tymi okropnymi hałasami.

Wciąż chodziłem do ośrodka badawczego na te sześć godzin. Bardzo potrzebowałem tej kasy, a przecież jak mieli się dowiedzieć, że nie wyobrażam sobie tulpy? Jednak jakoś się dowiedzieli. Pewnego dnia, po jakichś pięciu i pół miesiąca od dnia, gdy poszedłem po raz pierwszy do ośrodka, dwóch potężnych facetów chwyciło mnie za bary i powstrzymało przed wyjściem. Ktoś w fartuchu zrobił mi zastrzyk.

Obudziłem się w pomieszczeniu gdzie wcześniej brałem udział w badaniach. Byłem przywiązany do łóżka. Z głośników leciały te dźwięki. „Drugi ja” stał nade mną, śmiejąc się. Nie przypominał już zbytnio postaci ludzkiej. Jego kończyny były poskręcane na dziwne sposoby, a jego oczy wyglądały jakby nie żył. Był ode mnie o wiele wyższy, lecz pochylał się nade mną. Paznokcie jego powykręcanych rąk wyglądały bardziej jak szpony. Krótko mówiąc, bałem się go jak cholera. Próbowałem go usunąć, ale nie potrafiłem się skupić. Cały czas się śmiał, przyklejając do mojej ręki wenflon. Starałem się uwolnić, ale prawie w ogóle nie mogłem się ruszyć.

„Chyba napełniają cię czymś dobrym! Jak się czujesz? Pewnie trochę ci się pierdoli we łbie?” – mówił do mnie pochylając się nade mną coraz niżej. Zacząłem się krztusić, czując jego oddech. Śmierdział zepsutym mięsem. Próbowałem się skoncentrować, ale nie potrafiłem go odpędzić.

Następne miesiące były okropne. Co jakiś czas, ktoś w kitlu przychodził i robił mi zastrzyk lub wpychał do ust tabletkę. Cały czas byłem zdezorientowany, miałem halucynacje, wizje. Cały czas „drugi ja” stał przy mnie i się ze mnie śmiał. Był częścią moich wizji, wydawało mi się nawet, że to on je tworzył. Widziałem w nich swoją matkę, jak stoi w tym pomieszczeniu i mnie opieprza, a ja podrzynam jej gardło w strumieniach krwi. Te wizje były takie prawdziwe, że mogłem nawet poczuć smak tej krwi.

Naukowcy nie rozmawiali ze mną. Błagałem, krzyczałem, miotałem przekleństwa, żądałem odpowiedzi, ale nigdy się do mnie nie odezwali. Być może rozmawiali z moim tulpą. Nie jestem tego pewien, ale pamiętam jak z nim rozmawiali, choć oczywiście mogły to być tylko halucynacje. Zacząłem utwierdzać się w przekonaniu, że to on jest tym prawdziwym mną, a ja tylko wytworem jego umysłu. Mówił mi to miliony razy, śmiejąc się ze mnie.

Za halucynacje uważam teraz to, że mógł mnie dotknąć. Więcej, mógł mnie uderzyć. Często mnie popychał i bił, gdy uznał że nie poświęcam mu wystarczająco dużo uwagi. Raz nawet złapał mnie za jądra i ściskał coraz mocniej, dopóki nie krzyknąłem, że go kocham. Kiedy indziej drapnął mnie po ręce swoimi szponami. Do dziś mam po tym bliznę – zazwyczaj staram się siebie przekonać, że po prostu się zraniłem, a jego drapnięcie to tylko halucynacje. Zazwyczaj.

Pewnego dnia opowiadał mi historię. O tym, jak zamierza zabić i wypatroszyć wszystkich, których kocham, zaczynając od mojej siostry. Nagle przerwał. Jego twarz ogarnął narzekający wyraz twarzy. Wyciągnął w moją stronę dłoń i położył ją na moim czole, tak jak robiła moja matka, gdy w dzieciństwie miałem gorączkę. Po chwili bezruchu uśmiechnął się i powiedział „Pełny kreatywności”. Potem wyszedł z pokoju.

Po jakichś trzech godzinach dostałem kolejny zastrzyk, po którym straciłem przytomność. Gdy się obudziłem, nie byłem już przywiązany do łóżka. Jakoś udało mi się dojść do drzwi. Okazały się otwarte.

Wybiegłem na korytarz i uciekałem z budynku najszybciej jak mogłem. Kilka razy się przewróciłem. W końcu dotarłem do trawnika przy budynku. Opadłem na niego i zacząłem płakać jak dziecko. Wiedziałem, że muszę uciekać, ale nie potrafiłem.

Nie pamiętam jak, ale w końcu dotarłem do domu. Zamknąłem drzwi, zastawiłem je szafą z przedpokoju, wziąłem długi prysznic i poszedłem spać. Spałem przez półtora dnia. Przez ten czas nikt nie zjawił się w domu. Przez następny dzień też nie, ani przez kolejny. To był koniec. Wiedziałem to. Spędziłem tydzień w zamkniętym pokoju, ale ten tydzień wydawał się dla mnie jak sto lat. Wcześniej wycofałem się z życia społecznego tak bardzo, że nikt nawet nie zauważył mojego zniknięcia.

Policja nie znalazła niczego. Gdy tam pojechali, budynek ośrodka badawczego był całkiem pusty. Nie zostawili żadnych śladów w dokumentach. Ich nazwiska okazały się fikcją. Nawet pieniądze, jakie dostałem, były nie do namierzenia.

Starałem się dojść do siebie. Do dziś nie wychodzę z domu. Gdy to robię, mam napady paniki. Często płaczę. Nie potrafię długo spać, mam potworne koszmary. To już koniec, mówię sobie. Przeżyłem to. Skupiam się, jak te skurwysyny mnie nauczyły, aby przekonać siebie, że tak jest. Działa. Czasem.

Nie dziś. Trzy dni temu zadzwoniła do mnie matka. Doszło do czegoś strasznego. Moja siostra padła ofiarą seryjnego mordercy. Sprawca napada na swoje ofiary, po czym morduje je i wybebesza organy.

Dziś po południu był pogrzeb. Chyba dość cudowny, jak na pogrzeb. Byłem mimo tego lekko rozproszony. Słyszałem tylko muzykę nadchodzącą gdzieś z dala. Muzykę pełną wrzasków, sprzężeń zwrotnych, dźwięków podobnych do wybierania numeru przez modem, głosów w jakichś dziwnych językach… Wciąż ją słyszę, nawet trochę głośniej.

Użytkownik wszyscyzginiemy edytował ten post 11.06.2012 - 22:32

  • 20

  #622 Ras

Ras
  • Nowicjusz
  • Postów: 9
  • Tematów: 0
  • PłećKobieta
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano 11.06.2012 - 22:57

Skupienie uwagi.

Widziałaś kiedyś jeden z tych filmów, gdzie jesteś proszony o szukanie czegoś lub skupienie uwagi na konkretnej rzeczy aż do końca wideo? Następnie na koniec ujawniają, że podczas, gdy my byliśmy skupieni na obserwowaniu jednej rzeczy, coś dużego i niepożądanego przemieszczało się przed naszymi oczyma, a my nawet tego nie zauważyliśmy. To przerażające jak często tak się dzieje... jak na przykład teraz, kiedy przeszedłem od wejścia do twojego pokoju, podczas gdy ty to czytałeś.
  • -5

  #623 Lustro

Lustro
  • Użytkownik+
  • Postów: 731
  • Tematów: 29
  • PłećMężczyzna
Reputacja Nieszczególna
Reputacja

Napisano 12.06.2012 - 00:09

Pewien woźnica z Grünerløkka poślubił kuzynkę z xxxxxx i razem przeprowadzili się na Seilduksgata, do pokoju z kuchnią w jednej z kamienic, w której budowie uczestniczył Andersen.Pierwsze dziecko małżonków nieszczęśliwie przyszło na świat
...z czarnymi kędziorami i piwnymi oczami, a ponieważ oboje byli jasnowłosi i niebieskoocy,
a mężczyzna ponadto miał naturę zazdrośnika, pewnej nocy skrępował żonę, zaniósł ją do piwnicy i zamurował w ścianie.
Jej krzyki skutecznie stłumiły grube mury, gdy stała związana, wciśnięta pomiędzy dwie warstwy cegieł.Mąż być może sądził,że kobieta udusi się z braku powietrza, ale murarze umieli zadbać o odpowiednią wentylację.
Nieszczęsna w końcu zaatakowała mur zębami.Działanie to nie było być może całkiem pozbawione sensu, gdyż Andersen wykorzystywał krew i włosie, to jednocześnie uważał, że może dzięki temu zaoszczędzić na wapnie, w wyniku tego powstał porowaty mur, który poddał się atakowi mocnych värmlandzkich zębów.
Cechująca jednak kobietę żarłoczność życia sprawiła niestety, że brała zbyt duże kęsy zaprawy i cegieł.Nie była w stanie ani ich pogryźć, ani przełknąć, ani wypluć i piasek, drobny żwir i kawałki wypalonej gliny zatkały jej w końcu tchawicę.Zsiniała na twarzy, serce zaczęło bić wolniej i przestała oddychać.
Większość ludzi powiedziała by, że umarła.

Według legendy jednak smak świńskiej krwi sprawił, że nieszczęsna kobieta wciąż uważała, że żyje.Nagle bez najmniejszego wysiłku wyzwoliła się z pęt sznura, którym była związana, przeszła przez ścianę i zaczęła straszyć.
Niektórzy ludzi z xxxxxx wciąż pamiętają ta historię z dzieciństwa o kobiecie z głową świni, która wieczorami krążyła po ulicach z nożem i obcinała głowy dzieciom zbyt puno wracającym do domu
...musiała bowiem nieustannie czuć smak krwi, by całkiem nie zniknąć.Bardzo niewielu natomiast znało nazwisko murarz, więc mistrz Andersen dalej przyrządzał swoją zaprawę o szczególnym składzie.
...w pewnym laboratorium w Mediolanie stwierdzono, że mury Jerycha wzmocniono krwią i sierścią wielbłądzią, miało upłynąć jeszcze blisko sto lat.

Większość wody nie wsiąkała jednak w ścianę, lecz spływała w dół,

...bo woda, tchórzostwo i żądza zawsze poszukują najniższego punktu.
  • 0

  #624 Wyxud

Wyxud
  • Użytkownik
  • Postów: 110
  • Tematów: 4
  • PłećMężczyzna
Reputacja Kiepska
Reputacja

Napisano 14.06.2012 - 19:19

Czarny Przyjaciel



Czarna noc za oknami całkowicie przysłoniła me spojrzenie, a jedyne co widziałem to on. Był dla mnie zupełnie jak brat którego nigdy nie miałem, a chciałbym tego bardzo, uwierzcie mi. Jedyne co w nim widziałem to ciepło i troska o mnie, ale nie rozumiem dlaczego moja mama nie potrafi go zobaczyć.

Kim jest ten ktoś, o kim cały czas mówię, i którego uważam za przyjaciela? Właściwie sam nie wiem, spotkałem go trzy dni temu w sklepie, a on poszedł za mną. Nie wiem jak ma na imię ani ile ma lat, on po prostu jest moim kumplem lub czymś w stylu anioła stróża.

Odezwał się do mnie! Zrobił to! Powiedział, że wcale nie muszę sprzątać pokoju jeśli tego nie chce.

Robi to coraz częściej! Ostatnio podpowiedział mi, że jeśli mama coraz bardziej się na mnie złości, powinienem ją nastraszyć. Zaoferował także, że on sam może to zrobić!

Kolejne kilka dni minęło spokojnie, a ja spędziłem je z moim przyjacielem. Czasami mam wrażenie, że tylko on mnie zrozumie. Potem mama zawołała mnie na kolacje. Gdy przyszedłem, zobaczyłem, że na kolację jest wątroba, szczerze mówiąc nienawidzę wątroby. Nie zjadłem jej, a mama znów jest na mnie zła, i postanowiła, że da mi karę. Nienawidzę kar! Powiedziałem mu, że może nastraszyć mamę i dać jej kare za to, że jest dla mnie nie miła.

Moja mama chyba dostała karę! Od kilku dni nie wróciła do domu, ale Romek (Tak! Powiedział mi jak ma na imię!) powiedział, że wstydzi się wrócić przez to, że mnie źle traktowała. Wierze mu na słowo!

Mama długo nie wraca. Tęsknie. Wróć mamusiu, proszę.

Dlaczego mama nie wraca!? Pytałem się wielokrotnie mojego ciemnego przyjaciela, lecz on tylko odpowiadał mi, że mama niedługo wróci.

Kocham go. Nie zostawię go nigdy, a on sam mówi mi, że póki nie ma mojej matki to on będzie się mną zajmował. Nie potrzebuje mamy, wszystko czego potrzebuje to on. Siedzący na strychu przyglądający się jakiejś dziwnej, nieruchomej kobiecie przyjaciel...

Złodziej Dusz



Ze względu na drastyczność, umieszczam tą paste w spoilerze, nie zrozumcie mnie źle...



Spoiler

Użytkownik Wyxud edytował ten post 14.06.2012 - 19:20

  • 1

  #625 Black_ket

Black_ket
  • Użytkownik
  • Postów: 67
  • Tematów: 4
  • PłećMężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano 14.06.2012 - 20:55

TWÓRCA

W 1998 roku, w pewnym amerykańskim miasteczku miało miejsce dziwne zjawisko.
Wszystko zaczęło się pewnego ranka, kiedy Charles P. znalazł w swoim łóżku nietypowy przedmiot. Pomyślał wtedy, że to ktoś z domowników zrobił mu kawał. Ale dziwaczność przedmiotu to wykluczała. Sytuacja powtarzała się dzień w dzień, w końcu zaczęło go to irytować. Nawet zamknięcie się na klucz w swoim pokoju nie rozwiązało sprawy.
Postanowił to nagrać. Skierował kamerę na swoje łóżko i położył się spać.
Następnego dnia przejrzał nagrania, ale o dziwo nic ciekawego tam nie dostrzegł. Ale nowy przedmiot jednak znajdował się w łóżku.
W końcu udał się do naukowców, by to wyjaśnili. Przebadali przedmioty, zostały wykonane z nieznanych materiałów przypominających plastyk i gumę. Były to przeróżne bryły.
Okazało się, że Charles P. posiada zdumiewający dar. Pod wpływem snu nieświadomie sam wytwarzał przedmioty. Naukowcy określają to mianem Twórczość Senna.




OPOWIEM CI BAJECZKĘ NA DOBRANOC…

Za górami,
za lasami,
za siedmioma wzniesieniami,
w mrocznej chacie pod drzewami,
dom rozbrzmiewał się dźwiękami,
słychać trzaski, kości zgrzyty,
mroczną aurą jest okryty,
dom choć straszny, tam bezpieczniej,
bo na zewnątrz duchy wieczne.
Nawet tam nie jest tak strasznie,
Niż pod Twoim dachem właśnie.

Użytkownik andkar94 edytował ten post 14.06.2012 - 20:56

  • 1

  #626 mrolej100

mrolej100
  • Nowicjusz
  • Postów: 14
  • Tematów: 1
  • PłećMężczyzna
Reputacja Zła
Reputacja

Napisano 14.06.2012 - 21:33

Kroki

Jak słyszysz kroki z innego pokoju a wiesz ze wszyscy śpią lub mieszkasz sam nigdy nie idź tego sprawdzić lub inaczej zginiesz a jak ci się uda uciec to potwór będzie cię ścigał do końca życia. Więc strzeż się bo on może być w twoim domu.
  • -14

  #627 domino23

domino23
  • Użytkownik
  • Postów: 26
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 15.06.2012 - 21:02

*
Popularny

Creepypasta pochodzi ze strony creepypasta.com i ja ją tylko przetłumaczyłem.

"ON"

11.12.2012
Muszę to tu tutaj opisać. Obudziłem się w panice wcześnie rano. Sen, to był tylko sen. Ale wydawało się tak realne. Ziemia drży, głośny huk. To wszystko jest teraz tak niewyraźne w mojej głowie. Usiadłem na łóżku. Mój budzik nie działał. Wstałem i próbowałem zapalić światła. Nic. Domyślałem się, że to awaria prądu. Wziąłem mój telefon z komody. Była godzina 3:33. Poszedłem do łazienki po szklankę wody. Moja twarz była pokryta potem, a ja nie zdawałem sobie do tej pory z tego sprawy. Napiłem się, wróciłem do łóżka i prawie natychmiast zasnąłem.
Kiedy się obudziłam na zewnątrz było już jasno. Spojrzałem na budzik. Tylko migał. Całkowicie zapomniałam, że z powodu wczorajszego braku prądu mój alarm nie zadzwoni dziś rano. Szybko wstałem i spojrzałem na mój telefon. Była 10:28. Miałem być w pracy o ósmej! Szybko chwyciłem jakieś ubrania i pobiegłem do kuchni. Otworzyłem lodówkę w poszukiwaniu jakiegoś jedzenia. Gdy wkładałem chleb do tostera moją uwagę przykuła telewizja. Wiadomości, mówili o trzęsieniu ziemi w Islandii-8,7 w skali Richtera, wyczuwane nawet tutaj, w Montrealu blisko trzeciej trzydzieści rano. Czy to mnie obudziło? Być może dlatego mój sen był tak realny. Może nie był to sen . Ale ten ryk, co to było? Toster wyrzucając moje tosty przerwał moje myśli .Chwyciłem tost jak zauważyłem migające światło na mojej automatycznej sekretarce. I spokojnie wysłuchałem mojego szefa, który mówi mi, że ostatni raz się spóźniłem, bo zostałem zwolniony. Nawet nie zareagowałem, wciąż wstrząśnięty wiadomościami i moim niepokojącym śnie. Nie byłem już głodny. Chwyciłem płaszcz i wyszedłem. To był zimny grudniowy poranek w Montrealu, a ja drżałem gdy szedłem po schodach mojego mieszkania. Panowała zima. To był bezchmurny dzień, a śnieg oślepił mnie po wyjściu. Nawet nie martwiłem się moją pracą, a raczej jej brakiem. Jedyną rzeczą w moim umyśle było trzęsienie ziemi. Domyślałem się, że to tylko zbieg okoliczności i wróciłem do mojego mieszkania. Reszta dnia minęła normalnie, po prostu siedziałem w moim pokoju, oglądając telewizje przez cały dzień.

12.12.2012
Po raz kolejny obudziłam się brutalnie w nocy. Znów miałem koszmar. Ktoś mówił w moim umyśle: "Obudził się. On zniszczy wszystko. Musisz..." Co to wszystko oznacza? Muszę co? Wmówiłem, że to wszystko tylko sen i poszedłem spać.
Mój budzik obudził mnie o siódmej tym razem. Włączyłem telewizor jadłem śniadanie. Aktualności, rozmawiali kolejny raz o sytuacji w Islandii. Mówili o grupie grotołazów, która zaginęła po wczorajszym trzęsieniu ziemi. Ekipa ratownicza została wysłana, ale tylko jeden z nich wrócił. Władze starały się od niego dowiedzieć, co się stało, ale on tylko powtarzał "On nas wszystkich zabije, nikt z nas nie przeżyje." To przypomniało mi o moim koszmarze. "On niszczy wszystko." Czy moje sny były jakoś powiązane z tym, co się dzieje w Islandii? I co tak naprawdę się tam dzieje? Następny był reportaż o "końcu świata". Już wszyscy dawno przestali dbać o przepowiednie Majów o apokalipsie 22 grudnia 2012. Tylko kilka dziwnych ludzi nadal w nią wierzyło. Ledwo go słuchając zacząłem zastanawiać się, co zrobię bez pracy. Musiałem znaleźć inną i to szybko. Telefon przestraszył mnie i prawie spadł z krzesła. Odebrałem i usłyszałem tylko szum na drugim końcu.
-Halo?
Dalej szum. Już odkładałem słuchawkę kiedy usłyszałem coś.
-On przyjdzie...
-Co? Kim jesteś?
Odpowiedział mi tylko pusty dźwięk po drugiej stronie. Druga osoba już odłożyła słuchawkę. Co to było? Cała ta historia zaczęła mnie przerażać. Moje sny, to co się dzieje się w Islandii, ten telefon, co się dzieje? Gdy to piszę nadal nie wiem co się dzieje. Pójdę spać i pomyślę o tym jutro.

14.12.2012
Znów miałem koszmar. Nie napisałem nic wczoraj wieczorem, gdyż byłem zbyt zszokowany. Jak to wyjaśnić? Islandia zatopiona. Wiem, to pewnie wydaje się szalone. Jeszcze jedno trzęsienie ziemi o sile 10,7 w skali Richtera wstrząsnęło Islandią wczoraj około południa i całkowicie zatopiło wyspę. Nikt nie rozumie, jak tak potężne trzęsienie ziemi mogło się wydarzyć. A najdziwniejszą częścią tego wszystkiego jest ostatnia wiadomość otrzymana z Islandii. Jest to mały plik dźwiękowy, w którym słychać szum oraz słowa: "On ryczy w nocy, przyjdzie do was wszystkich."
Jak już mówiłem, miałem kolejny koszmar ostatniej nocy. Znów słyszałem głosy w mej głowie: "On już zaczął, patrzcie co zrobił. Nie spocznie, dopóki On nie zniszczy wszystkiego. Musisz ostrzec wszystkich inaczej wszystko zniczy... " Ale to tylko sen. Tylko, czy aby na pewno sen ? Nie wiem już co mam myśleć. Te sny wydają się tak realne. A może po prostu myślę za dużo o tym, co się dzieje w Islandii. Trzęsienie ziemi wstrząsnęło rano także całą Australią. Zacząłem myśleć apokalipsie ogłaszanej przez Majów. Co jeśli to się dzieje teraz? Jestem paranoikiem... Muszę iść spać.

15.12.2012
Co się ze mną dzieje? Czy ja oszalałem? Obudziłem się o czwartej rano, stałam w korytarzu, a moje palce krwawiły. Zajęło mi to kilka sekund, aby uświadomić sobie, gdzie jestem. Musiałem lunatykować. Potem zobaczyłem moją ścianę. Była podrapana paznokciami, co wyjaśnia, dlaczego krwawiłem. Było na niej napisane: "On jest coraz mocniejszy. On wkrótce będzie w stanie zatopić kontynenty..." Co to oznacza? Dlaczego piszę te słowa przez sen? Nie mogłam po tym zasnąć. Po prostu leżałem w łóżku myśląc o tym wszystkim. Nagle poczułem drganie ziemi. Trzęsienie ziemi? Była już szósta rano. Wstałem i włączyłem telewizje by dowiedzieć się, co się dzieje. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Australie spotkał ten sam los co Islandie. Trzęsienie ziemi o mocy 11,2 zatopiło całą wyspę i spowodowało tsunami wystarczająco duże, aby zniszczyć Nową Zelandię i wszystkie okoliczne wyspy. Po raz kolejny jeden ostatni komunikat został odebrany z Australii kilka minut przed trzęsieniem ziemi. "Jego ryk jest straszny, nie można go zatrzymać." Co oni mówią? Ryk? Ostatnia wiadomość Islandii też mówiła o ryku. I spelunker (tłumacz: nie umiem tego przetłumaczyć) też. I to co zrobiłem przez sen kilka dni temu. Usłyszałem huk w nim! Co się dzieje? To "coś" powoduje te trzęsienia ziemi? Czy o tym mówią moje sny? Nie wiem co myśleć.

17.12.2012
Sytuacja się pogorszyła. Trzęsienia ziemi zaczęły wczoraj występować w Ameryce Południowej. Wszyscy obawiali się najgorszego i stało się. Cała Ameryka Południowa, w tym niewielka część Meksyku została zatopiona, a tsunami uderzyło w Karaiby, południowe wybrzeże Stanów Zjednoczonych-jak Floryda i Luizjana oraz małe wyspy na Pacyfiku, które nie zostały zniszczone razem z Australią. Po raz kolejny doniesienia o "rykach" przyszły od prawie każdego kraju w Ameryce Południowej, minuty przed ostatnim trzęsieniem ziemi. Każdy się teraz boi. Kościoły wzywają wszystkich do zbawienia; pogłoski o apokalipsie zaczynają być traktowane poważnie. To nie jest naturalne. Coś strasznego za tym wszystkim stoi. Ja to wiem. Coś próbuje powiedzieć mi to w moich snach. Czego oni chcą ode mnie?

19.12.2012
Wszystko jest już jasne. Majowie wiedzieli. Miałem inny sen ostatniej nocy. Wyjaśnili mi. Nie wiem, kim są "oni", ale powiedzieli mi co się dzieje. Coś robi to wszystko. On zatopił Afrykę wczoraj i zniszczył Europę i Azje dziś rano. Zawsze to samo, trzęsienia ziemi na początek, słychać wszędzie straszliwe ryki i jedno końcowe, gigantyczne trzęsienie ziemi, które niszczy wszystko. To wyraźnie staje się coraz mocniejsze. Ameryka Północna to jedyny kawałek ziemi nad poziomem morza teraz. Panuje tutaj chaos. Nic nie jest już pod kontrolą. Myślę, że jestem jedynym, który wie, co się dzieje. Dlaczego wybrano mnie? Nie wiem, ale muszę coś zrobić.

20.12.2012
Będzie to oczywiście mój ostatni wpis w tym dzienniku. Wszyscy jesteśmy straceni. Poniżej opiszę co się stało.
Ledwo spałem ostatniej nocy. I w tym krótkim okresie, miałem ostatni sen. Powiedzieli mi wszystko. To budzi się co kilka milionów lat i niszczy wszystko. Zatapia kontynenty. On naprawdę obudził się kilka tysięcy lat temu. To on stał za zniknięciem Atlantydy. Ktoś jednak znalazł sposób aby go zatrzymać. Cóż, on tylko znalazł sposób na opóźnienie go, aby zapadł z powrotem w snu na kilka tysięcy lat. Oni zamroził go w zamarzniętej Islandii. Powiedzieli o tym Majom. Dlatego zrobili kalendarz kończący się 21 grudnia. Wiedzieli, kiedy to się obudzi. Starali się nas ostrzec. Ale dostaliśmy ostatnią szansę. Ja jestem ostatnią szansą. To żyje pod ziemią. To wyjaśnia, jak pogrąża kontynenty. Wchodzi pod nie i burzy ich fundamenty. To wyjaśnia, co spelunker(tłumacz: dziennikarz?) z Islandii mówił. Prawdopodobnie spotkał go podczas próby ratowania innych. Słyszałem o bardzo dużej jaskini na północy Montrealu. Mówi się, że idzie bardzo głęboko pod ziemię. Jestem przy wejściu do tej jaskini. Wejdę do niej. Nie wiem, co zrobię i co znajdę, ale muszę spróbować czegoś. Trzęsienie ziemi rozpoczęło się dziś rano. Jesteśmy następni. Ciekawe, czy mogę to zatrzymać.
______________________________________
Psychiatra zakończył czytanie małego dziennika. Prowadził go jego ostatni pacjent. Został przewieziony do niego dwa tygodnie temu, w ostatnim tygodniu listopada. Zamknął się w swoim mieszkaniu, aż jego rodzina ostatecznie zdecydowała się zadzwonić na policję, aby wywarzyć drzwi. W jego apartamencie był bałagan, a jego znaleźli w pozycji embrionalnej w rogu salonu z dziennikiem przy sobie. Ten sam dziennik lekarz czytał. Zdiagnozowano u niego schizofrenię. Słyszał głosy w swojej głowie. Po raz kolejny dzisiaj próbował wyważyć drzwi celi i krzyczał, że miał przyjść do nich i że miał go powstrzymać. Lekarz obawiał się, że nic nie można dla niego zrobić. Dzisiaj przywiózł dziennik domu chcąc go spokojnie przeczytać, ale zasnął wcześniej. Obudził się w środku nocy z powodu strasznych koszmarów, więc postanowił przeczytać dziennik. Dziennik wywołał w nim niepokój, potwierdził jego diagnozy. Pacjent napisał o "przyszłych zdarzeń", usłyszał rzeczy, które uważał za prawdziwe, co zbliżyło go do szaleństwa. Lekarz spojrzał na budzik. Była 3:33. Przypomniał sobie, co przeczytał i zastanawiał się jaki jest dzień. Przypomniał sobie, gdy ziemia zaczęła się trząść. Był 11.grudzień 2012…

Użytkownik domino23 edytował ten post 15.06.2012 - 21:02

  • 7

  #628 mrolej100

mrolej100
  • Nowicjusz
  • Postów: 14
  • Tematów: 1
  • PłećMężczyzna
Reputacja Zła
Reputacja

Napisano 15.06.2012 - 22:20

SEN

Mieliście sny o przyszłości? Na pewno, ja tak a to jest moja historia...
Pewnego razu potrącił mnie samochód. Obudziłem się w pokoju z bólem głowy. To był tylko sen. Wyszedłem z domu, chciałem przejść przez ulicę, ale zobaczyłem jak mój przyjaciel przechodzi przez ulicę i jak samochód chciał w jego wjechać. Szybko wyskoczyłem na ulicę by go ratować. Gdy go uratowałem przypomniał mi się mój sen. Pomyślałem, że mogę przewidzieć przyszłość, wyniki lotto, śmierć, wypadek, po prostu wszystko. Codziennie miałem "wizje" ale ostatnia mnie przestraszyła. Chyba widziałem koniec świata, ale nie jestem pewny. Chodziłem po szpitalach psychiatrycznych, aż w końcu kogoś znalazłem, kogoś kto miał to samo. Gdy już się z nim spotkałem, powiedział czy nikt mnie nie śledził. Odpowiedziałem, że nie. A on mi opowiedział swoje wizje. Też miał wizje końca świata a później widział swoją śmierć. Potem spytałem się co mam zrobić. A on powiedział, żebym szukał ludzi którzy mieli to samo. Gdy szukałem ludzi, coś mnie zaatakowało. To nie był człowiek, tylko jakaś bestia. Już wiedziałem, że to mój koniec, ale uciekłem. Okazało się, że kto miał wizje już nie żyję. Zostałem tylko ja i on. Zadzwoniłem to niego i powiedziałem, że wszyscy nie żyją i że on jest następny. Szybko się spotkaliśmy, a on prawie dostał zawału. Powiedział mi, że widział chyba szatana. Teraz wiedzieliśmy, że to jest walka o śmierć wszystkich ludzi. Udaliśmy się do kościoła. Spytać się księdza o wizje i jak pokonać szatana. A on powiedział, że tylko jedna osoba pokonała szatana i wizje są znakami które mogą uratować komuś życie.



Na razie nie chce mi się pisać dalej dokończę później, więc jeszcze nie oceniać.
  • -7

  #629 FallenAngel

FallenAngel
  • Nowicjusz
  • Postów: 7
  • Tematów: 0
  • PłećKobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 16.06.2012 - 11:07

Historia, którą opiszę,może nie być tak doskonała, ale postanowiłam tu ją umieścić.

Wizje
Ostatnio nie mogłam spać. Leżąc w łóżku po północy zastanawiałam się nad sensem mojego życia. Normalnie zasnęłabym po pół godzinie, ale od tygodnia było zupełnie inaczej. Nie mogłam zasnąć. Leżałam i myślałam. Myślałam nie tylko o tym co mam, czego nie mam, czego mi brakuje.. Myślałam o kimś, na kim mi zależy. Nigdy jednak nie śniłam o tej osobie. Abby - tak miała na imię - to moja przyjaciółka. W każdym razie.. wizje miewam od zawsze, lecz zwykle dotyczą one błahostek. Czegoś na co dzień niezauważalnego. Niestety od tygodnia zaczęło się coś dziać. Gdy leżałam w łóżku do trzeciej nad ranem i nie czułam zmęczenia, zaczęłam łykać tabletki nasenne. Nie brałam ich zbyt dużo.. Normalna dawka - dwie tabletki. Zasypiałam po tym jak w dzieciństwie. Mój sen nie trwał jednak długo. Budziłam się, jakby z koszmaru. Cała zalana potem. Miałam wysokie ciśnienie i lekko przyspieszone tętno. Tak było przez tydzień.. tylko przez tydzień.. a może aż tydzień? Dziś rano (3-4 a.m.) śniła mi się Abby. Tleniona blondynka, 1,55m wzrostu, szczupła. W moim śnie, a raczej koszmarze, facet w masce ją torturował. Przywiązał do łóżka, rozebrał ją i zadawał ciosy ostrym narzędziem, chyba nożem. Abby próbowała się bronić, lecz drobna kobietka jej wzrostu nie powstrzyma napakowanego mężczyzny z 2m wzrostu. Mężczyzna ciągle zadawał jej ciosy. Nagle się obudziłam. Tak jak wcześniej mówiłam, zalana potem. Chwilę potem zadzwoniła do mnie matka dziewczyny z tragiczną wiadomością.. "Abby się wykrwawia, pomóż.." .. Przybiegłam do niej najszybciej jak mogłam. Na miejscu była matka dziewczyny i jej umięśniony chłopak. Zadzwoniłam na pogotowie. Gdy zabierali Abby do szpitala, jej matka postanowiła z nią jechać. Zostałam sama z egocentrykiem, który nawet nie próbował pomóc. Popatrzyłam w jego oczy - to facet z mojego snu.. Zorientowałam się, że to on okaleczył moją Abby.. Podeszłam do niego i wykrzyczałam "MORDERCA!" . Próbowałam go uderzyć. Tej jednak zadał mi cios nożem w rękę. Zaczęłam krwawić. próbowałam zatamować krew, jednak nie przestawała się sączyć. Byłam na niego okropnie wkurzona. Wiedziałam, że nie mogę go pokonać, był silniejszy.. Wymknęłam się na piętro. Stałam przy schodach. Podszedł do mnie i chciał zadać kolejny cios. Zaczęłam się modlić. Upuścił nóż. Wtedy zepchnęłam go ze schodów. Przyjechała policja. Zeznałam, że była to samoobrona. Nic mi nie grozi. Abby zaczyna odzyskiwać przytomność..
Ale ja czuję się senna.

Użytkownik FallenAngel edytował ten post 16.06.2012 - 11:08

  • -5

  #630 zero_kontroli

zero_kontroli
  • Nowicjusz
  • Postów: 7
  • Tematów: 0
  • PłećKobieta
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano 16.06.2012 - 12:17

Kolejna pasta napisana przeze mnie. Jak zwykle pisana "na szybko". Starałam się nie robić błędów, ale jeśli jakieś są to z góry przepraszam :> Mam nadzieję, że nie było... Ja nie kojażę, żebym cośtakiego tu czytała :mrgreen:

-Chodź już. No szybciej! - w wielkim ogrodzie przed domem dało się słyszeć odgłosy zabaw dzieci.
-Nora! Złap mnie jeśli potrafisz! hahahah - Logan krzyknął do siostry i swoim zwyczajem pokazał jej język śmiejąc się przy tym serdecznie. Pomimo, że był od niej starszy całe 6 lat dogadywał się z siostrą doskonale i uwielbiał się z nią bawić.
-Zaraz zobaczysz! - nie więcej niż 7 letnia dziewczynka w błękitnej sukience pobiegła w stronę drzewa, za którym próbował ukryć się jej brat. Gdy dobiegła już go tam nie było, ale chwilę później złapał ją od tyłu i podniósł do góry po czym śmiejąc się głośno oboje upadli na ziemię.
-I co mała... Zmęczona?
-Nie. - dziewczynka chciała jak najdłużej cieszyć się tym dniem-pierwszym tego lata, które zapowiadało się wspaniale.
-Więc... Goń mnie. - Logan poderwał się i pędem ruszył przed siebie.
-DZIECI OBIAD!!! - rozległ się nagle głos mamy i dzieciaki szybko pobiegły do domu. - Umyjcie ręce i szybko do stołu. - jak zwykle ciepło powiedziała kobieta.
Po obiedzie Logan i Nora razem z mamą udali się nad jezioro, gdzie spędzili czas aż do wieczora śmiejąc się i ciesząc wspaniałą pogodą.
-Dobranoc mamusiu. - powiedziała Nora i mocno uścisnęła matkę
-Dobranoc skarbie. Słodkich snów.- odpowiedziała, po czym pocałowała ją w czoło...
***
-Biedne dziecko. Długo to trwa? - zapytała z przejęciem na oko 28-letnia kobieta stojąca obok pani Isabelli-jednej z opiekunek sierocińca.
-Właściwie odkąd tu trafiła... To okropne. Miała wtedy 7 lat... I widziała, jak ON ich morduje... I cały czas siedzi wpatrując się w to zdjęcie... - podeszła do Nory. - Chodź kochanie. Jest tu ktoś, kto chciałby cię poznać. - pomogła wstać 8-letniej dziewczynce, po czym wyjęła z jej rąk fotografię, na której było widać Norę, jakiegoś chłopca i kobietę (prawdopodobnie ich matkę). Na odworcie widniał napis : Logan, Nora i Maria Jonson, 21.06.2000r.
  • 2




Użytkownicy przeglądający ten temat: 7

0 użytkowników, 6 gości oraz 0 użytkowników anonimowych


    Bing (1)
stat4u