Skocz do zawartości




Zdjęcie

Świętej pamięci Inkwizycja


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
5 odpowiedzi w tym temacie

  #1 CacyWitkacy

CacyWitkacy

    Z nosem w ksiażkach

  • Moderator
  • Postów: 862
  • Tematów: 74
  • PłećMężczyzna
  • Artykułów: 10
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano 07.03.2010 - 19:10





  #2 mariuszm

mariuszm
  • Użytkownik+
  • Postów: 566
  • Tematów: 28
  • PłećMężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano 08.03.2010 - 09:29

Mity w świetle faktów
Współczesny człowiek wiele wie o Inkwizycji. Już samo słowo kojarzy mu się z mentalnością inkwizytora, łamaniem sumień, sądem bez prawa do obrony, torturami, a przede wszystkim z płonącymi stosami. Problem w tym, że źródłem tej wiedzy nie są fakty, lecz popularne mity płodzone w niedouczonych lub żądnych sensacji umysłach twórców, dziennikarzy czy polityków. I co gorsza, niewielu ludzi zadaje sobie trud, by poznać prawdę i posłuchać głosu historyków. Jak zatem w świetle faktów wyglądają najbardziej rozpowszechnione mity o Świętej Inkwizycji?


„Wszechwładna policja sumień"
Zadanie obrony przed herezjami, czyli strzeżenia czystości wiary stało przed społecznością chrześcijańską już od czasów apostolskich. Realizowano je różnymi metodami. Odkąd jednak chrześcijaństwo uznano za podstawę organizacji życia państwowego, herezja stawała się wykroczeniem przeciwko porządkowi świeckiemu. Szczególne zagrożenie ze strony ruchów heretyckich zaistniało w wieku XII. Potrzebne było również okiełznanie zapędów władców świeckich, którzy nader chętnie zabierali się za wykorzenianie herezji, ale nie zawsze czynili to uczciwie. I właśnie w takich okolicznościach zrodził się pomysł powołaniado życia Inkwizycji.
Nie jest prawdą, że Inkwizycja istniała po to, by szpiegować, torturować i palić ludzi na stosie, zatruwając im na wszelkie sposoby życie. Gdyby tak było, nie cieszyłaby się tak szerokim poparciem społecznym, i to w państwach katolickich, gdzie działała.
„Oskarżyciel, sędza i kat w jednym"
Na tle sądownictwa epoki, procedura inkwizycyjna wyróżniała się obiektywnością i doskonałą organizacją. Była nowoczesna, rzetelna, niespieszna, drobiazgowa i - co stanowiło ewenement - opatrzona dodatkowymi zabezpieczeniami korzystnymi dla oskarżonych. Dlatego dawała gwarancję uczciwego procesu, o ile tylko przestrzegano zasad. W najsłynniejszym procesie, jaki Inkwizycja hiszpańska wytoczyła na przestrzeni wieków - a chodziło o samego prymasa Hiszpanii, Bartolomea Carranzę - oskarżony skutecznie udowodnił, iż ówczesny Wielki Inkwizytor Valdes jest jego śmiertelnym wrogiem i uzyskał przeniesienie sprawy do Rzymu. Znany jest też przypadek pewnego kapłana szczególnie zatwardziałego w głoszeniu jakiegoś nieortodoksyjnego poglądu. Inkwizytorzy przez całe lata przysyłali do niego teologów na dysputy, a gdy się okazało, że nie ma już wyjścia i trzeba przekazać go władzy świeckiej, dopatrzyli się wśród jego przodków dalekiego krewnego cierpiącego na pomieszanie zmysłów. Na tej podstawie uznano go za wariata i odesłano do domu.
Surowo karano świadków składających fałszywe zeznania. Sędziowie, którzy sprzeniewierzyli się zasadom procesu, byli odwoływani, ponieważ Kościół traktował ich jako zagrożenie dla własnego autorytetu. Istniała zarówno konieczność udowodnienia winy, jak i nigdzie indziej podówczas nie spotykane prawo do odmowy zeznań. Samo przyznanie się nie wystarczało do skazania.


„Tortury"
Osławione tortury były domeną władz świeckich. Inkwizycja zabraniała torturować dzieci, starców czy kobiet w ciąży. Do przemocy uciekano się wyłącznie wtedy, gdy wina została udowodniona, a oskarżony nie chciał się do niej przyznać, nigdy zaś podczas wstępnej rozprawy. Zeznania złożone
podczas tortur musiały być dobrowolnie powtórzone po upływie co najmniej 24 godzin.


„Wyrok może być tylko jeden"

Mitem jest przesąd, jakoby Inkwizycja skazała na stos większość swoich podsądnych. Stosowane przez Inkwizycję kary były bardzo zróżnicowane: od ofiary na Mszę Świętą, poprzez noszenie specjalnego okrycia pokutnego (sambenito), banicję, konfiskatę majątku, cenzurę, wreszcie wieczne więzienie, którym bywał... dom skazanego, z którego nie wolno było mu wychodzić, lub też więzienie w siedzibie trybunału (gdzie „pracowano" nad jego nawróceniem), aż po wyrok śmierci.
Kara główna nie była w ówczesnym świecie niczym nadzwyczajnym, jednak znów najważniejsze są cyfry. Liczba ofiar Inkwizycji stanowi, przyjmując średnią z obliczeń historyków, najwyżej 1,5-procentowy margines wszystkich stających przed jej obliczem na przestrzeni wieków, a w porównaniu z takimi zjawiskami jak słynne „palenie czarownic", charakterystyczne dla krajów protestanckich, o „wydajności" tzw. rewolucji francuskiej i jej następczyń nie wspominając, liczba skazanych na śmierć, na których wyrok wykonano, jest znikoma. W przypadku Inkwizycji hiszpańskiej liczbę straconych na przestrzeni kilku wieków oszacowano ostatnio na dwa tysiące.
Biała legenda?
Istnienie i działalność Inkwizycji były głęboko zakorzenione w strukturze i potrzebach ówczesnego społeczeństwa. To jest przede wszystkim roztropność i nieuciekanie od odpowiedzialności za innych. W średniowieczu pasterze Kościoła nie uciekali od tej odpowiedzialności. Byli świadomi ciążącego na ich barkach obowiązku umacniania braci w wierze i strzeżenia ich największego skarbu - nieśmiertelnych dusz - przed błędami herezji (błędami mającymi także swoje społeczne KonseKwencje™ pisze Grzegorz Kucharczyk.
Listę mitów, półprawd i kłamstw na temat Inkwizycji można rozszerzyć o liczby, fakty czy osoby, jak choćby w przypadku pierwszego Wielkiego Inkwizytora Hiszpanii, Tomasza Torquemady i jego następców. Zdarzali się inkwizytorzy ucieleśniający popularny wizerunek filmowy, ale większość to prawdziwa elita intelektualna swoich czasów. W gronie tym znaleźli się też ci, których Kościół uznał za ludzi świętych i błogosławionych, na czele ze św. Piusem V i św. Piotrem z Werony.
Na tle swoich czasów Inkwizycja broni się sama i broni jej historia. Tyle tylko, że jej dzisiejsi oskarżyciele prawa do obrony w ogóle nie uznają.

autor: Piotr Toboła-Pertkiewicz
  • 1

  #3 mariuszm

mariuszm
  • Użytkownik+
  • Postów: 566
  • Tematów: 28
  • PłećMężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano 08.03.2010 - 11:44

Jak powstała czarna legenda

Narodziny czarnej legendy Inkwizycji nie mają właściwie żadnego związku z trybunałami funkcjonującymi w Europie w średniowieczu, a tylko pośrednio wiążą się z działalnością Inkwizycji hiszpańskiej w XVI w. Czarna legenda to efekt wielolet¬niej propagandy protestanckiej i kontynuacji jej zabiegów przez ideologów, historyków i twórców Oświecenia. Cel tych wysiłków był jeden - dyskredytacja Kościoła katolickiego.

XVI wiek, zwany przez historyków „stuleciem Hiszpanii" to okres dominacji politycznej i militarnej w Europie tego państwa dopiero co powstałego z połączenia Kastylii i Aragonii w jeden organizm pod berłem Habsburga - Karola I, który jako cesarz Karol V był władcą nie tylko Rzeszy Niemieckiej, ale również swych dziedzicznych ziem austriackich, burgundzkich i Niderlandów. To czas dominacji Hiszpanii w Italii, panowania jej floty na morzach i oceanach oraz budowy przez kastylijskich konkwistadorów wielkiego imperium w ziemiach Nowego Świata. To wreszcie związany z wyzwolonymi w ten sposób pokładami ludzkiej energii i napływającymi zza mórz bogactwami niesłychany rozwój ekonomiczny i kulturalny. Z pewnością nie ma przesady w stwierdzeniu, że Hiszpania stała się punktem odniesienia dla całego ówczesnego świata.

Leyenda negra

Tymczasem świat ten był widownią pierwszej - w pewnym stopniu - totalnej wojny europejskiej, zapoczątkowanej rozłamem religijnym, który - powstrzymany przez Święte Oficjum w średniowieczu - stał się faktem z początkiem XVI wieku. I to właśnie rządzona przez Habsburgów Hiszpania na Zachodzie, podobnie jak ich austriackie i niemieckie posiadłości w centrum Europy, stała się skałą, o którą rozbiła się fala protestanckiej rewolucji, w czym najważniejszą chyba rolę odegrała właśnie Inkwizycja, dokładająca wszelkich starań w celu zachowania jedności religijnej kraju. Wielu z heretyków poddanych przez nią represjom musiało opuścić Królestwo Hiszpanii, udając się do krajów północnej Europy, w których właśnie dokonywała się (lub już dokonała) tzw. reformacja - Niemiec, Szwajcarii, Anglii, wreszcie krajów skandynawskich i tej części Niderlandów, które w postaci Zjednoczonych Prowincji zrzuciły z siebie hiszpańską dominację. To właśnie oni stawali się pierwszymi propagatorami swoistego mitu Hiszpanii jako kraju, w którym w szczególny sposób prześladuje się innowierców. Fama przez nich rozpowszechniana została natychmiast podchwycona przez propagandę państw protestanckich, stając się dla nich wygodnym orężem walki psychologicznej z dominacją hiszpańsko-habsburską.
Tymczasem konflikt religijny w Europie zaostrzał się, a klęska wyprawy Wielkiej Armady sprawiła, że to Anglia stała się głównym ośrodkiem obozu protestanckiego. Dla mobilizacji społeczeństwa i jego skupienia wokół sprawy walki z głównym wrogiem konieczne było wykreowanie poczucia zagrożenia połączonego z antykatolicką histerią. Nic nie sprawdzało się lepiej, niż propaganda prezentująca Hiszpanię jako kraj barbarzyński i zacofany, stanowiący zagrożenie dla wolności i „nitującego pokój" świata, w którym centralną rolę odgrywała instytucja tak straszna, jak Święta Inkwizycja. Takie były początki zjawiska, które nazwał później „czarną legendą" Juliśn Juderias w swojej pracy Czarna legenda i prawda historyczna (1914).


Licytacja na „męczenników"

Wynalazkiem, który umiejętnie wykorzystany w celach propagandowych oddał nieocenione usługi sprawie protestanckiej, był druk. Chociaż obydwie strony konfliktu publikowały swoiste „katalogi męczenników" i choć w krajach, w których rządy objęli zwolennicy Lutra czy Kalwina natychmiast przystąpiono do krwawej rozprawy z katolikami, to jednak spisy publikowane przez protestantów miały swoistą „przewagę", zaliczając do grona męczenników chrześcijaństwa zarówno ofiary prześladowań czasów rzymskich, jak i rozmaitych heretyków średniowiecznych, z katarami i husytami na czele, a wreszcie protestantów zgładzonych w XVI wieku, przy czym opisy ich śmierci zwykle ubarwiano, a ich liczbę zawyżano. Do wydanych w 1554 r. Historii męczenników Jeana Crespin, dołączyły wkrótce książki Ludviga Rabusa czy Matthiasa Flacciusa lllyricusa. Największą popularność zyskała jednak opublikowana po raz pierwszy w 1559 roku pod tytułem Acta et monumenta, a następnie powielana w niezliczonych wydaniach Księga męczenników Johna Foxa. Autor, wychodząc od męczeństwa św. Szczepana, prezentuje prześladowania chrześcijaństwa od czasów Nerona aż do Dioklecjana, a następnie masakry chrześcijan dokonane przez Persów, Gotów, Wandalów, by następnie płynnie przejść do waldensów, albigensów i długiego katalogu ofiar Inkwizycji w rozmaitych krajach. Rozdziały dotyczące np. Europy Wschodniej czy Chin dodawano w kolejnych wydaniach „dzieła" Foxa, z których ostatnie ukazały się jeszcze u progu ubiegłego stulecia. Wartość tej publikacji jako źródła historycznego widać doskonale na przykładzie rozdziału poświęconego „Podsumowaniu prześladowań na Litwie i w Polsce" (wydanie z 1835 r.) opisującego z drastycznymi szczegółami męczarnie, jakim mieli być poddawani protestanci w Polsce traktowani z bezprzykładnym barbarzyństwem, mającym przejawiać się rzekomo odcinaniem główek niemowlętom ssącym piersi i przywiązywaniem ich do piersi matek (s. 179). Opis prześladowań w Polsce kończy informacja, że wymordowano też wszystkich mieszkańców miasta „Leśna". Chodziło zapewne o zdobyte i spalone przez wojska polskie podczas potopu szwedzkiego w 1656 r. Leszno, będące głównym punktem oporu arian wspierających szwedz¬ką okupację.



Jak powstał mit

W1567 roku światło dzienne ujrzała wydana po łacinie książka Sanctae Inąuisitionis Hispanicae Artes aliąuot detectae ac pałam traductae (Odkrycie i jasne ukazanie praktyk Świętej Inkwizycji Hiszpańskiej) wydana przez hiszpańskiego konwertytę na kalwinizm ukrywającego się pod imieniem Reginaldus Gonsalvius Montanus (prawd. Antonio del Corro). Jej autor prezentował Inkwizycję jako wielką, doskonale zorganizowaną i scentralizowaną machinę, na czele której stali bezwzględni, żądni krwi i zepsuci mnisi z zakonu św. Dominika. Według niego, torturowani bez przerwy nieszczęśnicy, którzy trafili do ciemnych lochów hiszpańskiej Inkwizycji, nie mieli żadnych szans, by opuścić je żywi. Jak pisze Edward Peters Montonus przedstawił każdą ofiarę Inkwizycji jako niewinną, a każdy krok w postępowaniu trybunałów jako pogwałcenie prawa naturalnego i rozumu. Choć książka pełna była wymysłów i bzdur, autorzy mnożących się przez kolejne trzy stulecia prac i broszur na temat Inkwizycji traktowali ją jako podstawowe źródło. Podobnie zresztą traktowano będącą elementem antykatolickiej propagandy Apologię Wilhelma Orońskiego (1581) francuskiego hugenoty Pierre'a Loyseleur de Villiersa, oskarżającego hiszpańską Inkwizycję o czyny popełnione na terenach, na których w ogóle nie działała.
Właśnie pod wpływem takich publikacji ukształtował się ostatecznie mit, który zawładnął zbiorową świadomością mieszkańców krajów protestanckich. Odpowiedzialnością za wszelkie ofiary konfliktów religijnych (niekiedy również te będące efektem walki pomiędzy różnymi denominacjami protestanckimi, jak np. prześladowania kwakrów), obarczano już nie katolickich władców czy ich nazbyt gorliwych i okrutnych żołnierzy, nawet nie „papistów" jako takich, ale właśnie Inkwizycję, doskonale sprawdzającą się w roli swoistego „chłopca do bicia".

Oświecenie i XIX wiek

Nic więc dziwnego, że definiujący idee Oświecenia francuscy encyklopedyści przyjęli czarną legendę Inkwizycji jako niezwykle wygodny oręż w walce z katolicyzmem i ancien regime'm. W pismach Monteskiusza, Woltera i wielu innych Inkwizycja -jeden z nielicznych reliktów tak pogardzanego przez „oświeconych" średniowiecza - stała się głównym symbolem ograniczania wolności i nietolerancji. Filozofowie nie zajmowali wali się już takimi „błahostkami", jak liczbą ofiar trybunałów czy ich funkcjonowaniem, bo właśnie w kolejnych krajach ulegały one likwidacji. Terminu „inkwizycja" używali już wyłącznie jako wytrycha, słowaknebla, mającego zamykać usta przeciwników. Symbolem ucisku Inkwizycji stał się dla nich Giordano Bruno, rzekomo wybitny naukowiec spalony w 1600 r. za obronę teorii kopernikańskiej, w rzeczywistości burzyciel i heretyk, gnostyk i ezoteryk, którego Inkwizycja bezskutecznie przez wiele dni nakłaniała do odwołania swych bluźnierstw i wreszcie przekazała władzom świeckim prosząc, by nie skazywały go na śmierć ani okaleczenie. Kolejnym przykładem hamowania postępu i nauki przez Inkwizycję miała być sprawa Galileusza, którego okrzyknięto męczennikiem za wolność badań naukowych, nie zważając na to, że Inkwizycja sądziła go tylko za pewne błędy teologiczne, które wplótł do swych prac, że czas procesu spędzał w luksusowych warunkach, a skazany został na... czytanie psalmów raz w tygodniu!
Wysiłki encyklopedystów wspierali następnie liberalni historycy, tacy jak hiszpański ksiądz, a później zwolennik bonapartyzmu i karbonariusz Juan Antonio Llorente, autor wydanej w Paryżu Historii krytycznej inkwizycji hiszpańskiej (1817-1818), czy Antonio Puigblanch, którego Inkwizycja zdemaskowana ukazała się w 1816 r. w Londynie. Przez niemal półtora wieku z niezwykłą powagą opinia publiczna traktowała opublikowaną w 1829 r. przez Etienne'a de Lamonthe-Langana Historię inkwizycji we Francji, opartą rzekomo na archiwach tuluskiej diecezji. Była ona źródłem popularnej „wiedzy" na temat tortur stosowanych przez Inkwizycję do czasu, kiedy odkryto, że „praca" Francuza była oszustwem - dokumenty, na które się powoływał, nie istniały, a fakty, które przytaczał, z różnych powodów nie mogły mieć miejsca. Zanim opublikował swe „dzieło", dał się poznać jako autor powieści grozy. W epoce dominacji krajów protestanckich w Europie, w dobie Kultur-kampfu i laicyzacji szczególnie dużo publikowano na temat w krajach anglosaskich i w Niemczech. Nawet wybitni historycy pozwalali wykorzystać swe talenty do antykatolickiej propagandy, czego dowodem są głośne prace Henry’ego Ch. Lea A Story of the Inquisition of Spain (1906-1907) i George’a G. Coultona The Inquisition (1929).


Wykorzenić z kultury?

Jednak to nie prace historyków, ale dzieła sztuki przemawiają najsilniej do mas. To one sprawiają, że jakaś myśl zagnieżdża się na trwałe w kulturze i staje się inspiracją dla następnych twórców. Najbardziej skutecznym narzędziem oświeceniowej propagandy okazały się więc Kandyd Woltera i cykl obrazów Goyi. Czarną legendę Inkwizycji zaszczepiły we współczesnej masowej kulturze popularne pamiętniki (d'Aulnoy), opowiadania (Poe), powieści (Dostojewski), dramaty (Schiller) czy utwory muzyczne (Verdi), wreszcie filmy (Ripstein), kabaret (Monty Python), czy gry komputerowe. Któż nie czuł wstrętu do Wielkiego Inkwizytora, w którego usta autor Braci Karamazow włożył swoistą mieszankę poglądów katolickich i wulgarnego makiawelizmu? Jednak pośród dzieł, które w najmocniejszym stopniu ukształtowały w masowej świadomości współczesnego człowieka kłamliwy stereotyp inkwizytora, pierwszeństwo należy się filmowi Imię róży Jeana-Jacques'a Annauda (1986), opartemu na powieści Umberto Eco pod tym samym tytułem. Wykreowany w filmie Bernard Gui nie mający wiele wspólnego ze swym historycznym pierwowzorem stał się swoistą ikoną popkultury, jej czarnym bohaterem, gorszym niż Darth Vader z Gwiezdnych wojen i matrixowski Agent Smith razem wzięci.
Kolejni twórcy, którzy przenoszą do swych dzieł tak zdeformowany obraz inkwizytora, mogą działać już zupełnie nieświadomie, niekiedy nawet w dobrej wierze, ot, choćby pragnąc w wyrazisty sposób przedstawić jakiś czarny charakter. To samo dotyczy mediów, które niemal odruchowo rozpowszechniają stereotypy będące elementami czarnej legendy Inkwizycji - np. używając określeń o „zbrodniach straszliwych, jak w czasach inkwizycji" (i mówią to ludzie żyjący w epoce po rewolucji francuskiej, Auschwitz, Kołymie, rzezi na Wołyniu i rządach Pol-Pota!). Czy czarną legendę Inkwizycji można wykorzenić z kultury? Czy ujawniając fałszerstwa, pokazując fakty, publikując polemiki i riposty można zawrócić ten nurt, któremu nadał bieg wysiłek wielu pokoleń wrogów Kościoła i chrześcijaństwa? Nawet jeśli sukces wydaje się dziś nieosiągalny, nie można ustawać w działaniu. Powinniśmy to zrozumieć zwłaszcza my. Wszak Polska również ma swoją czarną legendę, stworzoną jeszcze przed wiekami przez jej innowierczych wrogów, a rozgłoszoną po całym świecie przez wyznawców najbardziej zbrodniczej ideologii w dziejach świata, której rozprzestrzenianie się właśnie Polska powstrzymała na kilkadziesiąt lat, gromiąc bolszewickie hordy w 1920 roku. Niemal tak skutecznie jak hiszpańska Inkwizycja, która na ponad dwa wieki zatrzymała postępy Rewolucji…

autor: Piotr Doerre

A tu parę słów o M. Lutrze - było nie było twórcy protestantyzmu.

Urodzony w 1483 r. W Eileben, po krótkim przebywaniu w klasztorze Augustianów w Erfurcie porzuca stan duchowny, aby całą swoja energię i niewątpliwy talent obrócić na zniszczenie Kościoła Katolickiego. Eksponowany zwykle przez lewicowe podręczniki “epizod z odpustami” odegrał w jego życiu znaczenie drugorzędne. Już w 1518 r. W dyskusji w klasztorze Augustianów w Heidelbergu Luter formalnie wyłożył swoje propozycje antykatolickie: negacji sakramentów, odrzucenia hierarchii, powszechne kapłaństwo, usprawiedliwienie jedynie przez wiarę (bez uczynków ) i predestynację. Śluby zakonne miał w głębokiej pogardzie. “Czy kto powie Bogu, przyrzekam Ci obrażać Cię przez całe życie, albo czy Mu kto powie, przyrzekam Ci przez całe życie zachować ubóstwo i czystość, jest to wszystko jedno. Należy przeto nie tylko zerwać podobne śluby, ale karać surowo tych, którzy je wykonują i niszczyć klasztory do ich wytępienia”./ Krótkie wnioski o ślubach i życiu klasztornym, Walcha, EXIX, p.797).

Dalej jeszcze posunął się w atakach na Mszę św.: “Księża, którzy odprawiają mszę zasługują na śmierć, podobnie jak każdy bluźnierca publiczny przeklinający Boga na ulicy”. Niwecząc wolną wole człowieka pisał: “Wszystkie rzeczy następują wg nieodzownych wyroków Boga. Bóg sprawia w nas zarówno złe jak i dobre i podobnie jak nas zbawia bez naszej zasługi, potępia nas również bez naszej winy”.(De libero arbitio dicribe, Walcha XVIII,p.19,62).



Pamiętajcie, poszukiwać bez uprzedzeń ze szczerością.

"Prawda was wyzwoli" - najpierw przestańmy oszukiwać sami siebie.

pozdrawiam, i życzę wszystkiego najlepszego
  • 2

  #4 Trajan

Trajan
  • Użytkownik+
  • Postów: 358
  • Tematów: 3
  • PłećMężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano 14.03.2010 - 23:02

Mariuszm już wiele opowiedział, tym niemniej pozwolę sobie dodać co nieco od siebie w kilku istotnych kwestiach.

Autor tematu uraczył nas w swoim tekście wieloma kalumniami, epitetami, pomówieniami i wszelkiego rodzaju ofensywnymi sformułowaniami formułowanymi głównie pod adresem Kościoła Katolickiego. Przy czym chcę od razu zaznaczyć, że nie czynię mu z tego zarzutu. Wręcz przeciwnie, należy docenić to że zabierając głos w debacie tak jasno podkreślił, iż porzucił obiektywizm badacza historii na rzecz pełnienia roli ideologa i oskarżyciela. To uczciwe. W tym kontekście szczególnie ujął mnie dowcip zamieszczony na końcu wywodu, w którym autor wyraził nadzieje, że udało mu się „przybliżyć historię Inkwizycji w sposób należyty”. W istocie mamy do czynienia z kolejną odsłoną „czarnej legendy” w wyjątkowo zwulgaryzowanej i wypranej z analizy historii postaci, biegunowo odległej od rzetelnego przedstawienia dziejów Inkwizycji.

Jest kilka kwestii, które należy szczególnie podkreślić, gdyż są podatne na niezrozumienie zerkającego w dzieje Europy z perspektywy czasów nam współczesnych człowieka XXI wieku. Należy do nich w szczególności geneza Inkwizycji.


Dlaczego walczono z herezjami – geneza Inkwizycji.




Autor tematu w swoim akcie oskarżenia przedstawia proces powstawania Inkwizycji jako metodę walki Kościoła Katolickiego o supremację. Nic bardziej mylnego, geneza Inkwizycji jest o wiele bardziej złożona i w związku z tym niezrozumiała dla kogoś, kto mało wie o rzeczywistości tamtych czasów. Niestety autor owej rzeczywistości i zależności pomiędzy nią a procesem powstawania instytucji Świętego Oficjum nam nie przybliża, ale nie ma w tym nic dziwnego biorąc pod uwagę, że prawie wszystkie przytoczone przez niego źródła, na których jak pisze się oparł można oskarżyć o wszystko, z prymitywnym doktrynerstwem na czele, ale na pewno nie o próbę rzetelnego badania przeszłości.

Ale do rzeczy. Konflikt pomiędzy ortodoksją a heterodoksją (herezją) istniał i bynajmniej nie miał charakteru marginalnego od IV wieku, kiedy to Chrześcijaństwo stało się religią państwową Cesarstwa Rzymskiego. Jednakże o początkach Inkwizycji możemy mówić dopiero w XII wieku. Dlaczego? Czyżby przez cały ten czas nie było herezji? Oczywiście, że były i władze świeckie zwalczały je surową represją karną, przy... sprzeciwie Kościoła wobec takiego postępowania. Gdyby zatem interes Kościoła Rzymskokatolickiego w powołaniu Inkwizycji sprowadzał się do „walki z konkurencją”, to instytucja taka musiałaby być powołana już dużo dużo wcześniej, we wczesnym średniowieczu. Tak się jednak nie stało. Dlaczego?

Ponieważ wbrew temu co wypisują niektórzy „żartownisie” Inkwizycja nie została powołana od tak sobie do „walki z konkurencją” i prześladowania inaczej myślących, tylko była odpowiedzią Rzymu na targające XII wieczną Europą niepokoje społeczne związane z masowymi ruchami heretyckimi.

Ale dlaczego zwalczano heretyków, czemu właściwie ktoś miałby mieć z nimi jakiś problem? No i tutaj właśnie rozbijamy się o jedną z podstawowych trudności z jakimi musi borykać się człowiek współczesny badający dawne dzieje, to jest z tendencją do pojmowania przeszłości poprzez kategorie czasów nam współczesnych. Dla człowieka XXI wieku herezja, to... herezja. Ot, ktoś w coś wierzył i co niby ma z tego wynikać? Przecież taki Rastafarianin może mieszkać w tej samej kamienicy, co Hinduista i Zielonoświątkowiec, więc o co chodzi? Tak może i jest teraz, ale o czym niestety większość ludzi nie wie kiedyś było zgoła inaczej. Wyjaśnijmy zatem na czym polegał problem jaki średniowieczna Europa miała z herezjami.


Na czym polegało zagrożenie ze strony ruchów heretyckich?



Zachód – Europę zbudowano (odbudowano) po upadku Cesarstwa Rzymskiego w oparciu o dwa filary, jednym z nich było Cesarstwo powołane (czy jak chcieli ówcześni - restytuowane) przez Karola Wielkiego, a drugim filarem był Kościół. Obie te instytucje stworzyły Europę jako jeden krąg kulturowy, jedną cywilizację. W szczególności Chrześcijaństwo (reprezentowane przez Kościół) ze swoim uniwersalizmem było tym, co łączyło zwaśnione państewka barbarzyńców w jedną wspólnotę.
Dodatkowo w dobie średniowiecza władza świecka swoją legitymację odnajdywała w Chrześcijańskie – król był królem „z Bożej łaski”, wobec czego herezja była także atakiem na legitymację władzy świeckiej i to przez nią była ścigana i tępiona, niekiedy dość krwawo (zresztą przy sprzeciwie Kościoła wobec tej surowości).

Jednakże wbrew współczesnym wyobrażeniom Kościół średniowieczny nie dominował skutecznie nad władzą świecką (exemplum wykładany na lekcjach historii spór o inwestyturę), nie był tak silny jak zwykliśmy dziś sądzić. A gwarantująca jako taką stabilizację Europy równowaga osadzona na tych właśnie dwóch filarach (Kościół i Cesarstwo) była nieustannie zagrożona i podmywana przez szereg czynników. Jednym z nich były właśnie herezje.

Co to oznacza? Oznacza to ni mniej ni więcej, że średniowieczni heretycy nie byli po prostu osobami wierzącymi w coś innego niż inni, które tak jak to ma miejsce dziś zaraz pójdą razem z innowiercami do tego samego kina czy baru, a nierzadko byli przyczyną niepokojów społecznych. Herezje bardzo często nie miały charakteru sporów doktrynalnych (czyli tylko na gruncie tego w co kto wierzy), ale ludzie wcielali w czyn swoje przekonania i np. pod wpływem herezji potępiającej posiadanie dóbr ziemskich zabierali się za mordowanie ludzi zamożnych, albo sądząc, że dobra materialne są przyczyną zła i każdy powinien być ubogi próbowali zmuszać każdego do życia w skrajnym ubóstwie.

Średniowiecze to okres w którym siła władzy a zatem i możliwość kontroli nad swoimi ziemiami była dość ograniczona i zależała od przymiotów i możliwości konkretnego władcy, w zasadzie nie było czegoś takiego jak policja po którą możemy dziś zadzwonić, a po wsiach, traktach i miastach włóczyli liczni siewcy chaosu gotowi np. podburzać tłum do wszczynania niepokojów. A takie niepokoje miały tendencje do rozprzestrzeniania się i krwawego burzenia zastanego porządku społecznego (a nie żadnego monopolu Kościoła). I tak heretycy np. wszczynali krwawe rozruchy, rozsadzali zastany porządek poprzez wprowadzanie destrukcyjnych zasad (co zobaczymy na przykładzie Katarów). Choć jest to dla współczesnego człowieka trudne do pojęcia heretycy siali prawdziwy chaos w kruchej i niestabilnej średniowiecznej Europie.

Dlatego też podejmowana przez Kościół walka z herezją na gruncie ideowo – religijnym była próbą utrzymania ładu społecznego. A pojawienie się Inkwizycji ludność przyjmowała z ulgą, wbrew „czarnej legendzie” instytucja ta cieszyła się społecznym poparciem, gdyż zaprowadzała porządek i była barierą przed kolejnymi ekscesami heretyków. A zdarzało się nawet, że ludność rejonów nękanych przez ruchy heretyckie prosiła Kościół o interwencję.

Dlaczego natomiast Inkwizycję powołano do życia akurat w XII wieku? Jest to związane właśnie z trwającym od X wieku i szczególnie nasilonym od XI wieku wzrostem aktywności masowych ruchów heretyckich, o których spływały wiadomości do Rzymu z całej niemal Europy. Szczególną rolę odgrywali Katarzy, o których za chwilę.


Na czym polegał chaos siany przez heretyków?



Można wyodrębnić kilka punktów wspólnych charakterystycznych dla wielu z tych ruchów. Średniowieczni heretyccy agitatorzy przedstawiali się łatwowiernemu tłumowi jako np. następcy Apostołów, oferowali natychmiastowe rozwiązanie problemów doczesnych (np. w Italii miała miejsce lokalna heretycka „krucjata chłopska” poszukująca w tym kraju nowej gwarantującej powszechną szczęśliwość„Ziemi Świętej”), w efekcie oferta heretyków była bardzo atrakcyjna dla tłumów. Ich ekscesy często łączyły się z grabieżą własności, rabunkiem, przemocą i gwałtem. Prowodyrzy wraz ze swoimi wyznawcami krążyli po terenach swojej działalności uprzykrzając, albo i odbierając życie mieszkańcom. Dezorganizowali normalne życie ludzi i funkcjonowanie społeczeństwa. Niekiedy ich działania przybierały charakter polityczny, antyfeudalny, wymierzony przeciwko prawu świeckiemu. Wiele ruchów heretyckich nawoływało do wstrzymywania przysiąg i zachęcając do anulowania już złożonych (np. małżeństwa). W średniowieczu, którego ustrój społeczny był oparty na przysiędze lenna takie stawianie sprawy było ciosem w same podstawy porządku społecznego.

Jednym z pierwszych masowych ruchów heretyckich, był ruch chłopski z Chalons – sur – Marne. Ci heretycy wybrali sobie pasujące im zasady wiary i nakazywali swoim wyznawcom praktykować ubóstwo i życie proste, ale kultywowano owe cnoty... kosztem innych. Grabili i rabowali powodując chaos i liczne szkody, a zgromadzone w ten sposób dobra dystrybuowali pomiędzy sobą. Innym przykładem może być działająca w Italii sekta Dulcyna, której działania przybrały wymiar zbrojnego marszu przez kraj połączonego z rabowaniem napotkanych wsi.

Szczególnie istotny jest natomiast przypadek sekty Katarów, dlatego zasługują oni na szczegółowe omówienie.


Katarzy.



Autor tematu na temat Katarów pisze mi.in.:

Rozrastająca się w Europie w XI wieku sekta katarów znalazła wielu zwolenników we francuskim mieście Albi. Jej członkowie stali się znani pod nazwą albigensów. Wierzyli oni, że świat materialny jest w całości zły. Dusza ludzka jest jednak dobra i dostąpi zjednoczenia z Bogiem. Skromność i ubóstwo uważano za cnoty, natomiast bogactwo i wojny – za zło. Odrzucali sakramenty, dogmat o zmartwychwstaniu i Trójcy Świętej oraz organizację kościelną. Nie akceptowali pompatycznych obrzędów rzymskokatolickiego Kościoła i kwestionowali jego prawo do religijnych rządów. Nauka ich została potępiona na synodzie w Tours w roku 1163 i na trzecim soborze laterańskim w 1179 roku.

W roku 1147 kaznodzieja Bernard de Clairvaux, odbywając podróż wizytacyjną po południowej Francji, znalazł kościoły świecące pustkami. W oczach Rzymu szerząca się w Europie nowa religia rozprzestrzeniała się gwałtownie jak zaraza. Konsternacja Kościoła była tym większa, że Albi w Langwedocji było miastem zamożnym i gdyby jego mieszkańcy odwrócili się od Rzymu odbiłoby się to na papieskiej szkatule.

I to ma być według niego przyczyna wystąpienia przeciwko Katarom... Hmm... Musimy to uznać za żart z jego strony, ponieważ jeśli nie jest to dowcip to jest to próba wprowadzenia audytorium w błąd poprzez zatajenie istotnych informacji na temat Katarów i ich konfliktu z resztą świata. Zatem drogi .V. śmiech śmiechem, pożartowaliśmy sobie, ale jak będziesz dowcipkować w ten sposób bez zaznaczania kiedy żartujesz, to ktoś opatrznie Cię zrozumie i jeszcze uzna zaprezentowany przez Ciebie kuriozalny opis sytuacji za prawdziwy, a co gorsza przypisze Ci intencję prezentowania tych treści jako zgodnych z prawdą, co byłoby poważnym zarzutem.

Kim zatem byli Katarzy i dlaczego popadli w tak ostry konflikt z resztą świata? Podkreślmy, że nie w konflikt z Kościołem, a właśnie z resztą świata.

Katarzy byli specyficzną sektą religijną w pewnym momencie dość rozpowszechnioną w Europie (szczególnie w południowej Francji). Zasady ich wiary były bardzo proste, sprowadzały się do kilku nakazów, których przestrzeganie miało zapewnić zbawienie i właśnie w tej prostocie upatruje się jedną z podstawowych przyczyn popularności tej sekty. W największym skrócie uważali, że dobre jest tylko to co duchowe, a świat materialny jest dziełem „Złego”. Bardzo poważnie podeszli do tej kwestii i wyciągnęli ze swoich przekonań wiele radykalnych wniosków.

1. Uważali, że to co materialne, a więc także i ciało jest z gruntu złe, z tego wyprowadzili wniosek, że wyzbycie się cielesnej powłoki jest czymś dobrym, do czego należy dążyć. W celu uwolnienia się z więzów ciała praktykowali tzw. endurę – czyli rytualny skrajny post prowadzący do śmierci głodowej, niekiedy zdarzało się, że gdy członek seksty nie wykazywał entuzjazmu wobec tej praktyki i odmawiał jej dokonania, to aby mu „pomóc” zabijano go. Przypadki rytualnej śmierci głodowej, niekiedy całych rodzin łącznie z dziećmi budziły poruszenie w społeczeństwie i sprzeciw władzy świeckiej wobec działań Katarów.
Ponadto zwalczali medycynę (i medyków), jako dziedzinę wiedzy ratującą życie i zdrowie, a więc to co materialne i w ich przekonaniu złe.

2. Jeżeli materialne ciało jest złem, to złem jest także to co prowadzi do powstania nowego ciała, czyli poczęcie (każde poczęcie). Wobec czego:
- nie wolno było im jeść niczego co powstało poprzez akt płciowy, czyli mięsa (ciała), ale także jaj a nawet nabiału
- zakazywali współżycia prowadzącego do prokreacji, ciążę uważali za coś złego praktykowali aborcję a nawet dopuszczali się zabójstw ciężarnych kobiet, jednocześnie jako dozwolone traktowali dewiacyjne formy seksualności, byleby nie prowadziły do poczęcia a niektórzy z nich praktykowali całkowitą wstrzemięźliwość płciową

3. Dziwi popularność sekty wśród kobiet, gdyż Katarzy uważali kobiety za istoty ze swej natury skażone czy nieprawe do tego stopnia, że ich dusze nie mogły wstąpić do Królestwa Niebieskiego. Ale i na to znaleźli receptę, według nich po śmierci kobiety jej dusza wstępowała w ciało mężczyzny a dopiero potem mogła dostać się do Nieba.

4. Ich kaznodzieje w swoich wizjach życia po śmierci konsekwentnie unikali kwestii jakiejkolwiek odpowiedzialności za popełnione uczynki, w czym upatruje się kolejną przyczynę ich dużej popularności wśród ludu.

5. Co nie dziwi, jak na sektę przystało nowy Katar miał spieniężyć cały swój majątek a uzyskane środki oddać tzw. „doskonałym”, czyli prowadzącym sektę.

6. Katarzy wprowadzili absolutny zakaz składania dobrowolnych przysiąg, wobec czego nie uznawali m.in. małżeństwa, ale także jakichkolwiek umów cywilnych, a także podstawowej instytucji ustroju feudalnego, czyli lenna. Władzę świecką uważali za pochodzącą od „Złego” i kwestionowali m.in. jej kompetencje do wymierzania sprawiedliwości.

Wobec powyższych faktów nic dziwnego, że przez władze świeckie ruch Katarów był uważany za rebelię (nie jest zatem prawdą, że ich zwalczanie miało podłoże czysto religijne, przede wszystkim zwalczano ich jako ruch szkodliwy społecznie).

W istocie doktryna Katarów była sprzeczna z wszelkim porządkiem społecznym, dążyła do rozbicia małżeństwa, więzów rodzinnych, podstaw ustroju społecznego, państwa i porządku prawnego. Gdyby choćby większa część społeczeństwa przyjęła ich doktrynę, to Europa szybko by się wyludniła z braku dzieci. Ich ewentualna dominacja spowodowałaby katastrofę demograficzną, społeczną i polityczną.

Przedstawianie Katarów tak jak to czyni .V. jako grupki osób które po prostu odrzucały doktrynę Kościoła a ich „zbrodnią” miało być niepłacenie dziesięciny, jest jak najdalsze od prawdy. Byli oni niebezpieczni dla społeczeństwa i za to ich ścigano.


Podsumowanie



Masowe ruchy heretyckie doby średniowiecza wbrew temu co wydaje się współczesnemu człowiekowi stanowiły realne zagrożenie dla kruchej równowagi społeczno – politycznej tamtej epoki. Ich zwalczanie było więc walką o los kontynentu, a nie jak chcieliby niektórzy, walką o „monopol” Kościoła. Niestety tych kwestii nie uświadamia się dziś na lekcjach historii, dlatego prawdziwe powody zwalczania herezji są dla człowieka współczesnego niezrozumiałe. A tam gdzie wkrada się niezrozumienie powstaje również miejsce dla mitów, legend, kłamstw i manipulacji. W przypadku Inkwizycji taką manipulacją jest właśnie jej „czarna legenda” w którą niestety wierzy dziś większość społeczeństwa. Chciałbym forumowiczów zachęcić, aby do tej akurat większości nie należeć.

W następnych postach chciałbym trochę napisać o samej Inkwizycji, jej metodach, o tzw. „procesie inkwizycyjnym” i torturach, bo i tutaj rzeczywistość odbiega w sposób znaczny od tego co przedstawił nam .V.

Użytkownik Trajan edytował ten post 14.03.2010 - 23:11

  • 2

  #5 zak

zak
  • Użytkownik+
  • Postów: 1198
  • Tematów: 5
  • PłećMężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano 21.03.2010 - 19:04

Spoko będzie reinkwizycja jeszcze za jakiś czas tylko tym razem to wierzący będą mięli ciepło :) Zawsze na akcje jest reakcja.
  • -1

  #6 Pluton

Pluton
  • Nowicjusz
  • Postów: 6
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 28.03.2010 - 16:40

Witam.
Tezy twierdzące o tym jakoby Kościół potępiał dzieło Kopernika są mocno naciągane.
Po pierwsze Kopernik zarys swojej teorii opublikował już w roku 1512, inne źródła podają, że nawet w 1509. Kopernik sam był dostojnikiem kościelnym i gdyby wiedział, że za publikację tych dzieł grozi kara więzienia, albo co gorsza tortur lub spalenia na stosie, to oczywistym jest fakt, że nigdy by swoich dzieł nie opublikował. Nie zapominajmy, że ''De Revolutionibus...'' zostało zadedykowane... papieżowi.

''O obrotach...'' zostało po raz pierwszy wydane w Norymberdze w roku 1543 i jakoś nie wywołało w Kościele wielkiego wstrząsu mającego podważyć dogmaty wiary. Nie jesttem zresztą pewien, ale chyba biblijny opis stworzenia świata nigdy nie był dogmatem, bo tych jest w KK mniej niż 10.

Teraz wypadałoby przytoczyć kilka wydarzeń, z których jasno wynika, iż dostojnicy kościelni przyjęli dzieło Kopernika z niemałym entuzjazmem.
W latach 1577 - 1582 na polecenie papieża miała miejsce reforma kalendarza, który później miał stać się gregoriańskim. Jeden z głównych reformatorów kalendarza, zakonnik jezuicki Krzysztof Clavius oparł się przy tym na dziele Kopernika.
W 1561 roku Uniwersytet w Salamance (katolicki !) włączył do swego programu dzieła Kopernika.

[code=auto:0]wykazując, że Ziemia jest tylko jednym z wielu ciał niebieskich. Kopernik podważał zasadę celowości[code=auto:0]
To, że o tym napisał nie znaczy, że wykazał :) Heliocentryzm całkowicie udowodniono w roku 1839.

Mimo tego, teoria kopernikańska nie była akceptowana, ponieważ geocentryzm dostarczał lepsze wyniki przewidywań astronomicznych, a więc z punktu widzenia ówczesnej Nauki to system ptolemejski był najwiarygodniejszym.

Mimo tego zastanawiający jest fakt, dlaczego ''O obrotach...'' trafiło na Indeks.
Po pierwsze dlatego, że ówczesny Kościół trochę spanikował po Reformacji i tezy nt. heliocentryzmu mogły w społeczeństwie wywołać sprzeciw wobec KK, a co za tym idzie nawet rozruchy społeczne, ponieważ Kościół był gwarantem porządku społecznego. Kościół więc mógł wtedy działać nie do końca racjonalnie.

Ale w gruncie rzeczy nie stało się nic strasznego, ponieważ z dzieła Kopernika wykreślono tylko jedno zdanie, niestety w tej chwili nie pamiętam które, bo okresowo nie mam dostępu do źródła. W innych krajach całkowicie z tego zakazu zrezygnowano, np. w Hiszpanii nic sobie nie robiono z kościelnego zakazu i nadal drukowano dzieło kopernikańskie. Zresztą ta książka była tak skomplikowanym traktatem matematycznym, że w ówczesnej Europie mogłoby ją zrozumieć nie więcej niż kilkaset osób.

Zajmijmy się procesem Galileusza.
Przede wszystkim został skazany dlatego, ponieważ nie potrafił udowodnić swoich tez, geocentryzm czynił lepsze przewidywania. W tamtych czasach Kościół miał w Nauce dużo do powiedzenia, dlatego zabrano głos w sprawie Galileusza. Dziw bierze, że tak dobry naukowiec jak Galileusz mógł uwierzyć tak słabym dowodom. Za teorią Kopernika opowiadał się ze względów intuicyjnych i estetycznych.
Inkwizycja wydała wyrok skazujący Galileusza także dlatego, że papież chciał wyrównać z nim porachunki. W ''Dialogu...'' Galileusz napisał słowa obraźliwe dla papieża, a ten zwyczajnie chciał się zrewanżować wyrokiem :)

Sędziowie Inkwizycyjni obawiali się także, że Galileusz w tajemnicy utrzymywał kontakty z protestantami (miał przyjaciół w Niemczech i Austrii), co mogło być odebrane jako chęć wzniecenia protestanckich rozruchów antykościelnych. Dostojnicy Kościoła zwyczajnie spanikowali i dlatego skazali Galileusza.

Nie zapominajmy, że wyrok nie był surowy, w tekście było stwierdzenie, że Galileusz został skazany na areszt domowy. Jednakże wyrok Galileuszowi zmieniono na cotygodniowe odmawianie siedmiu psalmów, które mogła za niego odmawiać jego siostra, będąca zakonnicą.

Na koniec przytoczę Wam cytat odnoszący się do działania Kościoła w procesie Galileusza przychylnie do tej instytucji. Aby uniknąć pomówień, że to jakiś ksiądz, klerykał czy inny tam agent kościelny, przytoczę słowa jednego z najwybitniejszych filozofów Nauki XX wieku, Paula Feyerabenda:

''Kościół w czasach Galileusza nie tylko stosował się do wskazań rozumu, tak jak określano go wówczas i, częściowo, nawet obecnie, ale brał także pod uwagę etyczne oraz społeczne konsekwencje poglądów Galileusza. Oskarżenie wniesione przezeń przeciwko Galileuszowi było racjonalne i tylko oportunizm oraz brak spojrzenia z perspektywy czasowej mogą powodować żądanie rewizji wyroku."

Niech mi tylko ktoś spróbuje krzyknąć na Feyerabenda, że to klerykał jakiś :)
Zresztą, w roku 1835, kiedy dowody na heliocentryzm były już tak ewidentne, że prawdziwe, Kościół bez żadnego sprzeciwu zniósł dzieło Kopernika z Indeksu.

Co do G.Bruno to sprawa jest bardziej kontrowersyjna, jednak mimo, że oficjalnie został on skazany za podważanie dogmatu o Trójcy Świętej to za pretekst posłużyły także nie najlepsze wypowiedzi o Żydach:

''Żydzi są rasą działającą na podobieństwo dżumy i cholery, rasa dla ogółu tak niebezpieczna, że zasłużyła na wytępienie, zanim się jeszcze zrodziła. Żydzi są wyrzutkiem ludzkości, najbardziej zepsutym i niegodziwym narodem na świecie, o mentalności i skłonnościach najpodlejszych i najbrudniejszych.''

W roku 1592 Bruno został zaproszony przez niejakiego Giovanniego Moeciniego, który chciał nauczyć się od Bruna magii mnemotechniki i ezoteryki. Po jakimś czasie szlachcic ten stwierdził, że Bruno nie jest zbyt wiarygodnym i uczciwym człowiekiem.

"mam go tu na swoim utrzymaniu, obiecał nauczyć mnie wielu różnych rzeczy i dostał w zamian wiele cennych przedmiotów i pieniądze na to konto. Nie widzę na razie żadnych wyników; powątpiewam też, czy jest on porządnym człowiekiem"

Ponadto zdarzało mi się napotkać na opinię, jakoby Bruno podżegał społeczeństwo do buntu, co mogłoby się źle skończyć dla Żydów i gdyby nie został powstrzymany na czas przez Inkwizycję, mielibyśmy mały Holocaust na trzy wieki przed Hitlerem. Nie przytaczam tego o Holokauście jako pewnego faktu, stwierdzam jedynie, że Bruno był postacią bardzo kontrowersyjną, a nie wyłącznie wielkim bojownikiem o wolność Nauki, a w taki właśnie jednoznaczny sposób jest przedstawiony w powyższym tekście.

Zresztą on nie był żadym naukowcem, po prostu tezy Kopernika pasowały mu do jego systemu filozoficznego. Gadanie o wielu układach słonecznych też nie mogłoby być wtedy naukowe, ponieważ pierwszy pozasłoneczny układ planetarny odkryto w... 1992 roku. Może i fajnie, że pisał takie rzeczy o innych układach już w XVI wieku, ale wtedy nie była to żadna Nauka, po prostu pasowało mu to do jego systemu filozoficznego. To nie była żadna Nauka.

Przypadek procesu Galileusza jest tak często wytykany przez osoby o poglądach antykościelnych, bo jest takim przypadkiem jedynym. Niech ktoś spróbuje znaleźć inne przykłady tępienia Nauki przez Kościół, tylko, bardzo proszę, nie z racjonalisty.pl
Do reszty tekstu spróbuję odnieść się za jakiś czas :)

edit AlienGrey
Jakie jest źródło powyższych informacji?

  • 0




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u