Skocz do zawartości




Na forum ruszył nowy konkurs - tym razem zapraszamy do rywalizacji w tworzeniu fotomontaży związanych z tematyką apokalipsy! Zasady konkursu dostępne są tutaj.

Zdjęcie

ZIEMIA POLIGON KOSMITÓW


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
13 odpowiedzi w tym temacie

  #1 Hyperion

Hyperion
  • Użytkownik
  • Postów: 135
  • Tematów: 33
  • PłećMężczyzna
  • Artykułów: 7
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 17.04.2009 - 17:47

Intrygujące zapisy ze starożytnych ksiąg

Opowieści o starożytnych wojnach atomowych krążyły wśród wielu pokoleń. W końcu postanowiono, że zostaną spisane. Najbardziej znanymi dziełami opowiadającymi o tych wojnach są święte eposy narodu indyjskiego: "Mahabharata", "Ramajana" oraz traktat kosmologiczny "Bhagavata Purana". Ludzie z reguły uważają starożytne mity za zwyczajne wytwory ludzkiej wyobraźni. Jednak nie zawsze tak jest. Treść niektórych świętych ksiąg sprawia, że wczytujący się w nie badacze wpadają w osłupienie lub w przerażenie. Okazuje się bowiem, że te księgi opisują rzeczywisty świat o wiele dokładniej niż dzisiejsze podręczniki historii czy... fizyki. "Mahabharata" i "Ramajana" mówią o wojnach, jakie kiedyś toczyli na Ziemi "bogowie". "Bhagavata Purana" jest tekstem kosmologicznym zawierającym starożytną wiedzę o wszechświecie. Nie koniecznie starożytna znaczy błędna. Wręcz przeciwnie. Możemy się uczyć od przodków

UFO w Wedyjskiej Kosmologii


Indyjski jogin Swami Vivekananda był pierwszą osobą, która zaprezentowała ludziom w USA i Europie filozofię i religię Wedyjską. Dokonał tego w drugiej połowie XIX wieku. Vivekananda zaprosił na spotkanie wielkich naukowców tamtego okresu, między innymi: Tomasza Edisona, lorda Kelvina, Nicolę Teslę. Teslę zachwyciła Wedyjska kosmologia. W jednej chwili odkrył, że starożytne twierdzenia wzbogacają zachodnie teorie. Niestety nigdy nie udało mu się tego dowieść. Jednak teoria względności Einsteina udowodniła prawdziwość Wedyjskiej koncepcji tożsamości materii i energii. Starożytne teksty kryjące w sobie niecodzienne koncepcje naukowe, które znacznie wyprzedzają dzisiejszy poziom kosmologii, skłoniły niektórych naukowców do dokładniejszego zbadania eposów literackich, w których pełno jest najróżniejszych bogów, latających statków i opisów potężnych broni. Zaledwie sto lat temu ludzie badający te teksty wyśmiewali owe opisy, traktując je niczym wytwór "chorej" wyobraźni autorów. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: ponieważ nie posiadali wystarczającej wiedzy naukowej. Współcześni fizycy, inżynierowie samolotów i rakiet kosmicznych, również ufolodzy, studiując te eposy, nie mogą się nadziwić. Mówią: To nie są żadne bajki! Spotykają się z wyjątkowo precyzyjnymi opisami statków napędzanych paliwem chemicznym lub nieznaną energią – podobnie jak dzisiejsze UFO. Naukowcy, śledząc te teksty, widzą jak na dłoni skutki użycia broni jądrowej, dźwiękowej, promieni paraliżujących itp. Opisy rozmaitych "bogów" niemal pod każdym względem przypominają dzisiejsze opisy ufoludków. Nic z tego nie mogło być wytworem ludzkiej wyobraźni, nawet wyobraźni najgenialniejszego poety. Tak niesamowicie precyzyjne opisy mogły zostać ukazane tylko przez świadków tamtych wydarzeń.

Dołączona grafika
Swami Vivekananda
Pierwszy człowiek, który zaprezentował ludziom w USA i Europie filozofię i religię Wedyjską



Vimany

Pięć tysięcy lat temu, na obszarze Indii oraz Lanki (tak nazywał się istniejący dawno temu wielki archipelag wysp, biegnący prawdopodobnie aż do Afryki; jego pozostałością jest m.in. wyspa Sri Lanka) ludzie widywali pojazdy, które powszechnie nazywamy UFO. Pisma Wedyjskie mówią, że kilka ras istot pozaziemskich przebywało (tymczasowo lub na stałe) wówczas na naszej planecie. Niektóre z nich toczyły ze sobą wojny o dominację nad naszą planetą. Istoty te walczyły przy pomocy latających pojazdów i różnego rodzaju broni. Tekst "Vaimanika Shastra", będący częścią "Mahabharaty", zawiera opis podróży półboga Ramy do kraju Lanka na pokładzie vimany, czyli pojazdu unoszącego się w powietrzu.

Dołączona grafika
Wyobrażenie Vimany
Według opisu vimana jest zdolna zabrać trzystu wojowników oraz żywność i paliwo na cały rok podróży.



Hinduski doktor fizyki, Sundera Seshu, przełożył ten tekst z języka kannara (starszego niż sanskryt) na
angielski. Ponieważ tłumacz był fizykiem, w mig zorientował się, że z "bajkowego" opisu vimany można dowiedzieć się jak funkcjonował napęd tego pojazdu. Wszystko wskazywało na to, że vimana była napędzana przez silne pole magnetyczne będące efektem ubocznym przetwarzania rtęci w czwarty stan materii, czyli w plazmę. Współcześni fizycy uważają to za „pieśń przyszłości”. Prastare pisma podają, że niektóre vimany miały kształt stożka podobnego do piramidy.

Broń Atomowa


Mikołaj Roerich, rosyjski podróżnik, emigrant z dawnej carskiej Rosji, napisał, iż w 1930 roku zobaczył w północnym Tybecie vimanę szybującą nad górami. "Było tak, jakby wszystkie złe moce urwały się z uwięzi. Świat wypalony ogniem taczał się w piekielnym gorącu. Rozszalałe słonie biegały w kółko, szukając schronienia przed okropnym żarem. Woda gotowała się w rzekach i wyparowywała... Ginęły wszystkie zwierzęta, a wróg padał jak ścięty kosą. Paliły się i padały lasy, a konie i wozy bojowe płonęły... Później zapadła martwa cisza... Nie było już żywych. Rozszalały się wiatry, ale powietrze nad ziemią pojaśniało. Ukazał się przejmujący widok: dziesiątki tysięcy zniekształconych przez ogień, martwych ciał..." Archeolodzy, którzy przeszukiwali miasta opisywane w indyjskich zapiskach, stwierdzili, że w ruinach miasta Mohendżo Daro, zniszczonego pięć tysięcy lat temu, mury z cegły i kamienia są wręcz stopione. To, że szkliwo na tych murach było pokryte pęcherzami, mówi nam o tym, że mury nie tylko się topiły, ale także wyparowywały! Temperatura musiała więc przekraczać 5000 stopni Celsjusza. Taką temperaturę można uzyskać na wolnym powietrzu tylko i wyłącznie przy wybuchach atomowych. W ruinach domów archeolodzy odnaleźli zbrylone, stopione garnki gliniane, a ludzkie szczątki, które jakimś cudem się zachowały, nawet teraz promieniują pięćdziesiąt razy mocniej niż szczątki ludzi z Hiroszimy. Wszystko wokół dawnego miasta Mohendżo Daro nadal promieniuje 20 razy silniej niż inne miejsca na świecie.

Dołączona grafika
Ruiny Mohendżo Daro.
Starożytne miasta, w których mury lub ściany zostały dosłownie stopione , znajdują się także m.in. na terenie Indii, Irlandii, Szkocji, Francji i Turcji. Takie stopienie można wytłumaczyć tylko jako skutek wybuchu bomby atomowej.


Ale najbardziej wstrząsającym znaleziskiem są ruiny bezimiennego miasta odkryte w głębi indyjskiej dżungli. To co zostało z murów jest pokryte dziwną, najwyraźniej zmutowaną rośliny. Jednak najbardziej szokującym widokiem jest ściana, na której wyraźnie widać ślad po człowieku, który wyparował. Takich cienie widywano w Hiroszimie...

Źródło:
niedowiary1.blox.pl

Dziękuję za uwagę :D
  • 0

  #2 Gość_eru75

Gość_eru75
  • Gość
  • Tematów: 0

Napisano 17.04.2009 - 17:56

Źródło poproszę
  • 0

  #3 Hyperion

Hyperion
  • Użytkownik
  • Postów: 135
  • Tematów: 33
  • PłećMężczyzna
  • Artykułów: 7
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 17.04.2009 - 18:13

Przepraszam, zapomniałem żeby podać źródło. Trochę się spieszyłem, ale już poprawiam. :mrgreen:
  • 0

  #4 mamma

mamma
  • Użytkownik
  • Postów: 214
  • Tematów: 1
  • PłećMężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano 21.06.2009 - 23:07

Istotnie, autorem jest Bzowski, który jak się wydaje skompilował różne teksty, jakie nietrudno znaleźć w popularnej prasie i internecie.
Kilka rzeczy w jego tekście jest mocno niepokojących. Zacząć wypada od tego, że gdyby przyjąć za dobra monetę twierdzenie, iż "Vaimanika" jest częścią Mahabharaty, to nie mogłaby być napisana w języku kannara (ściślej - kannada), jako że cała Mahabharata napisana jest w sanskrycie. Kannada należy zresztą do zupełnie innej, drawidyjskiej rodziny językowej, a więc posługują się nim przedaryjscy mieszkańcy Indii. "Vaimanika Shastra" również została napisana w sanskrycie, a pan Sundera Seshu, założywszy nawet, że ktoś taki istnieje, nie mógł tłumaczyć jej z języka kannada. Problem w tym, że "Vaimanika" została napisana bardzo niedawno, bo na początku XX wieku (dla jasności dodam, że naszej ery), a jej autorem jest Subbaraya Shastry, zmarły w 1941 r. indyjski "channelingowiec" - faktu tego nie negują dziś nawet najbardziej zagorzali zwolennicy tezy o 'kosmicznej technologii' w starożytnych Indiach. Jej treścią jest opis kilku rodzajów vimanów, z których większość jest poruszana - jak przystało na szanujące się statki kosmiczne - za pomocą śmigieł. Zresztą każdy może sam to zobaczyć w poniższym krytycznym omówieniu tego tekstu (to jest plik pdf, więc może się chwilę ładować, za to są tam kopie oryginalnych rysunków z Vaimaniki):

link

Nie tylko w tekście Bzowskiego można sie spotkać z uporczywie krążącą w internecie informacją o dziesiątkach lub tuzinach szkieletów znalezionych na ulicach Mohenjo Daro oraz ich niezwykle wysokiej radioaktywności, co ma być dowodem na zniszczenie miasta przez wybuch jądrowy. Niestety nie sposób zidentyfikować pierwotnego źródła tych informacji. Przy tym, o ile kwestia ilości szkieletów jest stosunkowo łatwa do rozwiązania, ponieważ wiadomo ze źródeł archeologicznych, że znaleziono ich na różnych poziomach historycznych 37 (w tym 14 w jednym, zamkniętym pomieszczeniu), to sprawa ich radioaktywności jest całkowicie zagadkowa. Jedyną dokładniejszą wzmianką na ten temat, jest stwierdzenie mówiące, że "radzieccy uczeni znaleźli szkielet, którego poziom radioaktywności był 50 razy wyższy od normalnego". Np. tu:

link

Można tam wyczytać między innymi, że Mahabharata zaczęła powstawać w siódmym tysiącleciu p.n.e., co jest tezą absolutnie rewolucyjną, natomiast, w interesującej nas kwestii niestety nie wiadomo ani jacy uczeni, ani gdzie, ani kiedy, ani kto przeprowadził badanie radioaktywności tego szkieletu. Mohenjo Daro zostało odkryte w roku 1922 i było eksplorowane przez Brytyjczyków, a później Niemców i Włochów, a wszystkie szkielety ludzkie zostały znalezione już w latach 20-tych i początku 30-tych. Skąd wzięli się tam "radzieccy uczeni", o których nie wspominają żadne raporty z wykopalisk, jest rzeczą tajemniczą. ("Radzieccy uczeni" są zresztą "dyżurnymi" autorami sensacyjnych odkryć, co wynika zapewne nie tyle z ich niezwykłej dociekliwości, co raczej z nieznajomości języka (i alfabetu) rosyjskiego w krajach zachodnich, a co za tym idzie, z niemożności sprawdzenia rosyjskich źródeł.)
Mohenjo Daro można wpisać w okrąg o promieniu ok. 400 metrów. Bomba atomowa o małej, jak na tę broń mocy, zrzucona na Hirosimę, spowodowała niemal kompletną destrukcję w promieniu ok. 800 m od centrum wybuchu, to znaczy dwukrotnie większym. Nieliczne ocalałe budynki (a raczej ich szkielety) były wykonane ze zbrojonego betonu i miały konstrukcję, której celem było przetrwanie trzęsienia ziemi. Dziś, nieco ponad 60 lat od wybuchu poziom promieniowania w Hiroszimie nie różni się od poziomu promieniowania w innych częściach Japonii. Nawet więcej: powrócił do stanu poprzedniego około rok po eksplozji.

link

Tymczasem bomba, a raczej bombeczka, która nie zdołała zniszczyć małego (wg dzisiejszych standardów) miasta miałaby jednocześnie spowodować tak ogromny opad radioaktywny, ze po paru tysiącach lat poziom promieniowania byłby kilkadziesiąt razy większy od przeciętnego. Bo przecież Mohenjo Daro stoi i można je zobaczyć.

link

Czy tak wygląda miasto po katastrofie nuklearnej?
Dowodem, który ma to potwierdzać, jest rzekome stopienie cegieł na znacznym obszarze, mające wskazywać na temperaturę 5000 stopni C. Autor tej tezy, niejaki David Davenport, który podobno przywiózł i poddał badaniu fragmenty tych cegieł, mówi co prawda o 1500 stopniach, ale to w gruncie rzeczy nie ma znaczenia. A nie ma znaczenia dlatego, że Davenport jest jedyną osobą, która widziała te rozległe zniszczenia (choć brak aparatu fotograficznego nie pozwolił mu ich uwiecznić), które umknęły uwadze wszystkich innych. Po pięciu minutach sławy we włoskich popołudniówkach popadł w zapomnienie (niestety, jak widać, nie całkowite).
  • 0

  #5 Gość_Muhad

Gość_Muhad
  • Gość
  • Tematów: 0

Napisano 27.01.2010 - 17:51

ZIEMIA
POLIGON KOSMITÓW



Dołączona grafika
Model vimany znajdujący się w British Muzeum. Na szczycie umieszczono figurkę pilota. Opowieści o tych wojnach przekazywano ustnie z pokolenia na pokolenie, aż w końcu je spisano. Znamy je jako święte eposy narodu indyjskiego: "Mahabharata", "Ramajana" oraz traktat kosmologiczny "Bhagavata Purana". Przyzwyczailiśmy się sądzić, że starożytne mity są jedynie wytworem ludzkiej wyobraźni, zapisem marzeń człowieka o potędze. Nie we wszystkich przypadkach tak jest. Treść niektórych świętych ksiąg wprawia wczytujących się w nie badaczy w osłupienie, a nawet w przerażenie. Okazuje się bowiem, że one dokładniej opisują rzeczywisty świat niż współczesne podręczniki historii czy... fizyki.
"Mahabharata" i "Ramajana" opowiadają o wojnach, jakie kiedyś prowadzili na Ziemi "bogowie". "Bhagavata Purana" jest tekstem kosmologicznym, w którym zawarta jest starożytna wiedza o wszechświecie. Wbrew pozorom, starożytna - nie znaczy błędna. Wręcz przeciwnie.

Możemy się uczyć od przodków

Pod koniec XIX wieku indyjski jogin Swami Vivekananda jako pierwszy zaprezentował w USA i Europie filozofię i religię wedyjską. Spotykał się z wielkimi ówczesnego świata naukowego: Edisonem, lordem Kelvinem, Nicolą Teslą. Tesla zachwycił się wedyjską kosmologią, gdyż nagle zrozumiał, że starożytne koncepcje uzupełniają zachodnie teorie. Jednak mimo starań nie udało mu się tego udowodnić - dopiero teoria względności Einsteina dowiodła, że wedyjska koncepcja tożsamości materii i energii jest prawdziwa.
Zapisane w starożytnych tekstach niezwykłe koncepcje naukowe, które daleko wykraczają nawet poza współczesny poziom kosmologii, skłoniły niektórych badaczy do dokładniejszego przyjrzenia się eposom literackim, w których aż się roi od różnych bogów, latających statków i opisów niezwykłych broni.
Jeszcze sto lat temu badacze tych tekstów owe opisy traktowali jako wytwór "magicznej" wyobraźni autorów, a to dlatego, że nie posiadali odpowiedniej wiedzy naukowej. Natomiast współcześni fizycy, konstruktorzy samolotów i rakiet kosmicznych, a także ufolodzy, czytając te eposy, łapią się za głowy: toż to żadne bajki! Mamy do czynienia z precyzyjnymi opisami statków napędzanych paliwem chemicznym lub - jak w przypadku współczesnych UFO - nieznaną energią. Rozpoznajemy efekty użycia broni jądrowej, dźwiękowej, promieni paraliżujących itp. A opisy różnych "bogów" jako żywo przypominają współczesne opisy ufonautów. Wszystko to nie mogło być wytworem wyobraźni nawet najgenialniejszego poety. Tak precyzyjne opisy mogły być podane tylko przez świadków tamtych wydarzeń.

Vimany - starożytne latające talerze

Dołączona grafika
Fotografia UFO zrobiona w 1974 roku w rejonie Gulf Breezena Florydzie. Czyż obiekt ten nie jest podobny do vimany? Przed pięcioma tysiącami lat na terenie Indii oraz Lanki (tak nazywał się istniejący niegdyś ogromny archipelag wysp, ciągnący się prawdopodobnie aż do Afryki; jego pozostałością jest m.in. wyspa Sri Lanka) widywano pojazdy, które dziś określamy mianem UFO. Według pism wedyjskich, na Ziemi przebywało wówczas (tymczasowo lub na stałe) kilka ras istot pozaziemskich. Niektóre z nich walczyły ze sobą o dominację nad naszą planetą. Wojny były toczone za pomocą latających pojazdów i broni różnego rodzaju. W tekście "Vaimanika Shastra", będącym częścią "Mahabharaty", znajduje się opis podróży półboga Ramy do kraju Lanka na pokładzie vimany, czyli latającego pojazdu zdolnego zabrać trzystu zbrojnych oraz zapasy żywności i paliwa na rok podróży.
Miałem okazję czytać wierny przekład tego tekstu z języka kannara (starszego niż sanskryt) na angielski, dokonany przez hinduskiego doktora fizyki Sundera Seshu. Dzięki temu, iż tłumacz był fizykiem, szybko się zorientował, że z "bajkowego" opisu vimany można się dokładnie dowiedzieć, na jakiej zasadzie działał napęd tego pojazdu. Okazało się, że energią pozwalającą na lot vimaany w atmosferze i w kosmosie było silne pole magnetyczne będące efektem ubocznym przetwarzania rtęci w czwarty stan materii, czyli w plazmę. Dla naszych fizyków to dopiero pieśń przyszłości.
Jak podają prastare pisma, niektóre vimany miały kształt stożka podobnego do piramidy. Rosyjski podróżnik, emigrant z dawnej carskiej Rosji Mikołaj Roerich zapisał, iż w 1930 roku widział w północnym Tybecie vimanę lecącą nad górami.

Straszliwa broń bogów

W opisie arsenału indyjskich bogów można odnaleźć informacje o broniach, których działanie możemy przyrównać do działania współczesnych broni masowego rażenia.
Spójrzmy: "strzała Indry" to pocisk przelatujący tysiące mil po to, by spaść u celu, niszcząc całe miasto (samonaprowadzający pocisk jądrowy?). Inna broń, "puszapati", mogła spowodować, że przez 12 lat na terenie, gdzie wybuchła, "nie spadła ani kropla deszczu".
Najstraszniejszą bronią była "Głowa Brahmy" - prawdopodobnie pocisk jądrowy wielkiej mocy. Użyć jej miał jeden z półbogów, Ardżuna, w walce z Ravaną, wodzem wrogich Asurów (rasa kosmitów, która zbuntowała się przeciwko władzy Devów, innej rasy, która - według tekstów wedyjskich - sprawuje rządy w kosmosie). Ravana miał do swej dyspozycji latające miasto, zazwyczaj zawieszone w kosmosie pomiędzy Ziemią a Księżycem. Według naszych przypuszczeń, mógł to być olbrzymi statek kosmiczny znajdujący się na orbicie okołoziemskiej, pełniący rolę bazy kosmicznej.
Ardżuna wypuścił Głowę Brahmy w stronę wroga: "Latające miasto wzbijało się wysoko w kosmos po to, by błyskawicznie opaść tuż nad ziemię, i za chwilę znów wzbijało się w górę. Wpadało do wód oceanu i za chwilę startowało na niebotyczne wysokości... i tu dopadła go Głowa Brahmy. Szczątki tego pojazdu spadły w kawałkach na Ziemię, a jego mieszkańcy spłonęli."
(Mahabharata, Vanaparwan, rozdz.168-172)
Niektóre opisy walk czy działań "bogów" są bardzo kwieciste i "magiczne". Pamiętajmy jednak, że przez wiele wieków historie owe były przekazywane z ust do ust przez ludzi, którzy nie mieli pojęcia, o czym naprawdę opowiadają. Dla nich broń dźwiękowa czy laserowa były broniami wykorzystującymi moce magii, a używające ich istoty z pewnością były bogami. Dopiero teraz, mając współczesną wiedzę, możemy właściwie zrozumieć starożytne przekazy. Co więcej, wielu uczonych badających wedyjską kosmologię twierdzi, że wraz z nowymi odkryciami współczesnej fizyki i matematyki kolejne starożytne koncepcje nabierają sensu.

Kazimierz Bzowski

Dołączona grafika
Ruiny Mohendżo Daro do dziś bardziej promieniują,
niż tereny po bombie atomowej w Hiroszimie.


Starożytne wojny atomowe
Dołączona grafika
W starożytności na orbicie Ziemi znajdowało się wielkie kosmiczne miasto Obcych.
Uważni XX-wieczni czytelnicy "Mahabharaty" i "Ramajany" rozpoznają w opisach starożytnych bitew zaawansowane technologicznie, straszliwe bronie. "Bogowie" nie używali zwykłych strzał, katapult czy kotłów z wrzącą smołą. Jeśli macie co do tego wątpliwości, przeczytajcie poniższy fragment pochodzący z "Mahabharaty":

"Było tak, jakby wszystkie złe moce urwały się z uwięzi. Świat wypalony ogniem taczał się w piekielnym gorącu. Rozszalałe słonie biegały w kółko, szukając schronienia przed okropnym żarem. Woda gotowała się w rzekach i wyparowywała... Ginęły wszystkie zwierzęta, a wróg padał jak ścięty kosą. Paliły się i padały lasy, a konie i wozy bojowe płonęły...
Później zapadła martwa cisza... Nie było już żywych. Rozszalały się wiatry, ale powietrze nad ziemią pojaśniało. Ukazał się przejmujący widok: dziesiątki tysięcy zniekształconych przez ogień, martwych ciał..." Archeolodzy przeszukujący miasta opisywane w pismach indyjskich stwierdzili, że w ruinach miasta Mohendżo Daro, które zostało zniszczone pięć tysięcy lat temu, ceglane i kamienne mury są wręcz stopione. Fakt, iż szkliwo na tych murach jest pokryte pęcherzami, świadczy o tym, że nie tylko się one topiły, ale i wyparowywały, a zatem temperatura musiała przekraczać 5000oC. Taki żar można na wolnym powietrzu uzyskać tylko przy wybuchach atomowych. W ruinach domów znaleziono zbrylone, stopione garnki gliniane, a zachowane ludzkie szczątki nawet teraz promieniują pięćdziesiąt razy silniej niż szczątki ludzi z Hiroszimy... Cały teren wokoło dawnego miasta Mohendżo Daro nadal promieniuje 20 razy silniej niż inne miejsca.
Jednym z najbardziej wstrząsających odkryć są ruiny bezimiennego miasta odkryte w głębi indyjskiej dżungli. Resztki murów pokrywają dziwne, najwyraźniej zmutowane rośliny. Jednak prawdziwym szokiem okazało się odsłonięcie jednej ze ścian, na której wyraźnie było widać ślad po człowieku, który wyparował. Wiele takich cieni na murach widywano w Hiroszimie...


Źródło: Click Click :)


Rozważania na temat tego, czy starożytne opisy są tylko mitami, czy też nie, pozostawiam Wam :)

Pozdróweczka.

  • 3

  #6 pawaw1

pawaw1
  • Użytkownik+
  • Postów: 432
  • Tematów: 28
  • PłećMężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano 27.01.2010 - 18:55

Dołączona grafika

A ja polecę film o wyżej wymienionych Vimanach. Film nosi tytuł "Cel", film nie jest może najwyższych lotów, ale ma wciągającą fabułę i klimat. Podaję LINK z krótkim opisem, oraz zapodaje trailerek.

http://www.youtube.com/watch?v=6Ydf0c-yqqA


A tak w ogóle to ciekawy artykuł. Dziwne, że nikt nie wrzucił wcześniej ( chyba, że było).... Kiedyś gdzieś już czytałem o tym, ale to tak skrótowo.
  • 0



  #7 harap

harap
  • Użytkownik
  • Postów: 209
  • Tematów: 6
  • PłećMężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano 27.01.2010 - 19:08

Chciałbym zobaczyć zdjęcie tego 'wyparowanego' ludka i zmutowanych roślin z dżungli, o którym mowa w teście.

Tak czy inaczej, ciekawe to to, ale jakoś niekoniecznie biorę to na poważnie. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu- starożytni bardzo plastycznie potrafili opisywać bardzo proste i znane wszystkim zjawiska. Dlatego też, ten monstrualny żar który rozegnał słonie i spopielił ludzi mógł być np. uderzeniem meteorytu, jeśli już koniecznie musimy to zdarzenie przyjmować jako 'atak z powietrza'. No bo mogło tak być, nieprawdaż?
  • 0

  #8 crc

crc
  • Użytkownik+
  • Postów: 712
  • Tematów: 34
  • PłećMężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano 27.01.2010 - 22:49

Ilu ludzi tyle interpretacji, dopóki nie będzie dowodów można tylko spekulować. Ja tam zawsze sądziłem, że Mitologia czy przypowieści Biblijne to coś więcej niż tylko historyjki. Ale to jest moje prywatne zdanie z którym ktoś się może zgadzać, a ktoś nie.

Użytkownik crc edytował ten post 27.01.2010 - 22:50

  • 0

  #9 Gość_Muhad

Gość_Muhad
  • Gość
  • Tematów: 0

Napisano 28.01.2010 - 12:48

Zanim udowodniono istnienie Troi w starożytnych czasach, była mitem i zarzekano się, że nie mogła istnieć. Przecież to mit z przekazów. A dziś?? Istnienie Troi to fakt i ciekaw jestem co sobie myślą Ci, co tak bardzo się zarzekali. Ja Wam mówię. NIE WOLNO odrzucać starożytnych przekazów, bo to jest niszczenie historii i nie ważne czy wydaje się nam ona nieprawdopodobna. Jest to zbrodnia na historii.
I idąc tym tokiem rozumowania - skoro Troja okazała się faktem, to dlaczego z góry odrzucać i zakładać, że np. Atomowe wojny w zapiskach StaroIndyjskich lub atomowe wojny sumeru, to fikcja?? Może najwyższa pora zacząć doceniać to, co nam starożytność po sobie pozostawiła i skończyć z tonem prześmiewczym, że w MITY TO JA WIERZYŁ NIE BĘDĘ ?
  • 1

  #10 crc

crc
  • Użytkownik+
  • Postów: 712
  • Tematów: 34
  • PłećMężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano 28.01.2010 - 13:29

Muhad problem polega na tym, że nie można zbawiać ludzi na siłę, każdy kto myśli tak jak Ty się z Tobą zgodzi, lecz są ludzie, dla który to wszystko nie trzyma kupy.

Dlatego są przeciwko powyższym teorią i interpretacją, najzwyczajniej się z nimi nie zgadzają, nam pozostaje tylko czekać, aż ktoś dojdzie sam lub jakiś dowód go przekona. Zresztą kto powiedział, że my mamy rację. To, że w coś wierzymy, wydaje się nam sensowne itd nie znaczy, że jest prawdziwe. Troja jest tylko dla nas wierzchołkiem góry lodowej, "Świętym Gralem" potwierdzającym, że Mity przynajmniej opierają się na prawdziwych zdarzeniach i miejscach. Jednak ktoś poda Ci setki przykładów na to, że nie mamy racji.

Do czego zmierza taka polemika? Do niczego. Wyznaję zasadę, że szanuje to co ktoś myśli, ale tego samego wymagam od niego. Każdy ma swoje zdanie, swoją rację, ale nikomu nie można wmawiać, że własne przekonania są najlepsze. Jeśli ten ktoś sam się przekona i uwierzy to taki tok myślenia stanie się też jego własnym i chyba o to chodzi, a nie kolejne krucjaty.

Użytkownik crc edytował ten post 28.01.2010 - 13:34

  • 3

  #11 harap

harap
  • Użytkownik
  • Postów: 209
  • Tematów: 6
  • PłećMężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano 28.01.2010 - 20:09

Ale ja wcale tego nie wyśmiewam, Muhad. Twierdzę tylko, że opisywali plastycznie proste zjawiska- co w tym prześmiewczego? A co do interpretacji, to sądzę że nie powinniśmy tego interpretować ani zbyt sceptycznie, ani hurraoptymistycznie, bo, tak prawdę mówiąc, to nikt z nas nie odkryje, co naprawdę widział autor.

Może była to faktycznie bomba jądrowa, może meteor, a może te księgi mają źródło w tym, że jakiś władca kazał je spisać ku swojej rozrywce?
  • 0

  #12 Gość_radoslaw

Gość_radoslaw
  • Gość
  • Tematów: 0

Napisano 28.01.2010 - 23:59


  • 1

  #13 rolpiek

rolpiek
  • Użytkownik+
  • Postów: 574
  • Tematów: 3
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano 29.01.2010 - 01:48

Zanim udowodniono istnienie Troi w starożytnych czasach, była mitem i zarzekano się, że nie mogła istnieć. Przecież to mit z przekazów. A dziś?? Istnienie Troi to fakt i ciekaw jestem co sobie myślą Ci, co tak bardzo się zarzekali. Ja Wam mówię. NIE WOLNO odrzucać starożytnych przekazów, bo to jest niszczenie historii i nie ważne czy wydaje się nam ona nieprawdopodobna. Jest to zbrodnia na historii.
I idąc tym tokiem rozumowania - skoro Troja okazała się faktem, to dlaczego z góry odrzucać i zakładać, że np. Atomowe wojny w zapiskach StaroIndyjskich lub atomowe wojny sumeru, to fikcja?? Może najwyższa pora zacząć doceniać to, co nam starożytność po sobie pozostawiła i skończyć z tonem prześmiewczym, że w MITY TO JA WIERZYŁ NIE BĘDĘ ?

dobrze ujęte

Twierdzę tylko, że opisywali plastycznie proste zjawiska


dla nas teraz proste ale jeszcze 100 lat temu wiele z tych zjawisk ludzie opisywaliby podobnie "plastycznie"

opisuje się to co się widzi porównując do rzeczy które się zna

jeżeli obecnie nastąpiłby niszczący wybuch jakiejś fikcyjnej bomby megatrytronowodrewanianej to nikt obecnie nie opisałby tego że "nastąpił wybuch bomby megatrytronowodrewanianej " tylko opisałby to porównując do tego co zna i używając słownictwa które zna np. że "nastąpiła eksplozja o sile większej niż 1000 bomb atomowych oraz błysku porównywalnym ze słońcem" i taki opis ileś lat później brzmiałby śmiesznie dla wiedzących co to był za wybuch ;)
  • 0

  #14 harap

harap
  • Użytkownik
  • Postów: 209
  • Tematów: 6
  • PłećMężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano 29.01.2010 - 04:22

Ale 'plastycznie' wcale nie jest równoważne ze 'śmiesznie'...
Jednakże, plastyczność taka często prowadzi do wyolbrzymień, szczególnie jeśli obraz widziany przez autora wywołuje w nim jakiś stosunek emocjonalny do wydarzeń, które później opisuje...
  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u