Skocz do zawartości




Zdjęcie

Historia Templariuszy


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
9 odpowiedzi w tym temacie

  #1 Henoch

Henoch
  • Użytkownik
  • Postów: 62
  • Tematów: 10
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 14.11.2006 - 15:51

Zakon templariuszy do dziś stanowi jedną z największych zagadek historii ostatniego tysiąclecia. Nadal pozostaje osnuty tajemnicą, a wielu poszukiwaczy próbuje odnaleźć legendarne skarby, szerzą się też opowieści o stosowanej przez nich magii. Kim naprawdę byli i dlaczego opowieści o nich wciąż wzbudzają wiele kontrowersji i emocji?

Templariusze byli żołnierzami oddziałów Ziemi Świętej, którzy walczyli w imię Jezusa. Pierwsza informacja o zakonie zawarta jest w dziejach wypraw krzyżowych, spisanych przez Wilhelma z Tyru, w latach 1175-85. W tym czasie rycerze założyli Królestwo Jerozolimskie Outremer.

Wg zapisków kronikarza zakon został założony prawdopodobnie w 1118r. jako Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona przez Hugona de Paynes, rycerza Hrabiego Szampanii. Początkowo należało do niego dziewięć osób, a ich celem była ochrona pielgrzymów i przewóz ich pieniędzy na terenach Ziemi Świętej oraz ochrona zbiorników wody pitnej przed Saracenami. Król Jerozolimy, Baldwin II, oddał im skrzydło pałacu wzniesionego na ruinach świątyni Salomona, templum, skąd nazwa zakonu.

Przez kolejnych 8 lat rycerze nie przyjęli w swe szeregi żadnego ochotnika, co jest bardzo dziwne zważywszy na działalność, jaką mieli prowadzić. Czy dziewięciu rycerz mogło w jakikolwiek sposób bronić pielgrzymów?

Pojawia się pierwsza nieścisłość, dotycząca historii zakonu. Źródła historyczne podają, że w 1120r. do zakonu wstąpił hrabia Andegawenii, a 4 lata później hrabia Szampanii. Czyżby kronikarz pomylił się i zamiast ósemki wpisał jedynkę, co datowałoby narodziny zakonu na 1111r.? Przemawia za tym fakt, że w liście od biskupa Chartres do hrabiego Szampanii jest wzmianka o zamiarach przystąpienia do La milice du Christ, jak potocznie nazywano zakon. Zastanawiający jest również fakt, że hrabia po przystąpieniu do zakonu stał się podwładnym swojego wasala.

Kronikarze z tego okresu nie wspominają o ich bytności i działaniu. Jednakże obrona Ziemi Świętej była doskonałym pretekstem do zbierania pieniędzy. Niemalże od samego początku rycerze otrzymywali pokaźne datki na ten cel, a w późniejszym czasie i ziemie.

W 1127r. Hugon de Paynes powrócił wraz z sześcioma kompanami do Europy. W styczniu następnego roku odbył się sobór w Troyes, w Szampanii, na którym uznano templariuszy za zakon o charakterze wojskowym, a Hugona ogłoszono wielkim mistrzem świątyni.

W tym samym roku opat Clairvaux, ś. Bernard napisał traktat pochwalny, poświęcony wielkości i cnotliwości nowo powstałego zakonu. Jest on również autorem Reguły łacińskiej, tłumaczonej w 1147r. na język francuski(stąd druga nazwa: Reguła Francuska). Spis obejmował 72 artykuły oraz prolog.

Osiem pierwszych obejmowało religijne obowiązki braci, przykładowo odmawianie 13 Ojcze nasz, w razie nieobecności na Mszy św. Po śmierci jednego z braci, każdy zakonnik odmawiał 100 razy Anioł Pański za jego duszę i przez 40 dni dokarmiano jednego ubogiego. Zakonników spowiadał wielki mistrz.

Kolejne 13 artykułów dotyczyło życia braci, np. spożywania posiłków w milczeniu, słuchając Pisma Świętego, jedzenie mięsa 3 razy w tygodniu, w piątek obowiązkowo ryby, po komplecie - ostatniej modlitwie - milczenie. Rycerze mieli całkowity zakaz kontaktowania się z osobami ekskomunikowanymi, co jak się okazało w przyszłości, było często łamanym zakazem.

Kolejno występował opis stroju: białe lub czarne stroje bez futer, trzewiki bez szpiczastych nosków, przekazywanie starej odzieży giermkom, obowiązkowo broda i wąsy, strój nocny - koszula i kalesony. Żonaci nie mogli nosić białych szat. Każdy z braci mógł mieć trzy wierzchowce i jednego giermka; strzemiona nie mogły być złote ani srebrne, a jeśli już, to musiały być malowane.

Ciekawe są ostatnie artykuły, wg których bracia nie mogli posiadać skrzyni zamykanych na klucz tak, aby każdy miał do nich dostęp, a wszelkie listy odczytywane były przez mistrza. Jeśli mąż umrze przed żoną, połowa jego majątku przekazywana była rodzinie, a reszta zostawała w rękach zakonu. Każdy, kto chciał przystąpić do zakonu, musiał o to prosić wielkiego mistrza i kapitułę, wysłuchawszy wcześniej Reguły.

W 1139r. papież Innocenty II wydał bullę Omne Datum Optimum, która wprowadziła kapelanów dla obsługi klasztoru oraz zgodnie z którą żadna władza kościelna poza papieską oraz żadna świecka nie mogła rozkazywać ani wpływać na zakon. Dodatkowo wprowadziła pewne zmiany. Przykładowo zabraniało się składania przysiąg czy hołdów przez zakonników, porzucać klasztor, zmuszać zakon do płacenia dziesięciny.

Kolejna bulla, Militia Dei, wydana w 1145r. zezwala na stawianie własnych kaplic, co doprowadziło do walki ze świeckim klerem o pieniądze i wpływy.

Po soborze zakon szybko się rozrastał. Z całej Europy napływały dary i pieniądze, oddawano im ziemię, na której tworzono komandorie. Kiedy Hugon de Paynes przekazał cały swój dobytek zakonowi, reszta rycerzy uczyniła tak samo i od tego czasu każdy zakonnik musiał zrzekać się swego majątku na rzecz całego zgromadzenia.

Liczne dary sprawiły, iż na początku 1229r. templariusze posiadali ziemie we Francji, Anglii, Szkocji, Flandrii, Austrii, Niemczech, na Węgrzech, na terenach Palestyny i Ziemi Świętej.

W 1146 roku papież Eugeniusz III obdarzył templariuszy symbolem prostego czerwonego krzyża padee, który zdobił lewą stronę płaszcza i od tej pory stał się znakiem rozpoznawczym zakonników. Jak pisał Mateusz z Paryża "...aby im służył jako triumfalna oznaka i tarcza i aby nie uciekali przed jakimkolwiek niewiernym".

Zakonnicy posiadali dwadzieścia pieczęci. Najczęściej stosowali pieczęcie symbolizujące Świątynię zwieńczoną kopułą (najstarsza), dwóch rycerzy na jednym koniu (1200r.), krzyż z rozszerzającymi się ramionami przybity do słupka, Agnus Dei, typowy dla mistrzów Anglii.

Najwyższą władzą w zgromadzeniu była kapituła generalna pod przewodnictwem wielkiego mistrza. Decydowała ona o najważniejszych sprawach zakonu i wybierała ze swego grona urzędników. Na co dzień rządy sprawował wielki mistrz wraz z dwoma komandorami oraz marszałkiem, seneszalem i skarbnikiem. Członkowie zgromadzenia dzielili się na cztery grupy: braci rycerzy, braci służebnych - giermków, kapelanów oraz służby i rzemieślników.

Zakon podzielony był na prowincje. Na Bliskim Wschodzie jerozolimska, antiocheńska, trypolitańska a w Europie tzw. zachodnie: francuska, hiszpańska, portugalska, włoska, angielska, szkocka, irlandzka, niemiecka i węgierska. Było ich 10-12, gdyż ich liczba się zmieniała. Na czele każdej z nich znajdował się wielki mistrz lub komandor. W każdej prowincji znajdowały się specjalne jednostki administracyjne tzw. preceptoraty. Komandorie natomiast były najmniejszymi jednostkami administracyjnymi.

Templariusze gromadzili się w dwóch kapitułach: zwykłej, zbierającej się codziennie, która osądzała drobne wykroczenia i honorowej, na której omawiano administrację zakonu.

Stając się potęgą, zakon brał udział w podejmowaniu decyzji na najwyższych stanowiskach, był mediatorem w rozmowach między monarchami. Przykładowo w Anglii mistrz świątyni był zapraszany na posiedzenia królewskiego parlamentu. Doszło nawet do tego, iż wielki mistrz czując się bezpiecznie, posunął się do groźby przeciwko Henrykowi III, królowi Anglii, który w 1252r. chciał skonfiskować część ich majątku.

Templariusze stworzyli własny system bankowy. W 1135r. udzielili pierwszej pożyczki hipotecznej Piotrowi Desde z Saragossy. Udzielali pożyczek o olbrzymiej wartości królom, stając się w ten sposób bankierami monarchów w Europie. Stworzyli system przekazów pieniężnych o niskiej stopie procentowej. Realizacje weksli umożliwiały liczne komandorie, a paryska nazwana została centrum finansowym Europy.

Zakon czerpał z judaizmu i islamu. Posiadał najnowsze technologie, stworzone przez ówczesnych inżynierów, architektów. Założył własne porty morskie, stocznie, flotę wojenną i handlową, które jako pierwsze używały kompasu magnetycznego. Mieli własne szpitale, a znając właściwości antybiotyków, stosowali wyciąg z pleśni. Doceniali znaczenie higieny dla człowieka, co w ówczesnych czasach było czymś niezwykłym.

Templariusze zbierali dochody z uprawy gruntów rolnych i hodowli zwierząt. Posiadali patronaty nad kościołami, pobierali opłaty celne, datki przeznaczone na wyprawy krzyżowe. Zajmowali się na dużą skalę handlem i operacjami finansowymi.

Poza Regułą bracia posiadali zbiór statutów, czyli Ordonansów, które zostały spisane przed 1187r. za czasu rządów Bertranda de Blanchefort. Zawierały zasady dotyczące wielkiego mistrza, seneszali i marszałków, i praktycznie były udostępniane tylko jemu i jego zaufanym. Mistrz mógł posiadać cztery wierzchowce, zawsze towarzyszyli mu kapelan i kleryk, zaufani doradcy. Mógł pożyczać dobra zakonu do wysokości tysiąca bizantów. Jego władzę ograniczono przy sprzedaży dóbr należących do klasztoru, wszczynaniu wojen. Posiadał znaczną wiedzę, ograniczaną przez prawo kapituły do dyskusji.

Templariusze posiadali własną chorągiew, zwaną baussant, złożoną z dwóch barw.

Po śmierci króla Baldwina II w 1185r. Jerozolima została zdobyta. W sto lat później muzułmanie przejęli całą Ziemię Świętą. w tym czasie templariusze utracili na znaczeniu, gdyż obwiniano ich o to nieszczęście i zarzucano dbanie o własne dobra zamiast o cel, do którego zostali powołani.

W 1190r. przyczynili się do powstania innego wojskowego zakonu, Zakonu Najświętszej Marii Panny, znanego, jako Krzyżacy. Ci jednak działali na Bliskim Wschodzie, a w połowie XIII zrabowali ziemie bezpośrednio przylegające do Polski, zakładając tam swe siedziby. Templariusze pozazdrościli kolegom niezależności i postanowili stworzyć własne państwo na terenach Langwedocji.

Mistrzowie zatrudniali arabskich sekretarzy, a wielu rycerzy władało językiem arabskim. Zakonnicy zaznajamiali się również z wiedzą i tradycją Żydów przebywając w ich gminach.

Po utracie Akki - ostatniej twierdzy chrześcijańskiej w Ziemi Świętej templariusze przenieśli się na kolejne wyspy i próbowali przeciwstawić się muzułmańskiej ekspansji.

Równocześnie szerzyły się doniesienia o tajemnych praktykach templariuszy. Zarzucano im religijne praktyki muzułmańskie, zapieranie się Chrystusa, sodomię, bałwochwalstwo. Od dłuższego czasu obserwowano upadek obyczajów w tym zakonie, pijaństwo, wydawanie środków na zbytkowny styl życia. Ówcześni templariusze zdawali się zatracać w rozpuście i w niczym nie przypominali Hugona de Payns i jego towarzyszy.

Na początku XIV w. król Francji Filip IV, zwany Pięknym, postanowił zlikwidować zakon. Był mu winien pieniądze i nęciły go skrywane w komandoriach bogactwa. Dodatkowo nie posiadał nad nimi żadnej władzy, a rycerze stanowili świetnie wyszkoloną armię. Jego złość spotęgował fakt, że kiedy raz schronił się w jednej z komandorii przed rozwścieczonym tłumem, został upokorzony przez zakonników.

Aby zrealizować swe zamiary, musiał nakłonić do współpracy papieża, który nadal posiadał teoretycznie władzę nad zakonem. Umożliwić mu miało wprowadzenie na tron własnego kandydata, biskupa Bordeaux. W latach 1303-05 zorganizował porwanie i zabójstwo papieża Bonifacego VIII i otrucie jego następcy Benedykta XI. Nowo wybrany i protegowany króla ogłosił się Klemensem V.

Filip Piękny chciał całkowicie zlikwidować zakon, w związku z czym przygotował oskarżenie o herezję, które opierało się na zeznaniach szpiegów, jacy przedostali się w szeregi rycerzy oraz jednego templariusza-renegata.

Kiedy wszystko było już przygotowane, przesłał zalakowane rozkazy, które miały być odczytane w tym samym czasie i natychmiast wykonane. O świcie 13.10.1307r. wszyscy templariusze mieli zostać aresztowani, a ich majątki skonfiskowane. I o ile pierwsza część planu została wykonana, tak druga spęzła na niczym.

Źródła donoszą, iż wielki mistrz Jakub de Molay został ostrzeżony o katastrofie, jaka groziła zakonowi i na krótko przed aresztowaniem kazał spalić wiele ksiąg i dokumentów.

Fakt ten zdaje się być potwierdzony tym, iż rycerze poddali się bez walki. A przecież zgodnie z regułą mieli zawsze walczyć do ostatniej kropli krwi. Czy możliwe jest, aby dostali wcześniej odgórnie takie rozkazy?

Tajemnicze zaginięcie skarbu również wskazywałoby na to wyjaśnienie. Zakonnicy wcześniej powiadomieni o zdradzie króla, przenieśli czy raczej przewieźli go w bezpieczne miejsce.

Aresztowani stanęli przed sądem, a wielu z nich poddano torturom w celu otrzymania odpowiednich zeznań. Aresztowanym zarzucano czczenie diabła Bafometa, oddawanie pokłonów brodatej twarzy, która rzekomo do nich przemawiała i obdarzała siłą. Twierdzono, że uczyli kobiety wywoływać sztuczne poronienie, posuwali się do dzieciobójstwa, związków homoseksualnych i praktyk magicznych, deptali krzyż. Inkwizytorzy zarzucali także nie konsekrowanie hostii zgodnie z przyjętym kanonem.

Przesłuchiwani rycerze często mówili o Bafomecie. Obiektywnie rzecz biorąc, za pomocą tortur można było wymusić każde zeznanie, niekoniecznie oznaczające prawdę. Jednakże zastanawiające jest to, że rycerze pochodzili często z oddalonych od siebie komandorii, tak więc odizolowani nie mogli wspólnie uzgodnić zeznań. Naukowcy do tej pory nie potrafią udzielić zadowalającej odpowiedzi. Jedni skłaniają się ku tezie, że to zmienione słowo Mahomet lub też arabskie Abufihamet, oznaczające ojca mądrości czy też źródło. Jeśli tak, czyżby faktycznie chodziło o jakie nieznane bóstwo, odwzorowane pod postacią brodatej głowy?

Behemot - bestia z Biblii???

Raporty inkwizycji pisały też o głowie kobiety, której ołtarz znajdował się w paryskiej komandorii, a w nim kości czaszki owinięte w białe płótno. Wg rycerzy owa postać nie miała nic wspólnego z brodatą, a zgodnie z podaniem, rycerze weszli w jej posiadanie w niezwykły sposób. Otóż jeden z zakonników kochał się w damie z Maraklei. Kiedy kobieta zmarła, mężczyzna odkopał ją nocą i posiadł. Wtedy usłyszał głos, który kazał mu wrócić po dziewięciu miesiącach. Gdy tak zrobił, odnalazł kości, które miały wielką moc. Dzięki nim był niezwyciężony w walce, silny i potężny. Po pewnym czasie człowiek ten przekazał szczątki zakonowi.

Niektóre zarzuty można było z łatwością obalić, gdyż stworzono je nie znając zwyczajów zachodzących w komandoriach. Przykładowo wg oskarżycieli istniały dwa zbiory statutów, z których jeden legalny był pokazywany, natomiast drugiego nie wolno było nikomu udostępniać. Tymczasem chodziło tu o dostępną wszystkim Regułę oraz wyżej wymienione Ordonansy, zawierające wewnętrzne reguły zakonu, których nikomu poza głównymi komandorami nie pokazywano.

Najbardziej kontrowersyjny zarzut dotyczy rytuału deptania krzyża. Do dziś nie wyjaśniono jego istoty. Czyżby rycerze wyrzekli się Chrystusa czy może tylko odrzucili ukrzyżowanie?

Jeden z rycerzy zeznał, że kiedy wstąpił do zakonu usłyszał, że Chrystus był fałszywym prorokiem i, że nie należy pokładać w nim nadziei, a jedynie w Bogu. Inny zeznał, iż kazano mu wierzyć w innego, wyższego Boga. Generalnie jednak na 127 przedstawionych braciom zarzutów, ci przyznawali się do 3-4 związanych z przyjęciem do zakonu. Ciekawostką jest to, iż Jakub de Molay przyznał się w końcu do zaparcia się Chrystusa i plwania na krzyż. Twierdził, że nie ma w tym nic dziwnego i, że tak nakazywano mu robić. Pytanie tylko, na ile zeznania te można było potraktować poważnie, zważywszy na tortury, jakim byli poddawani zakonnicy.

Zakonników więziono, a wielu z nich spłonęło na stosie. Skazańcy paląc się krzyczeli, że ich dusze należą do Boga bez względu na to, jak bardzo ich się katuje. Szacuje się, że w prawie 600 komandoriach mieszkało około 4000 zakonników, ż czego 1000 wielokrotnie zmieniało swoje zeznania.

W 1311r. zebrał się sobór kościelny, aby zdecydować, czy templariusze byli winni czy nie. Pierre de Bologne, prokurator zakonu, oświadczył, że zeznania rycerzy są nieważne, gdyż były wymuszone torturami. Sobór zdecydował, że zakonnicy byli niewinni, jednakże kiedy pojawił się Filip Piękny, komisja papieska zmieniła werdykt.

W 1312r. papież pod naciskiem Filipa Pięknego rozwiązał zakon, a w 1314r. Jakub de Molay i Gotfryd de Charnay zostali spaleni na stosie. Ostatni wielki mistrz umierając, rzucił klątwę na swych oprawców, Filipa i Klemensa V, zgodnie z którą pozostawił Bogu troskę o pomszczenie jego i współbraci. Spiskowcy mieli zginać w niespełna rok od egzekucji. Co ciekawe, w ciągu miesiąca, 10.04.1314r. zginął papież, zaraziwszy się dyzenterią, a kilka miesięcy później, 29.11. król Francji w nieznanych okolicznościach.

Filip Piękny zagrabiając dobra templariuszy planował przeznaczenie ich na odzyskanie Ziemi Świętej. Decyzja ta miała odsunąć od niego podejrzenia co do przesłanek likwidacji zakonu. Jednak w 1308r. okazało się, że planował wyruszyć z nową krucjatą, stworzyć nowy zakon w miejsce zlikwidowanego, lecz tym razem mistrz byłby zawsze wybierany z rodziny francuskiego króla.

Król Francji starał się wpłynąć na innych monarchów, aby poszli na jego przykładem. Nie wiadomo, co nim dokładnie kierowało, dlaczego chciał go całkowicie unicestwić. Fakt faktem, nie osiągnął swego celu.

Król Anglii, Edward II, który początkowo bronił templariuszy, pod naciskiem innych zlikwidował go w końcu, lecz pozwolił zakonnikom uciec. Uciekinierzy znaleźli schronienie w Szkocji. Przesłanki wskazują na to, że zakon istniał jeszcze w latach 1688-91, gdyż po powstaniu w Szkocji odnaleziono na polu walki zwłoki vice hrabiego Dundee, Johna Claverhause, z wielkim krzyżem Zakonu Świątyni.

Podobnie łagodnie potraktowano zakonników w Niemczech. Choć wielu z nich stanęło przed sądem, wszyscy zostali uniewinnieni. W Portugalii zakon zmienił nazwę na Rycerzy Chrystusa i w tej formie przetrwał do XVI w. zajmując się żeglarstwem. Należał do niego Vasco da Gama. Również okręty Kolumba płynęły pod banderą czerwonego krzyża, a sam odkrywca otrzymał wiele map i wskazówek od byłego Rycerza Chrystusa, a swego teścia.

W XVIII w. istniały różne tajne zgromadzenia, które odwoływały się do tradycji zakonu. Za jego następcę uważano masonów zwłaszcza, że wiele ich rytuałów opierało się na zakonnych.

Pod koniec XVIIIw. masonów spiskujących przeciwko Ludwikowi XVI uznano za tych, którzy wypełniają klątwę Jakuba de Molay. Kiedy gilotynowano króla, jeden z widzów wskoczył na rusztowanie i umoczywszy dłoń we krwi zakrzyczał: "Pomszczonyś, Jakubie de Molay."

Do dziś istnieją trzy organizacje, które nazywają siebie templariuszami, aczkolwiek nie udowodniły nigdy dostatecznie swych korzeni.

Ostatnio pojawiły się nowe teorie, zgodnie z którymi rycerze strzegli największej tajemnicy świata, jaką miał być Święty Graal. Przemawiałby za tym fakt, iż zakonnicy twierdzili, że brodata głowa mogła sprawić, że drzewa kwitły, a ziemia rodziła plony, co od wieków przypisywano właśnie Graalowi. Tłumaczyłoby to szybki rozwój zakonu, datki olbrzymiej wartości napływające z niemal całego świata. Na ile jednak legenda zaważyła na losach templariuszy? I czy jest w niej odrobina prawdy?

Pozostaje ostatnia zagadka, a mianowicie, co się stało ze skarbem zakonników. Do tego czasu nie udało się odnaleźć miejsca jego ukrycia. Istniało wprawdzie kilka teorii, lecz żadna nie zdaje się potwierdzać i w pełni wyjaśniać jego historii.

Krążyły plotki, że skarb został przewieziony na wybrzeże do La Rochelle, morskiego ośrodka rycerzy, skąd następnie wywieziono go dziesięcioma galerami.

Inna nawiązuje do historii pewnego księdza z Rennes-le Chateau, który odkrył w swojej parafii ukryte kosztowności i przez lata w pełni z nich korzystał. W jaki jednak sposób skarb mógł się znaleźć w biednym kościele? Wiadomo, że w czasie aresztowania uciekli rycerze komandorii w Bezu, znajdującej się niedaleko od Rennes-le-Chateau. Możliwe, że wykradli oni złoto i kosztowności i ukryli w bezpiecznym miejscu. Wg jednej z hipotez, Klemens V, który przed przyjęciem tego imienia nazywał się Bertrand de Goth, ostrzegł dowódcę oddziału w Bezu, Seigneur'a de Goth o planowanym ataku. Interesujące, że matką Klemensa V była Ida de Blanchefort z rodu Bertradna de Blanchefort, wielkiego mistrza, działającego w tych okolicach.

Jedna z hipotez nawiązuje do wspomnianego już wyżej Pierre'a de Bologne, który miał ukryć zebrane przez zakonników bogactwa i dzięki nim rozbudować swoją własną organizację. Oznaczałoby to, że po skarbie pozostała jedynie legenda.

Historia pozostawia jeszcze jeden ślad. W 1745r. w Paryżu odnaleziono list Jakuba de Molay adresowany do jego siostrzeńca, hrabiego Guicharda de Beaujeu, w którym mistrz powiadamiał o zakopanym skarbie. Pisał, że w trumnie jego dziadka, byłego mistrza templariuszy ukryta jest spora cześć skarbu oraz ważne dokumenty przywiezione z Ziemi Świętej. Prawdziwy skarb miał być ukryty w dwóch filarach, które ozdabiają chór przy wejściu grobowców wielkich mistrzów. Głowice tych filarów można było obrócić, a w ich wyżłobieniu tkwiły ukryte skarby. Grobu jednak do tej pory nie odnaleziono, choć szukano go jeszcze po drugiej wojnie światowej w wielu zamkach Francji.

Czy kiedykolwiek odnajdziemy zaginiony skarb templariuszy? Czym on tak naprawdę jest? Jakiej tajemnicy strzegli zakonnicy? I dlaczego do tej pory istnieje tyle niewiadomych odnośnie zakonu? Być może jedna z największych tajemnic świata nie zostanie nigdy odkryta i nigdy nie poznamy odpowiedzi na te i inne pytania.
  • 0

  #2 Metatron

Metatron
  • Użytkownik+
  • Postów: 256
  • Tematów: 7
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 14.11.2006 - 15:59

Polecam Książkę Święty Gral Święta Krew
  • 0

  #3 Refused

Refused
  • Użytkownik+
  • Postów: 633
  • Tematów: 46
  • PłećMężczyzna
  • Artykułów: 14
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano 14.11.2006 - 16:19

Polecam Książkę Święty Gral Święta Krew


Pewnie nawet nie przeczytałeś powyższego artykułu i wyskakujesz z takim czymś :D Ja się zabieram do czytania, gdyż Templariusze ciekawią mnie od małego.
  • 0



  #4 Metatron

Metatron
  • Użytkownik+
  • Postów: 256
  • Tematów: 7
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 14.11.2006 - 21:32

Podałem tylko tytuł ksiązki, która tematowi templariuszy poświęca sporo miejsca.
To tyle
  • 0

  #5 MaD

MaD
  • Użytkownik
  • Postów: 41
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 15.11.2006 - 16:42

Wyspa Dębów kryje coś cennego i być może jest to właśnie skarb templariuszy ale jakoś dziwnie zostawili w spokoju wyspe dębów wszyscy badacze (chyba ,że sie myle ?) a tamten "schowek" musiał wykonać ktoś o sporych możliwościach a zakon napewno takie posiadał.
  • 0

  #6 Jarecki

Jarecki
  • Zasłużony
  • Postów: 3900
  • Tematów: 426
  • PłećMężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano 05.10.2007 - 12:24

Watykan ujawni tajemnice templariuszy



Watykan opublikuje dokumenty, które rzucą nowe światło na historię słynnego zakonu templariuszy. Tajnych akt, przechowywanych w jednym z watykańskich archiwów, nikt nie oglądał od 700 lat. Dopiero niedawno odkryła je brytyjska historyczka Barbara Frale.

Dokumenty odkryte przez profesor Barbarę Frale w archiwum Watykanu rzucają zupełnie nowe światło na podejrzenia, że zakonnicy utracili wiarę w nauki Chrystusa. Akta wyjaśniają sens tajemniczych brzędów templariuszy, m.in. plucia na krzyż, całowania mężczyzn w usta i publicznego zapierania się Jezusa.

"Miało to uodpornić ich na tortury psychiczne stosowane przez Saracenów w przypadku pojmania zakonnika w niewolę. Papież Clement dobrze o tym wiedział, bo dostał w tej sprawie szczegółowe wyjaśnienia od templariuszy" - mówi prof. Frale.

Książka, w której badaczka ujawnia tę i inne tajemnice zakonników, ukaże się w Wielkiej Brytanii 25 października.

Templariusze to jeden z najbardziej tajemniczych zakonów w historii Kościoła. Ich działalność w XII i XIII wieku obrosła wieloma mitami i niepotwierdzonymi podejrzeniami. Podobno to właśnie oni ukryli Święty Graal, czyli kielich, którego Chrystus używał w czasie Ostatniej Wieczerzy.

Założony po pierwszej krucjacie w 1099 r. zbrojny zakon miał chronić pielgrzymów podróżujących z Europy do Ziemi Świętej. Jednak ich wpływy już wkrótce zaczęły rosnąć, a dzięki sławie nieustraszonych wojowników wynajmowano ich do walki z "niewiernymi" na całym Starym Kontynencie.

Famę niezwyciężonych rycerzy templariusze stracili w 1244 r., gdy nie udało im się obronić Jerozolimy przed atakiem armii arabskich Saracenów. Przez wieki podejrzewano, że mógł to być ich sabotaż. Pojawiły się też głosy, że stracili wiarę.
Źródło
  • 0



  #7 Alyna

Alyna
  • Użytkownik+
  • Postów: 328
  • Tematów: 14
  • PłećKobieta
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano 12.10.2007 - 08:48

Październik Roku Pańskiego 1307. Piątek, trzynastego. O świcie organa ścigania wkraczają do ponad tysiąca komandorii templariuszy w całej Francji. Aresztowani zostają niemal wszyscy członkowie zakonu – obławie umyka zaledwie dwunastu.

Zarzuty: herezja i bałwochwalstwo, wyparcie się wiary, chciwość, obsceniczne zachowanie i homoseksualizm. Jedna z najszerzej zakrojonych akcji policyjnych w historii Francji, przeprowadzona pod osobistą pieczą króla Filipa IV Pięknego, kończy się całkowitym sukcesem. Zdradliwy układ zostaje zdemaskowany, korporacja rozbita. Wkrótce zaczyna się siedmioletni proces, po którym zakon na dobre zniknie z powierzchni ziemi (do czego zresztą nie wszyscy są zgodni).

25 października 2007 r. Watykan ma opublikować książkę zwracającą templariuszom honor – twierdzi brytyjski dziennik "Daily Telegraph". W 2001 r. prof. Barbara Frale natknęła się w archiwum Stolicy Apostolskiej na nieznany, bo błędnie skatalogowany dokument, tzw. pergamin z Chinon. Ma to być zapis zeznań templariuszy przed papieżem Klemensem V, ostatecznie rozgrzeszających zakon z zarzutu herezji.

Nowe rycerstwo

Dwa wieki przed falą aresztowań. Pierwsza krucjata kończy się zdobyciem Jerozolimy. Szybko okaże się, jak trudno utrzymać taki przyczółek. Najtrudniej zaś – strzec szlaków, którymi przybywają pielgrzymi.

Równocześnie w Europie problemem są rycerze bez zajęcia – młodsi synowie, którzy nie dziedziczą, awanturnicy i zwykli watażkowie, świetnie wyszkoleni do walki i pozbawieni perspektyw. Nawet ci, którzy wyruszyli na krucjatę, widzieli w niej nie tylko okazję do odkupienia win, lecz i szansę na łatwy łup. Gdy krucjata się skończyła, nie wszyscy mieli dokąd wracać. Nakreślony przez Adalberta z Lyonu trójpodział idealnego społeczeństwa na modlących się, pracujących i walczących nie wystarczył, by funkcji tych ostatnich nadać etyczny wymiar.

I wtedy występuje szlachcic Hugo de Payns, pan na Montigny-Lessage. Około roku 1120 wraz z ośmioma towarzyszami składa na ręce Garimonda, patriarchy świętego miasta, przysięgę, że "na zawsze będą żyć jak zwykli kanonicy, w czystości, posłuszeństwie i pozbawieni dóbr własnych". Nie chodziło tylko o regułę św. Benedykta. Jak pisze kronikarz Wilhelm z Tyru, patriarcha przykazał im, by "chronili drogi i dziedzińce oraz pilnie strzegli pielgrzymów przed atakami i zasadzkami złodziei i maruderów".

Powstaje zakon rycerzy-mnichów. Swego rodzaju milicja drogowa Królestwa Jerozolimy.

Wilhelm z Tyru opierał się tylko na podaniach, pierwsze źródła pisane o Ubogich Rycerzach Chrystusa są o dziewięć lat młodsze. Część badaczy mówi o roku 1119, a nawet 1118. Wiadomo tylko, że zakon zatwierdzono na synodzie w Troyes, dziewięć lat później. Przez ten czas dziewięciu braci miało działać w ukryciu. Wszystkie te dziewiątki – cyfry mistyczne – mogą, według Martina Bauera, autora znakomitej książki "Templariusze. Mity i rzeczywistość", mieć sens czysto symboliczny.

W 1128 r. w Troyes – mieście położonym w ziemi rodzinnej Hugona – zebrało się dostojne grono: legat papieski, biskupi, opaci. Nowemu zakonowi nadano regułę. Darowizny zaczynają się już wcześniej – zachwycony ideą król Jeruzalem Baldwin II podarował braciom przebudowany na kościół meczet Al-Aksa oraz sąsiadujący z nim własny pałac. Było to miejsce, gdzie stała ongiś Świątynia Salomona, stąd budząca do dziś wielkie emocje nazwa: Rycerze Świątyni, templariusze.

Dlaczego pomysł Hugona zyskał taki aplauz? Templariusze nie byli pierwszym zakonem rycerskim – istniał już zakon joannitów, początkowo zajmujący się chorymi. Zadecydował zapewne splot przyczyn: technicznych, społecznych i ideologicznych. Po pierwsze, stawiając sobie za cel ochronę pielgrzymów, zakon przynosił remedium na główną bolączkę Królestwa Jerozolimy. Po drugie, dostarczał celu i misji bezczynnym rycerzom – mógł przyjmować w szeregi nawet rycerzy ekskomunikowanych. Po trzecie, templariusz łączył dwa średniowieczne ideały w nową jakość: rycerza-mnicha. Jakość, która nadawała nowy sens krucjatom, legitymizując zabijanie w imię Boga. Ideał ten porwał jednego z najwybitniejszych ludzi ówczesnej Europy, człowieka, który utorował templariuszom drogę do sławy i kariery: Bernarda z Clairvaux.

Dżihad pod znakiem krzyża

To on uczynił z cystersów jeden z najbardziej wpływowych zakonów epoki. Jego kazania zmieniały rzeczywistość. On wreszcie stał się rzecznikiem i promotorem zakonu Świątyni. Człowiek wielkich sprzeczności: od kontemplacji Bożej miłości doszedł do apoteozy przemocy w imię Boga. "Dusza, która kocha – kocha i nie myśli o niczym innym"; "Zabić nieprzyjaciela dla Chrystusa, to pozyskać go dla Chrystusa" – oba te zdania są jego autorstwa. Ks. Grzegorz Ryś ("Dialog" nr 9/2007) nazywa go wielkim dzieckiem – w sensie "braku niektórych hamulców". Wszystko, co Bernard robił, robił z pasją.

Był przyjacielem hrabiego Szampanii Hugona, krewnego Hugona z Payns i entuzjasty jego pomysłu. Tak znalazł się w Troyes, gdzie synod powierzył mu redakcję opracowanej przez Hugona z Payns reguły i napisanie do niej wstępu. Bernard zakochał się w nowej idei.

Wkrótce pisze traktat "Pochwała nowego rycerstwa". Gani w nim knechtów, strojących siebie i swoje konie "nie wiedzieć jakimi szmatami", przeciwstawiając im rycerzy-mnichów, którzy "myją się rzadko, brody noszą skudłaczone, cuchną kurzem, spływają potem od kolczugi i skwaru". Było w tym dużo przesady – reguła pozwalała braciom np. żądać tyle strawy, ile chcieli. Także legendarna pieczęć przedstawiająca dwóch braci dzielących jednego konia to tylko metafora – koń szybko się męczył pod jednym zbrojnym, dwóch by nie uniósł. Rycerze mieli żyć w ubóstwie, ich majątek należał do zakonu, ale o pozycji w zakonie decydowało wiano wniesione przez kandydata.

Ważne, że to przez templariuszy – rycerzy, którzy nie "zabijają", lecz "gromią zło" – Bernard zmienił poglądy tak radykalnie, że niebawem miał nawoływać rycerzy Europy do kolejnej krucjaty. Świętej wojny.

Długa była droga chrześcijaństwa od miłości nieprzyjaciół do doktryny odpowiadającej islamskiemu dżihadowi. Pierwszy krok wykonał cesarz Konstantyn, niosąc krzyż – a właściwie symbol złożony z liter X i P – na sztandarach do boju na moście Mulwijskim. Chrześcijaństwo stało się oficjalną religią wojującego imperium, choć śmierć zadaną na wojnie trzeba było odpokutować. Doktrynę wojny sprawiedliwej sformułował św. Augustyn, pozostawiając jednak miejsce na pytanie: "skąd wiesz, że Bóg jest po twojej stronie?". Sytuację skomplikował chrzest barbarzyńców, przyzwyczajonych, że bóstwa wojny wspierają wodza-pomazańca. Ostatecznie wczesne średniowiecze zaakceptowało wojnę jako zło konieczne. Jednak duchowieństwu nie wolno było brać w niej udziału, choć wraz z rozwojem feudalizmu papieże i biskupi przejmowali obyczaje panów feudalnych. Papież Jan X (914–928) podczas bitwy sam stał na czele armii.

Apogeum tego procesu zaczęło się na synodzie w Clermont w 1095 r., gdy papież Urban II nazwał świętą wojnę po imieniu i zapoczątkował wyprawy krzyżowe. Ukoronowaniem zaś zmiany w mentalności Kościoła była właśnie "Pochwała nowego rycerstwa". I templariusze, którym przed drugą krucjatą, 27 kwietnia 1147 r. papież Eugeniusz III nadał wieczysty przywilej noszenia czerwonego krzyża na płaszczu, potem na piersiach i tarczy.

Straceńcy i bankierzy

W latach świetności Ubodzy Rycerze Chrystusa uchodzili za wzór karności, posłuszeństwa, bojowego kunsztu i straceńczej odwagi. Saraceni doceniali ich jako niebezpiecznego przeciwnika, a w okresie pokoju – jako sąsiada nie tak twardogłowego jak inni Europejczycy. Kronikarz Usama ibn Munqidh pisze, że muzułmanom wolno było się modlić w zamienionym na kościół meczecie Al-Aksa. Saraceni wiedzieli też, że nie opłaca się brać templariuszy do niewoli dla okupu, przepisy zabraniały bowiem tak marnować majątek zakonny.

Popularności braci towarzyszyły setki nadań i darowizn w Europie. Wkrótce templariusze dysponowali siecią małych i dużych placówek. Każda z nich, czy była prowansalskim zamczyskiem, czy stodołą na Pomorzu Zachodnim, miała jeden cel: zarabiać na kampanię na Wschodzie.

Najcenniejszą ze zdobyczy była pełna autonomia. Bracia podlegali tylko papieżowi. Powstała doskonale zarządzana, karna, niezależna od miejscowej władzy i dochodowa struktura. Jak ujmuje to Bauer, templariusze z firmy rodzinnej wyrośli na globalną korporację.

Bracia rozwinęli w Europie lukratywną działalność. Sieć komandorii świetnie nadawała się do deponowania w nich majątku przez wyruszających na pielgrzymkę, którzy mogli podjąć swoje fundusze na miejscu, w Ziemi Świętej. Templariusze stali się pierwszymi bankierami i kurierami Europy. Zapożyczali się u nich nawet królowie.

A to nie wszystkim się podobało. Zaczęła się wykluwać czarna legenda. Bracia uchodzili za wyniosłych i butnych (w liście do angielskiego króla Henryka III napisali: "Och, gdyby tylko Wasza Królewska Mość nie bredził takich niemiłych banialuków!"). Zazdroszczono im majątku i oskarżano o chciwość. Gdy w 1153 r. chrześcijanie szturmowali Askalon, czterdziestu templariuszom pod wodzą Bernarda z Trémelay udało się wedrzeć przez wyłom w murach. Choć zostali wycięci w pień, wspomniany Wilhelm z Tyru przekonywał, że ich towarzysze celowo nie dopuścili innych oddziałów, by tej czterdziestce umożliwić swobodne plądrowanie. Takie historie trafiały na podatny grunt – kto był winien niepowodzeń krucjat? Chciwi templariusze, bratający się w dodatku z wrogiem.

Tymczasem Europa rozczarowuje się krucjatami i zmienia dynamicznie. A templariusze tkwią bezczynnie w komandoriach na wschodzie i w ich szeregi wkrada się demoralizacja: w języku francuskim do dziś przetrwało powiedzenie "pić jak templariusz". Zatarg z joannitami w Akce w 1258 r. przerodził się w bitwę uliczną. Za symboliczny koniec epoki można uznać wzięcie przez Saladyna do niewoli mistrza Gérarda z Ridefort, o którym mówi się, że przyjął islam, byle ujść z życiem. Muzułmański wódz wiózł go do kolejnych twierdz templariuszy, które Gérard nakazywał oddawać bez walki, płacąc nawet czasem okup. Kronikarz Ibn Szaddad notował zdumiony: "nigdy o tym nie słyszano".

Sąd Boży

W nowych czasach europejscy królowie nie są już tylko pierwszymi pośród równych. Mają aspiracje władców absolutnych, wojują z papiestwem, budują struktury państwowe oparte nie na feudalnych zależnościach, lecz na skutecznej administracji i związkach narodowościowych, nie mogą więc tolerować autonomicznego i bajecznie bogatego zakonu, państwa w państwie.

Takim władcą był Filip IV Piękny. Tymczasem wokół rycerzy Świątyni zaczynają krążyć nowe plotki – może zresztą ich źródłem było właśnie otoczenie króla? Nazywa się ich już nie tylko chciwcami, lecz także heretykami, bałwochwalcami i sodomitami. Oczywiście bez tych plotek Filip znalazłby inny pretekst, ale w ten sposób łatwiej mu było wywierać presję na papieża. Klemens V długo zwlekał bowiem z odwróceniem się od templariuszy.

Jeszcze w czwartek 12 października król ramię w ramię z wielkim mistrzem Jakubem de Molay uczestniczą w pogrzebie bratowej Filipa, Katarzyny. Następny ranek to początek końca. Aresztowani bracia przyznają się do plucia na krzyż, całowania wielkiego mistrza w zadek, praktyk homoseksualnych, wyrzekania się Chrystusa i wszystkiego, co tylko z człowieka można wyciągnąć na torturach. Filip starannie dobiera świadków, a opiekę nad nimi roztaczają królewscy kaci. W efekcie papież daje się przekonać i nakazuje ścigać templariuszy w całej Europie. Być może i po to, by przejąć kontrolę nad procesem. Pergamin z Chinon świadczyłby, że Klemens jest świadom niewinności Braci, a do uległości Filipowi zmuszają go inne przyczyny. Jakie? Pewne jest, że będzie się za nie smażył w piekle Dantego.

Kasata zakonu następuje 22 marca 1312 r. Niemal dokładnie dwa lata później, 18 marca 1314 r. mistrz Jakub de Molay wraz z trzema najważniejszymi dostojnikami zakonu słucha papieskiego wyroku skazującego ich na dożywotnie więzienie. Nagle wstają i odwołują zeznania: oświadczają, że zakon jest niewinny, a do wszystkiego przyznali się na torturach. Rozwścieczony Filip jeszcze tego samego dnia posyła ich na stos.

W płomieniach, na chwilę przed śmiercią, Jakub de Molay miał wypowiedzieć klątwę: "Klemensie, sędzio niesprawiedliwy, powołuję ciebie przed Sąd Boży w 40 dni od dnia dzisiejszego. A ciebie, królu Filipie, równie niesprawiedliwy, w ciągu roku jednego".

Papież miesiąc później umiera na biegunkę. Filip – z końcem roku, po nieszczęśliwym upadku z konia.

Rezerwuar artefaktów

Pełen tajemnic dumny zakon, powołujący się na Świątynię Salomona, oskarżony o herezję, inspirujący się Orientem, oplatający swą siatką całą Europę. Trudno sobie wyobrazić lepszą pożywkę dla XIX-
-wiecznych – i nie tylko – teorii spisku. A może templariusze przetrwali? I może nigdy nie byli tymi, za których ich uważano?

Procesowe zarzuty to książkowe przykłady celowych zniesławień. Czy bracia praktykowali homoseksualizm? Być może się to zdarzało, trudno jednak pojedyncze przypadki przekładać na cały zakon. Istnieje natomiast ciekawa teoria wyjaśniająca osobliwy ceremoniał całowania przez nowicjusza mistrza w pośladek. Otóż kandydat do elitarnego grona zwykle przechodzi przez rytuał inicjacyjny, gdy ma przezwyciężyć siebie poprzez przełamanie tabu. Oczywiście, mogły to być też żołnierskie, grubiańskie żarty. Może też po prostu na torturach wyznaje się wszystko, co oprawca chce usłyszeć.

Jeszcze większym tabu było bluźnierstwo. Templariusze zeznawali, że w czasie inicjacji pluli na krzyż. Tu zachowały się zeznania niewymuszone torturami. To także mógł być rytuał przełamania tabu. Według innych badaczy, bracia byli pod wpływem bliskowschodnich sekt gardzących krzyżem jako narzędziem kaźni Zbawiciela. Pergamin z Chinon rzuca na tę praktykę nowe światło: templariusze zeznali Klemensowi V, że rytuał miał przygotowywać ich na upokorzenia, jakich mogli doznać od Saracenów.

Jeszcze jedno wyjaśnienie prowadzi już wprost ku mitom. Otóż bracia mieli wiedzieć, jakoby Zbawiciel i Ukrzyżowany nie byli tą samą osobą. Skąd ta wiedza? Rzecz jasna z podziemi siedziby zakonu w Jerozolimie – ze Świątyni Salomona, gdzie w czasach krzyżowców znajdowała się ogromna kawerna służąca za stajnię dla 2 tys. koni. Co znaleźli w niej bracia? Świątynia Salomona miała się stać rezerwuarem pobudzających wyobraźnię artefaktów, dających życie kolejnym legendom.

Poza dokumentami o "prawdziwych losach Chrystusa" (czy ktoś zapytał, skąd się one tu wzięły?) bracia mieli znaleźć źródło późniejszego bogactwa – kamień filozoficzny. Wiąże się z tym kolejne procesowe zeznanie – o bałwochwalstwie. A imię bożka było Baphomet. Miała to być brodata głowa z różkami, ze srebra bądź mętnego szkła. W żadnej komandorii nie znaleziono takiego idola – z wyjątkiem jednej srebrnej szkatułki, jakby relikwiarza w kształcie ludzkiej głowy, z napisem Caput LVIII ("Głowa 58").

Co oznacza imię idola? Nasuwa się oczywista odpowiedź – to zniekształcone (przez krzyczącego na torturach?) imię Mahomet. Wytłumaczenie to odpowiadało nawet inkwizytorom, dowodziło bowiem, że bracia kolaborowali z wrogiem. Legenda potrzebuje jednak czegoś więcej, stąd tłumaczenie imienia Baphomet jako bapheus mété, "farbiarz księżyca". Dziwne? Nic podobnego. Księżycowy kolor to srebrny, a farbuje się go na złoty. Farbiarz księżyca to alchemik. Bracia mieli w świątyni znaleźć kamień filozoficzny. Dlaczego tam? No bo Salomon był pierwszym alchemikiem, a sekret kamienia zawarł w "Pieśni nad Pieśniami".

W Świątyni Salomona templariusze odnaleźć mieli również Graala. Czy był to kielich Zbawiciela? A może, jak chcą Leigh, Baigent i Lincoln w książce "Święty Graal, Święta Krew" (złożonej z nieweryfikowalnych hipotez, choć reklamowanej jako "dobrze udokumentowana"), ciało Marii Magdaleny, która miała nosić w sobie dziecko Jezusa? Bauer przypomina, że u Wolframa von Eschenbacha w "Parzivalu" synonimem słowa Graal jest anagram lapsit exillis – co znaczy lapsit ex coelis (spadł z nieba) albo lapis elixir, czyli znów kamień filozoficzny.

A może po prostu opowieść o Graalu jest metaforą, która – tak jak historia templariuszy – opowiada o dążeniu do ideału i o tym, jak łatwo stracić go z oczu?

Życie po życiu

Skarbu templariuszy szukał nawet Pan Samochodzik. Co najciekawsze, nikt do końca nie sprecyzował, czym ten skarb miałby być. Złotem – to oczywiste. Istnieją teorie usiłujące dowieść, że bracia, doskonali żeglarze, importowali złoto z Ameryki Łacińskiej. Szukano go w zamku Gisors, gdzie miał zostać przewieziony z Paryża w dzień przed aresztowaniami (a więc jednak ktoś ich ostrzegł? Dlaczego więc ewakuowali skarb, a nie siebie?).

Osobliwa tajemnica wiąże się też z Rennes-le-Château, jedną z głównych siedzib braci. W 1156 r. mistrz Bertrand z Blanquefort rozpoczął prace w pobliskiej kopalni złota, a górników sprowadził aż z Niemiec. Dlaczego? By nie mogli wyjawić tajemnicy sejfu budowanego w nieczynnej kopalni? Według Moniki Hauf, autorki książki "Der Mythos der Templer", templariusze wydobywali tam materiał będący dla nich dużo większym skarbem: uran. Dlaczego uran? Nie, bracia nie posiedli raczej tajemnicy rozszczepiania atomu. Natomiast służył im on jakoby do skrytobójstw. Metoda przywodząca na myśl zabójstwo Litwinienki miałaby więc wielowiekową tradycję...

Każdy szanujący się wolnomularz będzie się powoływał na związki masonerii z templariuszami. Braciom przypisywano nawet stworzenie architektury gotyckiej – bo przecież budowniczowie katedr stanowili zalążek wolnomularstwa. Jedna z legend głosi, że po aresztowaniach części braci udało się zbiec do Szkocji w przebraniu murarzy (ang. mason). Już w trzy miesiące po śmierci Jakuba de Molay stanęli w bitwie pod Bannockburn po stronie Roberta Bruce’a, który obwołał się królem Szkocji. Mnóstwo także nawiązań do nich w niezwykłej kaplicy Rosslyn pod Edynburgiem, wybudowanej półtora wieku później przez ród St. Clair. Przeniesiono tam ciała dwóch Ubogich Rycerzy, w tym Williama de St. Clair, który zmarł w Hiszpanii w 1330 r., próbując przewieźć do Ziemi Świętej serce ekskomunikowanego Roberta Bruce’a. On też miał nosić krzyż templariuszy; zakonowi, pamiętamy, wolno było przyjmować ekskomunikowanych. Żoną Hugona z Payns była podobno Katarzyna z rodu St. Clair, a dwóch członków rodu miało być wielkimi mistrzami Zakonu Syjonu, którego templariusze byli jakoby ledwie zbrojnym ramieniem... ale to inna historia, użyta zresztą przez Dana Browna.

Z Rosslyn wiąże się jeszcze jedna legenda: podobno Henry z rodu St. Clair wraz z drużyną Ubogich Rycerzy wyruszył w 1398 r. w daleką żeglugę. Być może osaczeni w Europie bracia szukali azylu. Ważne, że dotarli do Nowej Szkocji, stając się pierwszymi odkrywcami Ameryki. Mit przetrwał w wierzeniach tamtejszych Indian o bogu ze wschodu, który nauczył ich łowić siecią. W Westford w stanie Massachusetts zachowała się wyryta na skale postać przypominająca średniowiecznego rycerza. A jedno z okien w zbudowanej przed Kolumbem kaplicy Rosslyn zdobi fryz w kształcie kolb kukurydzy.

Czy byli zakonem tajemniczym? Na pewno. Czy posiadali wielki skarb i wielki sekret? Kto wie? Ważne, że Ubodzy Rycerze Chrystusa i Świątyni Salomona ucieleśniali ducha swoich czasów. I odeszli wraz z ich końcem. Bauer podkreśla, że byli pierwszym symbolem zjednoczonej Europy. Z drugiej strony, stanowili symbol krucjat, do dziś pamiętanych na Wschodzie jako zbrodnia.

Czy przetrwali proces i zagładę? Oczywiście. Jako bohaterowie masowej wyobraźni. Templariusze, konstatował Umberto Eco w "Wahadle Foucaulta", "zawsze są wmieszani" – chociażby jako personifikacja teorii spisku. Ale też, pisał Zbigniew Herbert w "Barbarzyńcy w ogrodzie", "w historii nic nie zamyka się ostatecznie. Metody użyte w walce z templariuszami weszły do repertuaru władzy".

Korzystaliśmy m.in. z: Martin Bauer, "Templariusze. Mity i rzeczywistość", Wyd. Dolnośląskie 2004; Annaud de la Croix, "Templariusze w sercu wypraw krzyżowych", Vesper 2006; Peter Partner, "Wojownicy Boga", Bellona 2000; Earl of Rosslyn, "Rosslyn Chapel", 1997.

Źródło: KLIK
  • 0

  #8 Erik

Erik
  • Użytkownik+
  • Postów: 854
  • Tematów: 106
  • PłećMężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano 19.12.2010 - 18:11

Moim zdaniem historia Templariuszy wyglądała nieco inaczej, i aby nieco ją przedstawić na razie powołam się jedynie na przedstawienie osoby bezpośrednio związanej z tą historią, Janem de Joinville.
: de Joinville Jan, hrabia i dziedziczny seneszal Szampanii brał udział w VII wyprawie krzyżowej u boku Ludwika IX Świętego i razem z nim był w niewoli. Na krucjatowy apel króla wyruszył ze skromnym orszakiem z 10 swymi rycerzami ( wszyscy zginęli).
W sierpniu 1248 roku wypłynął z Marsylii na Cypr, gdzie król przyznał mu pensję 800 liwrów. Joinville towarzyszył królowi od początku do końca fatalnej wyprawy. Dramatyczne wydarzenia tych sześciu lat ( 1248-1254 ) stanowią wątek Kroniki Joinvilla „Czyny Ludwika Świętego króla Francji”( historycy wierzą w istnienie jeszcze jednej utajnionej wersji dzieła Joinvilla ).
Oficjalna wersja spisana na prośbę Joanny z Nawarry, żony Filipa IV Pięknego, wnuka króla Ludwika IX, kompana Jonvilla, który czasem nawet był doradcą króla. Wersja ta przetrwała do naszych czasów jako najrzetelniejsza relacja z przebiegu VII Wyprawy krzyżowej, jak i opisów z życia w średniowiecznej Francji. Joinville mediował z Templariuszami w sprawie uzyskania okupu za króla. Będąc pośrednikiem w tej sprawie, chciał rozbić toporem sejf Templariuszy znajdujący się na jednym z ich galeonów.
W pewnym momencie dowodził nawet 500 osobową armią. Ranny i chory został wyleczony przez Turków seldżucckich. Joinville za swe dzieło został zaliczony w poczet wielkich kronikarzy ( pierwszy Francuski kronikarz piszący po francusku; w średniowieczu słowa zapisywano fonetycznie, ponieważ nie było stałych zasad językowych, a jedynie brzmieniowe znaczenie słów).
Jean de Joinville przeżył 94 lub 95 lat, od 1 maja 1224 roku do 24 grudnia 1317 lub 1319 według innych historyków. ( Zmiana kalendarza juliańskiego na gregoriański i inny dzień końca roku).
Przeżył trzech królów Filipów i trzech Ludwików, dwudziestu papieży - od Honoriusza III do Jana XXII. Po powrocie do Francji był częstym gościem na dworze królewskim, uczestniczył w konsekracji katedry w Chartres, w ekshumacji ciała Marii Magdaleny w Aix w Prowansji.
Po śmierci króla Ludwika IX był w konflikcie z synem Ludwika IX, Filipem III Śmiałym i z jego synem Filipem IV Pięknym, którego „ wyswatał” z hrabiną Szampanii, później królową Joanną z Nawarry.
Najprawdopodobniej ostrzegł Wielkiego Mistrza Templariuszy Jakuba de Molay i członka rodziny męża córki Joinvilla Margaret z drugiego małżeństwa Galfryda de Charnay mistrza Templariuszy prowincjała Normandii, spalonego na stosie 7 lat później razem z Jakubem de Molay. Obaj wielcy mistrzowie Templariuszy nie wierzyli, że Filip IV odważy się zaatakować tę największą siłę militarną średniowiecza, ale profilaktycznie w przeddzień napaści 13 października 1307 roku ( stąd pechowy piątek trzynastego) z Paryża wyjechało 9 załadowanych wozów. Z wybrzeży zniknęła cała flota Templariuszy, a w komturiach i w samym Tempel zostali jedynie starzy emerytowani rycerze i obsługa.
Ale Jean de Joinville otrzymał na przechowanie jeszcze coś, coś co stało się tajemnicą rodu Joinvilla i za co jeśli by tylko ktoś chciał cokolwiek choćby szeptać, jak podają potomni Jan Joinville kopał ich w tyłek. Tym czymś była największa relikwia Chrześcijańskiego świata po stracie „Prawdziwego Krzyża” w 1187 w czasie przed II Krucjatą (1189-1192), a mianowicie płótno, w które miało być zawinięte ciało Jezusa, znane dziś jako „Całun Turyński”, zrabowany z Konstantynopola podczas IV wyprawy krzyżowej (1202-1204, w 1204). 12 kwietnia 1204 krzyżowcy IV krucjaty zdobywają Konstantynopol. Jeden z kronikarzy krucjaty, Robert de Clari, pisze, że całun znika z miasta.
Następnie Templariusze wykradają z własnego statku, który miał wieźć ukradzione skarby i relikwie dla papieża Innocentego III. Zostaje w końcu odnaleziony w mieście Troyes w Szampanii, kiedy to został zaprezentowany publicznie przez wnuka Jeana de Joinville i potomka spalonego na stosie w Paryżu Galfryda de Charnay, Geoffreya II de Charnay. Teoria templariuszy, której autorem jest Ian Wilson, zakłada, iż całun dostaje się w ręce zakonu templariuszy. Płótno do roku 1291 miałoby przebywać w Akce, jednej z ostatnich twierdz krzyżowców w Palestynie, a następnie miało trafić na Cypr.
W 1306 roku całun zostaje przewieziony do Paryża, gdzie znajduje się główna siedziba tego zakonu: Templum. 13 Października 1307 roku zakon rycerski templariuszy zostaje oskarżony przez króla Filipa IV Pięknego o herezję i kult tajemniczego "bożka" w postaci głowy z brodą (w roku 1945 w Templecombe w Anglii odnaleziono na suficie dębowy panel datowany na koniec XIII w. z wymalowanym na nim wizerunkiem brodatej twarzy, która jest bardzo podobna do przedstawienia z całunu; podobnie we Francji, w kaplicy Św. Marii du Menez-Hom, znajduje się krzyż, na którym zamiast figury ukrzyżowanego Chrystusa znajduje się tzw. "mandylion templariuszy" – poprzeczny prostokąt z kamienia, na którym wyrzeźbiona jest płaskorzeźba przedstawiająca samą twarz Jezusa), wskutek czego jego członkowie zostają aresztowani.
19 marca 1314 roku zostaje spalony na stosie ostatni mistrz zakonu templariuszy Jakub de Molay. Wraz z nim ginie również preceptor Normandii, niejaki Gotfryd de Charnay. Wilson sądzi, iż jest to przodek Gotfryda de Charny.
Podczas studiów nad dokumentami związanymi z procesem zakonu templariuszy badaczka tajnych archiwów watykańskich Barbara Frale natknęła się na wzmiankę o młodym Francuzie nazwiskiem Arnaut Sabbatier, który wstąpił do zakonu w roku 1287. W swoich zeznaniach ujawnił on, że w ramach obrzędu inicjacyjnego został zaprowadzony w "tajemne miejsce, do którego dostęp mieli tylko bracia templariusze". Tam pokazano mu "długie, lniane płótno, przedstawiające odbicie postaci mężczyzny" i nakazano oddawać wizerunkowi cześć, trzykrotnie całując jego stopy.
Pierwsze wiadomości o kulcie całunu w Lirey pochodzą z lat 1350. W 1356 r. biskup Troyes, Henryk z Poitiers, konsekrował kolegiatę w Lirey, a rok później przyznał odpusty pielgrzymom nawiedzającym wystawiany tam całun. Joanna de Vergy (wdowa po Gotfydzie I de Charny) bezskutecznie starała się po 1389 r. o regularne wystawianie całunu w kolegiacie. O wystawieniu z 1357 r. dowiadujemy się z pism kolejnego biskupa Troyes, Pierre'a d'Arcis. W związku ze staraniem Gotfryda II de Charny o wystawianie całunu. Ostatecznie papież Klemens VII bullą z 6 stycznia 1390 r. zezwolił kanonikom z Lirey na wystawianie całunu i udzielanie odpustów .
Materialnym potwierdzeniem historii całunu w tych latach jest ołowiany medalion (wydobyty w 1855 r. z dna Sekwany), na którym przedstawiono rozwinięty całun przy końcach którego znajdują się herby Gotfryda I de Charny i Joanny de Vergy. Przypuszcza się, że była to pamiątka zgubiona przez średniowiecznego pielgrzyma.
  • 2



  #9 Erik

Erik
  • Użytkownik+
  • Postów: 854
  • Tematów: 106
  • PłećMężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano 24.12.2010 - 23:56

Ubodzy Rycerze Chrystusa i Świątyni Salomona , KOD ZAKONU TEMPLARIUSZY
„Nigdy nie wprowadzamy zmian, jeśli już, to rzadko, nie narażając się na większe niebezpieczeństwo”
Jakub de Molay
Kiedyś powiedział ktoś, że jeśli ktoś prowadzi jakąś dyskusję o ezoteryzmie, to bez wątpienia również za jakiś czas, tak jak iluzjonista wytrzepie z rękawa Templariuszy. Moim zdaniem zarówno historia, jak i tajemnica owiewająca zakon Templariuszy zasługuje na jak bardziej wnikliwe studia i krytyczną acz sprawiedliwą ocenę tego najsławniejszego ze średniowiecznych zakonów rycerskich. Nie chcę teraz pisać dużo, dlatego proponuję na początek film pod tytułem „Kod zakonu Templariuszy”, który moim zdaniem nieco przybliża klimat, jak i istotę zakonu.

  • 1



  #10 Erik

Erik
  • Użytkownik+
  • Postów: 854
  • Tematów: 106
  • PłećMężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano 25.12.2010 - 23:42

POLSKI SKARB TEMPLARIUSZY
Do Polski templariusze dotarli około 1155 r. Przywiózł ich ze sobą, wracając z krucjaty, książę Henryk Sandomierski, syn Bolesława Krzywoustego. Miał im nadać miejscowość Opatów oraz 16 przyległych wsi na ziemi sandomierskiej. Pozostałością ich klasztoru jest najprawdopodobniej kolegiata św. Marcina w Opatowie, gdzie według legendy znajdują się w podziemiach zabalsamowane ciała braci.
Na obszarze współczesnej Polski na Śląsku, od XIII wieku pojawiają się ślady działalności templariuszy, kiedy to otrzymali pierwsze ziemie od księcia śląskiego Henryka Brodatego- ten uznawany przez historyków za jednego z najwybitniejszych Piastów okresu rozbicia dzielnicowego, którego zwano: „ mężem uczciwym i pożytecznym dla ludzi”, przekazał templariuszom majątki w okolicach Oławy (Oleśnica Mała) oraz Lietzen (ówczesna Leśnica).Tak więc dzięki staraniom Henryka Brodatego, pierwsi templariusze osiedlili się w 1226 r. w Oleśnicy Małej koło Oławy, gdzie założyli pierwszą na tych ziemiach siedzibę, czyli tzw. komandorię.
Kolejna komandoria powstała, według starych kronik na przełomie XIII i XIV w., w miejscowości Obrowiec koło Krapkowic. Od wieków grodzisko to było zwane Tempelberg. Miejsce to istnieje do dnia dzisiejszego. Zakonnicy przebywali prawdopodobnie także na zamkach w Rogowie Opolskim, Krapkowicach, oraz na zamku w Otmęcie, po którym zostały tylko niewielkie ruiny. W całości zachowała się jedynie jego wieża, która obecnie jest integralną częścią kościoła parafialnego. Według legendy zamki w Rogowie i Otmęcie łączył podziemny korytarz; przypuszcza się, że połączenie miały również z Obrowcem i Krapkowicami. Ślady rycerzy wiodą także do Prudnika, gdzie mieli zbudować pierwszy drewniany zamek w tej okolicy.
Kolejnym księciem tego okresu, któremu templariusze zawdzięczają nadania ziemskie był Władysław Odonic, który między innymi, jak również z podobnych powodów Konrad Mazowiecki Krzyżakom, przyznaje ziemie templariuszom.
( Konrad Mazowiecki, wraz z Odonicem i Henrykiem Pobożnym wzięli udział w wyprawie organizowanej przez Krzyżaków przeciwko pogańskim Prusom na przełomie 1233 i 1234roku).
Władysław Odonic przekazał Templariuszom między innymi Myślibórz, Wielką Wieś, Chwarszczany i Wałcz. Wielkopolski książę.
Przemysł II przekazał im Czaplinek, tak więc w tym okresie zakon miał w Polsce kilkanaście swych siedzib, (niektórzy historycy nawet doliczają się około 50 komandorii).
W Polsce liczba templariuszy w okresie największego rozwoju zakonu jest oceniana na około 150 do 200 rycerzy, głównie byli to rycerze z różnych krajów Europy z wyraźną przewagą templariuszy pochodzenia niemieckiego.
W miejscowości Danków, koło Strzelec Kraj., nad jeziorem, był podobno kiedyś obronny zamek templariuszy. Do dziś zachował się po nim tajemniczy szaniec. Wieść niesie, że już od bardzo dawna ludzie przebywający w jego pobliżu odczuwali wielki lęk i strach.
Powszechnie znane są tam ludowe przekazy o skarbie templariuszy, który miałby być ukryty w zamkowych piwnicach. Według tej legendy pewnego razu miał się pojawić tam nieznany przybysz o imieniu Rudolf, który po wysłuchaniu opowieści poszedł sam w nocy po skarb. I że nawet udało się jemu odkopać skarb, lecz kiedy dotarł do skrzyni i worków pełnych złota, skarb zapadł się w głąb rumowiska wraz z Rudolfem. Przez wiele lat po tym domniemanym wydarzeniu w Dankowie nikt nie próbował poszukiwać skarbu. Jednak z biegiem lat, co jakiś czas zaczęli pojawiać się śmiałkowie chcący wykopać skarby, lecz zawsze kończyło się to tragicznie..
Tajemnicze szańce położone są w pobliżu przesmyku między jeziorami, a skarb, który podobno jest tam ukryty, nadal czeka na odważnych odkrywców.
Podobne sensacyjne odkrycie archeologiczne na Pomorzu też według pewnych relacji doprowadziło do tragedii. „Czy za zbrodnią stoi tajemnicze bractwo zakonne?” -pytały prasowe artykuły, kiedy to w maju 2008 roku w miejscowości Chwarszczany w województwie zachodniopomorskim w pobliżu Myśliborza, w pobliżu dawnego kościoła zakonu Templariuszy, podczas prac archeologicznych tajemnicze i krwawe wydarzenia zakłóciły i przerwały wykopaliska.


„Czy może ktoś bardzo chciał, abyśmy więcej nie kopali”- mieli zastanawiać się archeolodzy wspominając różne przykrości ze strony mieszkańców wioski, kiedy to nie tylko nikt nie chciał nawet z nimi rozmawiać, ale nawet w nocy niszczono efekty ich pracy i zasypywano wykopy. Ktoś kradł narzędzia, włamywano się do namiotów i tym podobne problemy.
Sytuacja miała być według relacji archeologów tak napięta, że chcieli naprawdę skończyć pracę. Jednak ich wykopaliska dawały coraz lepsze wyniki i szkoda im było się poddawać .
I wtedy właśnie według oficjalnej wersji jeden z archeologów miał rzekomo popełnić samobójstwo, w co archeolodzy nie wierzą.

Ktoś ofierze wyciął na czole krzyż, a policja tego nie wyjaśniła, sugerując, że to od upadku.

Na namiocie miał też pojawić się napis głoszący: "Kto następny?" . Jednak również i w tym przypadku sprawców nie udało się odnaleźć, a wykopaliska po tych zdarzeniach zostały przerwane. Kto lub co strzeże tej tajemnicy?
  • 1






Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u