Skocz do zawartości




Sceptycznie



Zdjęcie

2012 - FILM

Napisane przez Aquila , 22 November 2009 - - - - - - · 1471 wyświetleń

Ocenę tego filmu można sprowadzić do jednego zdania - jeżeli ktoś jeszcze nie był na tym filmie, to zaklinam - nie idźcie (choć można by nawet dosadniej sprowadzić do tylko jednego wyrazu, ale daruję już sobie).

I to nie dlatego, że film jest o tej a nie innej tematyce. Piszę tak, bo film jest idiotyczny od samego początku do końca.

Oto dlaczego (uwaga - zawarto szczegóły fabuły. Krótkie, bo krótkie, ale i fabuła była tak rozbudowana, jak rysunek dwulatka):

Ustawienie planet w linii. No dobrze, przecież film nie musi zgadzać się z prawdą, no ale mimo wszystko jest to naciągane, bo nic takiego nie będzie miało miejsca.

Bohaterowie - rozwiedziony ojciec i dwójka dzieci - oczywiście ojciec z synem ma problemy a z żoną nie może być, bo ona ma już kogoś innego. Jest to tak standardowe i tak straszliwie przewidywalne, że SZOK.

Kolejny standard, który musiał się pojawić - "szaleniec znający prawdę niedostępną ogółowi" . Mówię tu o panu z radia Yellowstone.

Zabijasz każdego, kto może wygadać się o zbliżającej się apokalipsie (musi to zostać zachowane w absolutnej tajemnicy), ale dzieciaki miliardera z Rosji/Ukrainy wiedzą o wszystkim. Co za profesjonalizm :)

Gdy uciekasz samochodem a ulica pęka i zawala się, zawsze musi się to dziać tuż za twoim samochodem. Uciekasz dosłownie w ostatniej sekundzie.

Gdy już tak uciekasz sobie tym samochodem i zawala się jakiś most, to dociskasz pedał gazu i przejeżdżasz w ostatniej milisekundzie. Czas tymczasem zwalnia i spadający most opada pod kątem, co pozwala mu na ciągłe ocieranie się o dach samochodu nie miażdżąc go jednak.

Gdy widzisz zawalający się wieżowiec, powinieneś przejechać przez... jego parter! Ależ oczywiście! Kolumny się gną i zawalają, ale ty jedziesz!

Co za g.....

Gdy startujesz samolotem a pas startowy musi się zawalić/spękać, zawsze musi to mieć miejsce tuż za samolotem a on sam musi koniecznie wystartować w dramatycznych okolicznościach w ostatniej chwili.

Gdy lecisz samolotem i widzisz dwa zderzające się wieżowce - musisz oczywiście przelecieć między nimi.

Gdy wybucha wulkan i wyrzuca swoje meteoropodobne bomby wulkaniczne to spadają one wszędzie, ale nigdzie z taką częstotliwością i tak blisko jak w pobliżu samochodu głównego bohatera.

Aha, gdy jedziesz w niebezpieczne miejsce oddalając się od bezpiecznego samolotu zawsze zabieraj ze sobą swoją małą córeczkę.

Samolot, gdy ucieka przed chmurą popiołu, musi koniecznie na moment zniknąć w jej czeluści. Wiemy, że i tak z niej wyleci, ale to takie podniecające. Poza tym - wydaje mi się, że gdyby popiół z tej chmury dostał się do silnika to by ta ich podróż dość szybko się skończyła. No ale to nie film dokumentalny, więc wybaczamy.

Gdy startujesz Antonowem a pas startowy musi się zawalić/spękać, zawsze musi to mieć miejsce dokładnie tuż za samolotem a on sam musi wystartować dosłownie w ostatniej chwili (ile razy można to samo przerabiać w jednym filmie?!). Oczywiście start nie oznacza powodzenia - tuż po nim, gdy wszystko wyda się już bezpieczne, musi pojawić się nowe, niespodziewane zagrożenie - na przykład jakiś budynek o który możemy zawadzić, albo powiedzmy spadająca akurat w tym miejscu stacja kosmiczna. No cokolwiek, byleby tylko było groźnie.

Samo tsunami nie może zniszczyć Białego Domu. Musi to oczywiście zrobić lotniskowiec niesiony przez tę falę. TRAGEDIA!

W swoim filmie musisz sprawić, aby ludzie jęknęli "ach!". Aby to osiągnąć zniszcz coś drogiego. Ale nie budynki - to banał. Zniszcz do wyboru:

- dzieła sztuki,

- zabytki,

- drogie samochody :]

Im więcej, tym lepiej. Nic tak nie łamie serca jak fakt, że właśnie zezłomowało się parę Ferrari, Lamborghini i Bentley'ów.

Co musi uderzyć w amerykańską arkę i to oczywiście w miejsce, które oczywiście spowoduje zerwanie okrętu? Oczywiście - nic innego tylko Air Force One! Z tylu samolotów na lotnisku tylko on i tylko w to miejsce tylko tej arki!

Piękna przemowa Pana Wielkie Serce. Wzruszające słowa które poruszają serca innych. W obliczu wyginięcia gatunku narażamy jedną trzecią kandydatów do repopulacji świata tylko dlatego, że Pan Wielkie Serce tak powiedział, a jego Starszy Mentor Z Laską powiedział do członka załogi "nie waż się tego dotknąć, synu!".

Na miejscu kapitana kazałbym od razu aresztować obu panów.

Ale to naiwny film, więc czego mogłem się spodziewać?

Skłóceni wcześniej ojciec i syn muszą wspólnie uratować cokolwiek. Syn nagle musi pojawić się z pomocą i chociaż ma jakieś 10 lat - jego pomoc musi okazać się niezbędna. W sytuacji stresowej synek nie trzęsie się jak króliczek i nie przytula się do mamy - on ratuje świat i ludzkość wraz ze swym nielubianym do tej pory tatą! Co za śliczne, holywoodzkie pojednanie! Tak - pamiętajmy - wszyscy lepiej postarajmy się o synów przed apokalipsą - bo bez nich na pewno wszyscy zginiemy. Im syn młodszy i wcześniej bardziej buntowniczy - tym lepiej.

Uwaga! Niebezpieczeństwo! Okręt musi sie z czymś zderzyć. Apokalipsa, zniszczenie świata, zawalone miasta, stopione Hawaje, przebiegunowana planeta, gigantyczna fala, zerwanie się z kotwicy - to wszystko to pikuś! Niebezpieczeństw musi być bez liku i aż do samego końca. Zatem gdy okręt już musi w coś uderzyć, to dlaczego by nie w.... Mount Everest! W tym momencie miałem już dosłownie dość.


"- Panie Kapitanie!
- Tak?
- Ominęliśmy Mount Everest!
(w tle) HURRRA! YES! YES! YES! YEEEEAAAH!
- Kapitanie!
- Tak?
- Nastąpiło kolejne przesunięcie skorupy! Jesteśmy znowu na kursie kolizyjnym z Mount Everestem!
- Manewry wymijające!
- Kapitanie! Udało się!
(w tle) HURRA! WEEEEEE!
(na konsoli zapala się czerwone światełko) BEEP! BEEP! BEEP!
- Co tak błyska?
- Kapitanie! Wygląda na to, że... (zapiera dech w piersiach) kontynent australijski zerwał się z miejsca i dryfuje prosto na nas. Zderzenie za 30 sekund!
- Manewr wymijający!
- Kapitanie! Udało się!
(w tle) YEEEAAAH! DZIĘKI CI! DZIĘKI CI!
BEEEP! BEEP! BEEP!
- Kapitanie! Księżyc... właśnie się rozpadł! Jego połówka uderzy w nas dokładnie za 12 minut!
- Manewr wymijający!
- Udało się!
BEEP! BEEP! BEEEP!
- Potężny rozbłysk słoneczny zaraz liźnie Ziemię! Zrobi to dokładnie 14 metrów od nas! Zastosować manerw wymijający?
- Nie. Ojciec i Syn i tak zaraz nas wszystkich uratują. (nonszalanckim tonem jakby nigdy nic, zakładając okulary słoneczne i biorąc fajkę w usta i robiąc minę a'la MacArthur) A ja tymczasem idę na pokład złapać trochę opalenizny."


No i rzecz jasna - nie oszukujmy się. Dla amerykańskiego widza happy end nie oznacza przeżycia apokalipsy ani nawet pogodzenia się z synem. Mama i Tata muszą znów być razem. Nie ma co się łudzić, że rywal Taty a jednocześnie Nowy Mąż Mamy ma jakiekolwiek znaczenie - jego życie jest niczym. Zginie czy tak czy inaczej aby widz mógł sobie westchnąć - "jak pięknie się skończyło!"


To tylko część głupot z tego filmu. Jest ich tam dużo więcej, ale myślę, że już te doskonale kwalifikują ten film jako żenadę dekady .



Ja już zostałem ukarany podwójnie za to, że z nudów poszedłem w poniedziałek do kina na tę szmirę. Po pierwsze - skatowałem własny mózg, co już samo w sobie jest niewybaczalne. Po drugie - miejsce za mną zajął jakiś kaszlący dziadek i to on prawdopodobnie zafundował mi gorączkę 39 stopni przez parę dni i wymioty w nocy. Ale cóż - kara musi być adekwatna do popełnionej winy...

W jednej z gazet przeczytałem jednak artykuł jednego z astronomów z NASA który dobił mnie jeszcze bardziej niż ten film. Astronom ten pisał, że dostaje mnóstwo maili od ludzi wierzących w tę apokaliptyczną bzdurę a które zaczynają się dość często od słów "wiem, że nie może pan powiedzieć mi prawdy, ale czy...".

A jeden nastolatek napisał, że woli się zastrzelić niż dożyć tych straszliwych wydarzeń. Czy dla zysku producenci filmowi czasem nie przeginają? Rozumiem - nakręcić film i sprzedawać bilety. I tak by zarobił nawet bez tej otoczki "prawdy". Ale żeby od razu tworzyć strony internetowe rzekomo "zajmujące się badaniem apokalipsy" albo sugerować istnienie jakichś tajnych programów mających ratować ludzkość? To jest przecież chore...

No ale gdyby nie było takich idiotycznych filmów, to nie byłoby też takich perełek:

TRAILER

Szczęście w nieszczęściu.


Zdjęcie

Początki

Napisane przez Aquila , 12 November 2009 - - - - - - · 1206 wyświetleń

Parę osób postanowiło w pierwszym wpisie pokazać w jaki sposób się tutaj znaleźli lub w jaki sposób zainteresowali się tym tematem. Wydaje mi się, że to dość dobry sposób na otwarcie bloga. Bądź co bądź - pierwszy wpis i historia naszych początków w temacie para - to nawet pasuje.

Jako dziecko uwielbiałem tajemnice. Jak chyba zresztą każdy. Do dziś gdzieś znalazłyby się moje stare książki - "Tajemnicze stworzenia" o Yeti, Loch Ness i kotach, które zabijały samą obecnością. Do nich dołączyły także "Tomy prawdy", czyli kilka książek z serii "Witkowski przedstawia" o niemieckich UFO i promieniach śmierci połączonych z alternatywną biografią Hitlera, w której to dożył on śmierci gdzieś w słonecznych górach Argentyny. Do tego doszedł fantastyczny serial "Z Archiwum X", dzięki któremu agent Fox Mulder stał się dla mnie na wiele lat wzorem i niejako guru.

Jakież to było piękne - mały Aquila, zapatrzony w niebo, szukający kosmitów, duchów a przede wszystkim - Prawdy :roll:

I przez długi czas wydawało mi się, że ową prawdę dostaję. W tych właśnie niepopularnych powszechnie książkach z serii "alternatywna historia" albo gazetkach o UFO. Ale...

Pewnego dnia znalazłem coś, co stało się punktem zwrotnym w tej, jak wówczas się wydawało, wspaniałej opowieści o doszukiwaniu się prawdy. W moje ręce wpadła książka (czy też gazetka) o tematyce paranormalnej, w której widniało zdjęcie "mumii, jaka została wykopana w Andach. Eksperci mówią, że nie przypomina ona ani człowieka, ani małpy, więc albo jest to zaginiony gatunek albo jest to mumia kosmity". Wspaniałe odkrycie! Teraz nauka będzie musiała przyznać nam rację! Ale chwila, momencik... Przecież w mojej innej książce (czy też ponownie gazetce - nie pamiętam już) widnieje to samo zdjęcie! I tam jest podpisane że jest to z całą pewnością "zdjęcie kosmity, który przybył do garażu pewnego Włocha".

I tu zaczęły się problemy. Nie potrafiłem zrozumieć jak to jest możliwe, że w dwóch różnych źródłach (które wcześniej były uważane przeze mnie za nośniki najprawdziwszej Prawdy) to samo zdjęcie jest pokazywane jako "dowód" w dwóch rozmaitych sprawach. Oczywiste stało się, że ktoś tutaj kłamał. A że nie miałem możliwości, aby sprawdzić kto jest tym kłamczuszkiem to postanowiłem, że od dziś należy podchodzić z dystansem do takich opowieści.

Wówczas to mały Aquila przestał myśleć o UFO, Wielkiej Stopie i innych opowieciach z zakresu para. Ale świat nie stał się przez to nudniejszy - miejsce tamtych opowieści zajęły opowieści o Egipcjanach (te zgodne z nauką), Indianach i podróżach. Świat "paranormalny" odszedł w zapomnienie.

Ale nie na zawsze.

Internet - nowe, lepsze okno na świat. Aquila nie wiedział wówczas, że Lem miał jednak rację. Zauważył to dopiero wtedy, gdy na skrzynkę jego taty przyszedł e-mail zapraszający na spotkanie z jakąś hinduską guru, której "duch codziennie od tysięcy lat lata dookoła Ziemi". Oczywiście, jak każde hiduskie guru, Matka ta (zwała się Matka jakaś tam) także leczyła dotykiem, ładowała energią i odczytywała choroby - słowem - była niedocenianym ósmym cudem świata, nadczłowiekiem.

Pierwsze spotkanie z owymi internetowymi zbawcami, nadludźmi i wszelkiej maści oświeconymi było dość szokujące, ale i zabawne. No bo kto o zdrowych zmysłach przyszedłby na zajęcia tej całej Matki - Sputnika? ;)

Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że już za kilkanaście dni mój biedny mózg zderzy się z Projektem Cheops.

Projekt Cheops wystarczył, abym postanowił działać. Te piramidalne bzdury (piramidioci) były tak beznadziejnie szokujące i zakłamane, że nie mogłem przejść obok nich tak obojętnie. I nie chodziło o pokazanie, kto jest mądrzejszy albo lepszy (tak jak i nie chodzi o to do dziś). Chodziło przede wszystkim o to, aby młodzi ludzie, którzy spotkają się po raz pierwszy z tym całym Projektem Cheops mieli alternatywę już na miejscu - mogli zobaczyć na własne oczy jakiej wartości są argumenty ludzi, którzy zajmowali się wyłudzaniem pieniędzy na spotkaniach, na których opowiadali o tym, że piramidy zbudowali kosmici (!) i że Egipcjanie jadali kukurydzę (!).

I dopiero wtedy uświadomiłem sobie jak wiele jest stron poświęconych głoszeniu nieprawdy - wykorzystujących głównie niewiedzę zwykłych ludzi (ciężko wymagać, aby każdy człowiek był dobry w każdej dziedzinie - to coś, czego nam wszystkim brakuje) i to, że głoszona przez nich nieprawda jest dość pociągająca - kosmici i piramidy, Atlantyda i kryształy mocy...

Nie mogłem tak wiedzieć o tym i nie zrobić niczego. Nie można pozwolić kłamstwu rozprzestrzeniać się bez oporu.

I tak oto znalazłem się tutaj - na, jak to google określiło, "największym forum poświęconym tematyce paranormalnej". Od ponad trzech lat staram się zawsze pokazywać alternatywę dla rozmaitych dość kontrowersyjnych teorii i wskazywać miejsca, w których mijają się one w dość znaczący sposób z rzeczywistością. Mam nadzieję, że przez ten cały czas i wysiłek włożony w szukanie i pisanie pomogłem choć kilku osobom, które naprawdę zechciały dotrzeć do tejże prawdy. Mam też nadzieję, że los pozwoli mi pobyć tu jeszcze dłużej, bo... nie ukrywam - polubiłem to forum. Posiadam wiele kont na rozmaitych forach (już nie o tematyce paranormalnej), ale tylko o tym mogę powiedzieć, że polubiłem jego użytkowników (bez względu na poglądy) i gdy kiedyś skończy się moja przygoda, to będę naprawdę miło wspominał to miejsce i, co znacznie ważniejsze - ludzi, z którymi miałem zaszczyt tutaj dyskutować.





Październik 2019

P W Ś C P S N
 123456
78910111213
1415 16 17181920
21222324252627
28293031   

Ostatnie wpisy

Ostatnie komentarze

stat4u